Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loreal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loreal. Pokaż wszystkie posty

9.04.2016

TUSZ DO RZĘS L'OREAL FALSE LASH WINGS


Hej! Nawet mój najbardziej minimalistyczny makijaż nie obejdzie się bez tuszu do rzęs, który ma za zadanie podkreślić moje spojrzenie, a konkretniej uwydatnić moje małe oczy ledwo widoczne zza okularów! Nie mam dużych wymagań, zależy mi głównie na tym aby moje rzęsy ładnie rozdzielone i wydłużone, oraz aby optycznie było ich więcej! Dotychczas najlepiej sprawdzał się u mnie tusz marki L'Oreal z serii Volume Milion Lashes So Couture, jednak w przypadku tego typu kosmetyków rzadko kupuję ponownie ten sam produkt, i tak też było tym razem. False Lash Wings, o którym dzisiaj mowa, to tusz którego aktualnie używam, i z którym też bardzo się polubiłam! O jego oczywistych zaletach, i mniejszych wadach w dalszej części tekstu - zapraszam! 


Mascara kusi nie tylko swoją nazwą bujnie oddziałującą na naszą konsumencką wyobraźnie, ale także nowoczesnym - przyciągającym wzrok srebrnym opakowaniem o ciekawym asymetrycznym kształcie i minimalistycznej szacie graficznej, także zachowanej w srebrno-czarnej kolorystyce.

Kolejną z charakterystycznych cech owego tuszu jest jego oryginalna, asymetryczna szczoteczka. Jej nieregularny kształt pozwana na ładne rozdzielenie rzęs i jej dodatkowa elastyczność umożliwia dokładne pokrycie tuszem każdego włoska. Początkowo myślałam, że ze względu na swoją wielkość będzie sprawiała problemy w aplikacji, jednak dzięki wygięciu zbliżonym do kształtu rzęs idealnie się dopasowuje!

Fajna jest też nie za mokra konsystencja tuszu, która w połączeniu ze szczoteczką nie skleja za mocno rzęs nawet przy kilku pierwszych użyciach. Kolor noir / black jest mocno czarny i wyrazisty. 


Efekt jaki daje ten tusz określiłabym jako wyrazisty i konkretny, ale przy tym dość naturalny - bardzo podoba mi się to połączenie! Jak zobaczycie na poniższym zdjęciu rzęsy są bardzo ładnie wydłużone! Tusz, mniemam, że dzięki tej ergonomicznej szczoteczce, bardzo równomiernie oblepia każdą rzęsę, w wyniku czego są one lekko pogrubione, optycznie jest ich więcej i sprawiają wrażenie bardzo lekkich - no jak skrzydełka motyla! Rzęsy są ładnie uniesione i podkręcone bez użycia zalotki! Może nie widać tego na zdjęciach, ale tusz rewelacyjnie spisuje się na dolnych rzęsach mocno je wydłużając i ładnie rozczesując. 

Po lewej zdjęcie saute, pierwszy rząd po prawej to rzęsy umalowane na szybko dwoma ruchami szczoteczki, a zdjęcia z dolnego rzędu pochodzą z innego dnia, kiedy to dokładnie pomalowałam dwie pełne warstwy. 


Tusz mocno zasycha na rzęsach dzięki czemu się nie rozmazuje, ale i nie osypuje w ciągu dnia. 
Jedynym jego minusem jest to, że zauważyłam, że pod koniec dnia trochę podrażnia oczy, tj. odczuwam lekki dyskomfort, zaczyna szczypać i po prostu muszę go zmyć. 

Podsumowując tusz bardzo mocno przypadł mi do gustu! Jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki uzyskuję za jego pomocą. Podoba mi się w szczególności ta lekkość, i wyraźne wydłużenie rzęs. Jest on niewątpliwie zauważalny i efektowny, choć uważam że zdecydowanie bardziej dzienny, niż wieczorowy. 

Jak podoba Wam się efekt na rzęsach? 

**************************************************************************
PS. Przypominam o możliwości wzięcia udziału w moim rozdaniu, do czego Was serdecznie zachęcam :) ROZDANIE CATRICE LIQUID CAMOUFLAGE KOBO FACE SCULPING PALETTE KOBO LIQUID MATTE LIPSTICK




3.03.2016

WIBO DEEP BLACK, L'OREAL SUPER LINER PERFECT SLIM / BLACKBUSTER, MAYBELLINE LASTING DRAMA - CZYLI MINI RECENZJE EYELINERÓW

Cześć! Jeśli śledzicie mój blog regularnie, i w miarę uważnie go czytacie, pewnie wiecie, że niemal nieodłącznym elementem mojego makijażu jest kreska eyelinerem! Nie wiem czy to kwestia przyzwyczajenia, czy może rzeczywiście tak jest, ale jeśli pomaluję rzęsy samym tuszem, albo nawet cieniem, co zdarza się niezwykle rzadko, mam wrażenie, że wyglądam jakbym kompletnie nie miała oczu, bądź była chora. Mówią, że czarna kreska optycznie pomniejsza oko, natomiast ja uważam, że dzięki niej moje oczy są w ogóle widoczne zza okularów, a spojrzenie jest zdecydowanie wyrazistrze.


Dzisiejszy post to absolutnie nie będzie poradnik jak zrobić idealną kreskę, bo mimo długiej praktyki nie zawsze jest idealnie, a w internecie jest mnóstwo przydatnych tutoriali tego typu. Zrecenzuję Wam natomiast cztery eyelinery, z których w ostatnim czasie korzystałam. Paradoksalnie, choć tego typu kosmetykami maluję się najczęściej, nie kupuję, a co za tym idzie nie testuję, ich zbyt wiele. Tusze wymieniam dość rzadko, i niemal zawsze uzupełniając zapasy kupuję ten sam. Który? O tym w dalszej części posta o eyelinerach: L'Oreal Super Liner Perfect Slim i Super Liner Balckbuster, Wibo Deep Black, i Maybelline Lasting Drama. Ładnie się złożyło, że w moim zestawieniu znajdą się zarówno eyelinery w pisaku - z cienką końcówką i grubą, w pędzelku, jak i w żelu! ;)



L'Oreal Super Liner Perfect Slim to mój najnowszy nabytek. Jest to eyeliner w pisaku, z idealnie wyprofilowaną, bardzo precyzyjną cieniutką końcówką. Sam eyeliner zresztą dobrze leży w dłoni, a takowe połączenie gwarantuje łatwość aplikacji, co w przypadku tuszy do kresek jedna z priorytetowych cech! Możemy namalować nim zarówno idealnie cienką kreskę, jak i grubszą, bardziej graficzną, a zakończenie kreski, czyli jaskółka wychodzi nim na prawdę pięknieCzerń owego produktu określiłabym jako ładną i głęboką, choć niekiedy muszę przeciągnąć aplikatorem kilka razy aby wydobyć jej jakość i intensywność. Trwałość Perfect Slim określiłabym jednak średnio, ponieważ o ile nie mam mocno tłustej powieki, to zdarza się, że niekiedy w ciągu dnia stopniowo odbija się na jej górnej części. Mam też wrażenie, że kolor pod koniec dnia minimalnie blednie. Cena eyelienera L'Oreal to ok. +30zł w drogeriach stacjonarnych, i ok. 20 zł w drogeriach internetowych. 


L'Oreal Super Liner Blackbuster to też tusz do kresek w pisaku, a konkretniej eye-marker, z grubą końcówką typową dla markerów. Wbrew pozorom zapewnia łatwą aplikację, choć rzecz jasna, nie jest tak precyzyjny jak powyższy z tej serii. Muszę przyznać, że po kilku miesiącach obcowania z nim udało się nawet kilka razy narysować idealną kreskę przy jednym pociągnięciu flamastrem. Oczywiście, najlepiej wychodzą nim grubsze, graficzne kreski z wyrazistym zakończeniem, natomiast samą końcówką da się wypracować też cienką kreskę. Blackbuster ma mocno czarny kolor, natomiast przez to, że tusz jest dość suchy - matowy, nie jest ona tak wyrazista, jak w przypadku płynnych eyelinerów. Jako, że na starcie Blackbuster jest suchy ma to przełożenie na trwałość kosmetyku. Jest bardzo wytrzymały, nie rozmazuje się, nie odbija na górnej części powieki, nie kruszy się i nie blaknie. Cena w Rossmanie to ok. 35 zł.


Wibo Deep Black to płynny tusz w kałamażyku z pędzelkiem. Pędzelek jest cienki, co w połączeniu z płynną, choć w miarę gęstą konsystencją tuszu wymaga sporej precyzji i uwagi przy aplikacji. Można nim wyczarować każdy rodzaj kresek na oku. Kolor to intensywna, wyrazista i głęboka czerń - po prostu i d e a l n a, a co najważniejsze, kolor jest taki sam zarówno przy porannej aplikacji, jak i przy wieczornym demakijażu. Zresztą nie tylko kolor jest tak trwały, ale i sam produkt - nie rozmazuje się, nie odbija na górnej części powieki, ani się nie kruszy. Cena to ok. 7 zł, i wiecie co? W stosunku do jakości, wydaje mi się, że jest nawet za niska!


Maybelline Lasting Drama to żelowy eyeliner w słoiczku. W zestawie jest również aplikator, natomiast ja używam do tego celu pędzelka Hakuro H85. Konsystencja eyelinera jest, jak sama nazwa wskazuje, żelowa - a w czasie aplikacji produkt bardzo łatwo się rozprowadza. Odnoszę jednak wrażenie, że nie zasycha na powiece, przez co nieestetycznie się odbija. Ma też tendencję do tego aby się rozmazywać. Kolor jest czarny, natomiast w ciągu dnia blaknie zamieniając się w szarość. Kolor i trwałość podbija dodanie do niego Duraline z Inglota. Cena w Rossmannie to ok. 35 zł. 


Biorąc pod uwagę przedstawione zalety i wady powyższych eyelinerów, najwięcej tych pierwszych cech wskazałam opisując najtańszy z zestawienia produkt marki Wibo. Używam go już kilka lat, i niezmiennie jest to zdecydowanie mój faworyt w tej kategorii, i to po niego sięgam najczęściej zarówno malując się, jak i podczas zakupów, kiedy uzupełniam zapasy kosmetyków w tej kategorii. Na drugim miejscu plasuje się Perfect Slim z L'Oreal, który zaskakuje mnie precyzją, i niezwykłą łatwością w aplikacji. A jaki jest Wasz ulubiony eyeliner? :) 

26.02.2016

50 TWARZY IVORY, CZYLI PRZEGLĄD NAJJAŚNIEJSZYCH KOLORÓW PODKŁADÓW CZ. II { RIMMEL | BOURJOIS | ESTEE LAUDER | L'OREAL | GIVENCHY}

Cześć! Kilkanaście miesięcy temu opublikowałam na swoim blogu post dotyczący analizy najjaśniejszych kolorów podkładów, tj. Bourjois - Healthy Mix i CC Cream, Astor Perfect Stay, Rimmel - Lasting Finish, Lasting Finish Nude, Stay Matte, oraz L'Oreal True Match starej wersji. Jeśli jesteście ciekawe jak wypadło ich porównanie i tego, czy są to podkłady rzeczywiście jasne, czy nie, czy ciemnieją na skórze, i czy ich pigment jest żółty, czy różowy odsyłam Was do tego posta.  Z racji tego, że uważam, że mimo osobnych recenzji dotyczących konkretnych podkładów, tego typu analizy zbiorcze dotyczące kolorów, a w szczególności tych najjaśniejszych są pomocne (na co wskazują też statystyki poprzedniego posta dotyczącego tej tematyki), i sama takich szukam, postanowiłam kontynuować tę serię, i dzisiaj pokazać Wam kolejne podkłady. Muszę niestety przyznać, że o ile w poprzednim zestawieniu znalazło się kilka, może nienajjaśniejszych, ale w miarę jasnych podkładów, to dzisiaj w większości są to niestety typowo drogeryjne kolory.


Przeanalizuję:
  • Rimmel Wake Me Up 100 Ivory
  • Bourjois Air Mat 01 Rose Ivory
  • Estee Lauder Double Wear Light 0,5
  • L'Oreal True Match (nowa wersja) N1 Ivory
  • Givenchy Photo Perfection 3 i 4
Jeśli zainteresuje Was co ogólnie myślę o wybranych podkładach, zapraszam do odnośników {RECENZJA}, które przekierują Was do konkretnych postów na ich temat jeśli już się pojawiły na blogu.




 Rimmel Wake Me Up 100 Ivory - to podkład, którego kolor nie ma nic wspólnego z nazwą Ivory - jest za ciemny jak na najjaśniejszy wariant kolorystyczny całej gamy, a szkoda, bo jeśli o właściwości chodzi, uważam że jest godny uwagi.  W  tym przypadku jest to kolor o żółtym odcieniu, i ma w sobie pomarańczowy pigment, a co się z tym wiąże, jego tonacja jest zdecydowanie ciepła. Uważam, że po rozsmarowaniu podkład jest nieco jaśniejszy, niż w butelce, czy na swatchu, i lekko dopasowuje się do kolorytu cery. Paradoksalne jednak ma też tendencje do tego aby się utleniać, i uwidaczniać swój pomarańczowy pigment. 




Bourjois Air Mat 01 Rose Ivory {RECENZJA} - to kolejny niby najjaśniejszy z całej gamy, a jednak dość ciemny kolor. Nie wiem skąd wzięło się słowo rose w nazwie, bo odcień nie ma nic wspólnego z różem, a ma typowo żółty, niemal pomarańczowy pigment. Choć pozornie wydaje się jasny, po chwili utlenia się. Moim zdaniem kompletnie nie dopasowuje się do kolorytu cery, a nieestetycznie odznacza.


Estee Lauder Double Wear Light 0,5 to jasny kolor, z żółtym pigmentem. Mam jednak wrażenie, że ma tendencję do tego żeby delikatnie się utleniać, ale idzie to bardziej w kierunku mocniejszej żółci, niźli pomarańczy. Dobrze dopasowuje się do kolorytu cery. Jego tonację określiłabym raczej jako neutralną, w kierunku do lekko żółtej. 



L'Oreal True Match N1 {RECENZJA} - najjaśniejszy kolor z całej gamy w tonacji neutralnej. Moim zdaniem to kolor idealny dla bladolicych, i co się z tym wiąże, mój pewniak jeśli chodzi o kolor wśród drogeryjnych podkładów. Również najjaśniejszy w dzisiejszym zestawieniu.



Givenchy Photo Perfection 3 Mam tylko jego próbkę, więc na temat działania nie mogę napisać zbyt wiele, ale o kolorze jak najbardziej. Po pierwsze, jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, że podkład opatrzony numerem 3, to najjaśniejszy w całej gamie. Rzeczywiście jest to jasny kolor, o żółtym kolorze. Pozornie mogłabym powiedzieć, że idealny dla mnie - na starcie blady, oraz ładnie dopasowujący się do koloru cery, tak jak True Match, bądź Estee Lauder DW. Niestety utlenia się dość wyraźnie. I o ile nadal pasuje w miarę okej, to nie zachwyca tak, jak przy pierwszym wrażeniu. 



Podsumowując, w dzisiejszym zestawieniu dominują niestety odcienie, które na pewno nie sprawdzą się idealnie u osób z bladą karnacją, tj. Rimmel Wake Me Up, czy Bourjois Air Mat. Najkorzystniej prezentują się natomiast podkłady L'Oreal True Match i Estee Lauder Double Wear, które mają na prawdę ładny, jasny kolor, o neutralnej tonacji, ukierunkowanej bardziej w tonację lekko żółtą, niż różową. Dołączam też zdjęcie swatchów z poprzedniej części tej serii, a jeśli chcecie poczytać o nich więcej zapraszam tutaj. Pozdrawiam! :) 

16.02.2016

HAUL | COCOLITA | KOSMETYKOMANIA | PIXIE COSMETICS {M.IN. ESTEE LAUDER, CATRICE, L'OREAL, REAL TECHNIQUES ... }


Hej! Kilka postów wstecz opublikowałam wishlistę kosmetyczną na kilka najbliższych miesięcy, i niemal od razu wzięłam się też za jej realizację :) Zapraszam Was dzisiaj na haul zakupowy z drogerii internetowych: cocolita.pl i kosmetykomania.pl, oraz ze strony sklepu Pixie Cosmetics

Najpierw zdecydowałam się na zamówienie w mojej ulubionej drogerii internetowej Cocolita.pl - ulubionej, bo jest tam na prawdę duży wybór kosmetyków, przede wszystkim w korzystniejszych cenach, niż stacjonarnie, czy nawet w innych drogeriach internetowych.  Ponadto tylko tam dostępny był mój priorytetowy zakup :)

Zamówiłam:


- Podkład Estee Lauder Double Wear Light w kolorze 0,5, w bardzo korzystnej cenie, bo znacznie niższej niż w Sephorze, czy Douglasie. Właściwie myślałam nad nim już od jakichś dwóch miesięcy, i niby byłam pewna, że chcę go kupić, ale jednak wahałam się ze względu na to, że mogłabym online nie trafić pod względem koloru i oczywiście ze względu cenę. Stacjonarnie kosztuje ok 179 zł, i jestem pewna że za tę cenę na pewno bym go nie kupiła, natomiast online 139 zł - generalnie to nadal dużo, ale jednak mniej :) Zawsze używam drogeryjnych podkładów, jedne sprawdzają się lepiej, inne gorzej, ale chciałam sprawdzić jak się do nich mają podkłady z nieco wyższej półki. Moje pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne, i na szczęście z koloru również jestem zadowolona! Odkryłam już nawet niewielkie podobieństwo do innego, znacznie tańszego drogeryjnego podkładu, ale to muszę jeszcze dokładniej zweryfikować. A o tym jak sprawdzi się na dłuższą   metę na pewno napiszę też za jakiś czas :)


 - Kolejny raz nie zdecydowałam się jeszcze na oryginalny i tak wychwalany Beauty Blender, a skusiłam się na gąbeczkę Miracle Sponge marki Real Techniques, którą już kiedyś miałam, ale przez nieumiejętne mycie szybko zniszczyłam. W przeciwieństwie do pędzli tej marki za którymi nieprzepadam jakoś szczególnie, gąbeczka sprawdza się na prawdę świetnie. Myślę, że pojawi się na jej temat post porównujący ją do produktu Deni Carte, którą też kupiłam całkiem niedawno.


- Dla moich brwi zamówiłam tak wychwalaną wszędzie kredkę Eye Brow marki Catrice realizując tym samym kolejny punkt mojej wishlisty. Zdecydowałam się na kolor 40, i jak się okazuje całkiem nieźle trafiłam. Kolor jest przede wszystkim w dość neutralnej tonacji, a w połączeniu z naturalnym kolorem moich brwi jest nie za jasnym, ani nie za ciemnym dość chłodnym brązem. Gdyby ten kolor zawierał w sobie jeszcze delikatne szare tony byłby idealny. Choć generalnie po kilku użyciach muszę przyznać, że kredka sama w sobie nie robi jakiegoś wielkiego szału. No zobaczymy ...

- Skoro już jesteśmy przy temacie brwi wybrałam sobie też pęsetkę do ich regulacji marki Deni Carte. Trochę dlatego, że brakowało mi właśnie 7 zł do darmowej dostawy, i trochę dlatego, że chciałam już moją starą pęsetkę wymienić na coś nowego. Nie ma się nad czym rozpisywać, ot zwykła, całkiem fajnie wyprofilowana pęseta. 


- Średnio zadowolona z Maybelline Lash Sensational postanowiłam zamówić też nowy tusz do rzęs. 
Początkowo chciałam wybrać jakiś z serii Volume Million Lashes, natomiast ostatecznie do koszyka wpadł False Lash Wings  marki L'Oreal, którego byłam bardzo ciekawa.  Póki co sprawuje się w miarę ok, ale muszę uzbroić się w cierpliwość, bo czuję, że jak lekko zaschnie będzie świetny!

Kilka miesięcy temu kupując pędzel do różu zamiast sięgnąć po sprawdzone Hakuro, zdecydowałam się wypróbować produkt marki Beauty Crew. Używam go do dziś, jednak nie przypadł mi do gustu tak mocno abym sięgała po kolejne pędzle tej marki i generalnie uważam, że jest słaby - już od pierwszego użycia zdarza się, że wypada z niego włosie i mycie również mu nie służy. Dlaczego do tego nawiązuję ... Cocolita znów zaskoczyła mnie miłą niespodzianką dołączoną do zamówienia! Sama na pewno nie kupiłabym już pędzli Beauty Crew, a jak się okazuje modele które otrzymałam, czyli pędzel BCF-38, do podkładu i kosmetyków mineralnych, BCP-81 do korektora, bądź rozświetlacza, oraz BCL-40 do ust, są zupełnie inne niż ten do różu, i są całkiem niezłe! Szczególnie ten do korektora! :) Zawsze uważałam, że tego typu pędzel jest zbędny, ale jak się okazuje ... niekoniecznie :)



Dostałam również do przetestowania tak wychwalaną w blogosferze odżywczą pomadkę z peelingiem marki Sylveco, i kolejny tester pudru ryżowego Ecocera.

Kilka dni później podczas śniadania i porannego przeglądania social mediów i maila, zobaczyłam informację, że płynny korektor Catrice na który od kilku tygodni polowałam zarówno stacjonarnie, jak i online, jest w końcu dostępny w drogerii internetowej kosmetykomania.pl.




Nie mogłam odpuścić takiej okazji, więc od razu dodałam do koszyka dwie sztuki Liquid Camouflage w kolorze 010 Porcelain, a także kultowego kamuflażu w słoiczku, czyli Camouflage Cream marki Catrice. Dobrze, że zdecydowałam się na zamówienie tak szybko, bo kilka dni później najjaśniejszy kolor znów został wykupiony :) 


Ostatnio zainteresowałam się też w końcu tematyką podkładów mineralnych, które już od jakiegoś czasu chodziły mi po głowie. Fajnie, że większość marek oferuje możliwość zakupu próbek, bo ze względu na tak bogate gamy kolorystyczne tego typu podkładów na prawdę ciężko zdecydować się na jeden konkretny kolor pełnowartościowego produktu. Sklep Pixie Cosmetics oferuje możliwość zamówienia 3 darmowych próbek (1ml), a jedynym warunkiem jest opłacenie kosztów przesyłki - tj. ok. 8 zł. 

Wybrałam 3 darmowe próbki podkładu Amazon Gold, w następujących kolorach które wydały mi się najbardziej trafione do mojego kolorytu - satin sand, silk beige i victorian lace. Oprócz darmowych próbek, kupiłam też jeden dodatkowy tester podkładu Minerals Love Botanicals w kolorze - cashmeree. Każda próbka poza 3 darmowymi kosztuje jedyne 3,90.

Do zapoznania się z ofertą odsyłam Was na stronę internetową: pixiecosmetics.pl.

No, to na najbliższe kilka tygodni robię sobie szlaban na kolorówkowe zamówienia!
A Wy co fajnego kupiłyście w ostatnim czasie?:)


15.02.2016

L'OREAL TRUE MATCH N1 IVORY NOWA WERSJA

Czeeeeeeeść! Witam Was po dwutygodniowej przerwie, która początkowo spowodowana była sesją, a później odpoczynkiem po sesji, i tym, że ze względu na ferie zimowe miałam też na tydzień ośmioletniego gościa, który niemal nie odstępował mnie na krok :) Dzisiaj natomiast wracam do Was pełna energii i motywacji, żeby pracowicie spędzić ten ostatni tydzień przerwy międzysemetralnej! Mam nadzieje, że uda mi się zrealizować plan i dodawać przez te 7 dni posty codziennie! Jeśli macie jakieś propozycje dotyczące postów, które chciałybyście zobaczyć na moim blogu - czekam na sugestie :)

Pisząc dzisiejszą recenzję dotyczącą podkładu True Match marki L'Oreal nie mogłabym nie odnieść się do posta, który powstał niecałe dwa lata temu, i do dziś jest najchętniej czytanym tekstem na moim blogu. Oczywiście, jeśli jesteście ciekawe zapraszam Was tutaj, natomiast dzisiaj skupię się na recenzji nowej wersji, i ze względu na to, że chcąc nie chcąc nasuwają się pewne elementy porównania do wersji poprzedniej, to rozwinę też tę kwestię, ale to może na końcu żeby zachować jako taki porządek :) 



Podkład znajduje się w prostokątnej, szklanej buteleczce z pompką, co jest słusznym rozwiązaniem bo bardzo ułatwia aplikację. Opakowanie wygląda w miarę elegancko, minimalistycznie i typowo dla marki L'Oreal.


Kolor jaki wybrałam dla siebie, to oczywiście najjaśniejszy odcień N1 Ivory. Seria True Match charakteryzuje się bogatą gamą kolorystyczną i każdy na pewno znajdzie idealnie kolor dla siebie. Ivory jest w tym przypadku rzeczywiście przyjemnie jasnym kolorem w żółtej tonacji. Pod względem koloru podkład trafił do moich makijażowych ulubieńców roku 2015...


... natomiast jeśli o efekt chodzi - kompletne szaleństwo, bo jednego dnia wygląda ekstra, innego kompletna porażka - i tym razem niezależnie od kremu bazowego, czy sposobu aplikacji. Każdego dnia mogę liczyć na psikus z jego strony, bądź spore zaskoczenie. 




Konsystencja jest rzadka, i dość lejąca. Podkład dobrze się rozprowadza, ale mam wrażenie że dość nierównomiernie. Pozornie wydaje się być nawilżający, a w buteleczce widać nawet niewielkie rozświetlające drobinki, jednak po zaaplikowaniu ujawnia się jego specyficzna, sucha konsystencja. W mniej problematycznych strefach twarzy wygląda całkiem nieźle, bo ładnie wygładza strukturę twarzy, ale niekiedy ma tendencję do tego aby w mniejszym, bądź większym stopniu uwidaczniać pory, bądź w niektórych miejscach na twarzy zbierać się i tworzyć małe suche plamki.  Z daleka być może jest to niewidoczne, ale z bliska wygląda nieestetycznie. Dodatkowo też każda suchsza partia twarzy zostanie przez niego podkreślona. 

Mam cerę mieszaną w kierunku do tłustej i generalnie nie mam problemów z przesuszeniem, a jednak... Nie wyobrażam sobie jak może zachowywać się w takim razie na cerze suchej, a co ciekawe, posiadaczki owego typu cery piszą na jego temat pozytywne recenzje, hm ;)

Wspomniane drobinki, które są mocno widoczne w buteleczce na twarzy są raczej niezauważalne. W mojej opinii odbijają one po prostu światło, nadając zdrowszy, mniej ziemisty efekt, a jakikolwiek brokat czy drobinki same w sobie nie są widoczne. 


True Match czasami ładnie stapia się z moją skórą, a czasami nie - od czego to zależy nie wiem, bo dzieje się tak nawet podczas używania tych samych sposobów aplikacji, i kremów bazowych.  Na pewno dobre dopasowanie pod względem koloru powoduje, że nie jest to aż tak zauważalne, jak mogłoby być gdyby podkład był np. za ciemny, bądź w złej tonacji. Warto wspomnieć, że najlepiej prezentuje się zaaplikowany zwilżoną gąbeczką, a najgorzej palcami. 

Podkład nie kryje za dobrze, ale efekt można stopniować. Na pewno 1-2 cienkie warstwy ujednolicają koloryt i zakrywają np. niewielkie przebarwienia. Z większymi niedoskonałościami nie radzi sobie za dobrze, bo ma tendencje do tego aby je podkreślać. True Match daje dość naturalny efekt, jest lekki i nie tworzy efektu maski. Nie matowi zbyt mocno, a jego wykończenie określiłabym jako satynowe, bo mimo tej dość pudrowej konsystencji, dzięki mikroskopijnym drobinkom ładnie współgra ze światłem.

Trwałość jest raczej średnia; podkład zastyga na twarzy, ale po ok. 8 godzinach zaczyna się tworzyć ciastko, i podkład zaczyna się ścierać z niektórych partii twarzy. 


Według producenta NOWA FORMUŁA, została wzbogacona o trzy nowe, hybrydowe pigmenty, które bardziej efektywnie dopasowują się do ciepłej, zimnej i neutralnej tonacji skóry. Ich zadaniem jest gwarancja efektu nieskazitelnej, naturalnie wyglądającej skóry. Znalazły się tu aż cztery olejki eteryczne, które mają zapewnić wyjątkowy komfort aplikacji i równomierne wykończenie makijażu. Nowa, kremowa formuła True Match zawiera też kombinację gliceryny, witaminy E i B5, które mają zapewnić gładkość i miękkość skóry w dotyku. 

Szczerze mówiąc patrząc przez pryzmat powyższych zapewnień producenta nie zauważyłam w tych kwestiach jakiejś spektakularnej zmiany. Kolor w obu wersjach jest jaśniutki i ma neutralny odcień, natomiast tutaj mam wrażenie, że delikatnie ciemnieje po aplikacji. Konsystencja nowego True Match rzeczywiście jest mniej sucha niż poprzednio, ale jednak nadal sucha. Mam wrażenie, że wcześniej znacznie mniej podkreślał suche partie na twarzy, a jeśli już się tak działo to dobry krem załatwiał sprawę. Na plus zmieniło się opakowanie, które jest teraz troszeczkę wyższe, ale smuklejsze, i jeszcze bardziej minimalistyczne. Pod względem wykończenia i krycia myślę, że nie zmienił się w ogóle, ale na pewno poprawiła się jego trwałość która teraz sięga tych obiecywanych 8 godzin :)

Ogólnie porównując starą i nową wersję nie uważam, aby nowa była jakoś znacząco lepsza od poprzedniej. Śmiało mogę jednak stwierdzić, że w przypadku poprzedniej wersji byłam skłonna ponownie kupić ten produkt, a nowej wersji na pewno nie kupię ponownie. No chyba, że będę potrzebowała podkładu który ma idealny odcień, to wtedy True Match jest pewniakiem, natomiast jeśli chodzi o działanie, to przez jego kaprysy ... no ... niechętnie.  

A Wy co myślicie o podkładzie L'Oreal True Match? :)

Pozdrawiam, i zapraszam na blog jutro,
pojawi się haul zakupowy z Cocolity i Kosmetykomanii, i Pixie Cosmetix :)

24.01.2016

HAUL COCOLITA {SYLVECO, NACOMI, BOURJOIS, L'OREAL}


Hej! Przedstawię Wam dzisiaj małe, spontaniczne zakupy w drogerii internetowej Cocolita.pl. Nie mam ostatnio weny i nastroju do pisania postów, a ilość zaliczeń w związku z sesją trochę mnie przytłacza, ale został mi jeszcze tylko egzamin z anatomii i będę mogła cieszyć się całym miesiącem wolnego! So sweet! :D  Przechodząc do rzeczy, zamówienie było przeze mnie nieplanowane, ale moja mama zażyczyła sobie krem Sylveco! Postanowiłam więc przejrzeć ofertę i coś dla siebie dobrać, czemu nie! 

Zacznę może od kolorówki, której jest najmniej, a którą lubię kupować najbardziej! Od dłuższego czasu miałam ochotę wypróbować kultowe, wypiekane róże marki Bourjois, a że tego typu produktów nigdy za wiele postanowiłam skorzystać z okazji i go zamówić. Ilość przepięknych odcieni nie sprzyja wyborom, ale oglądałam akurat filmik Szavki na Youtube, która pokazywała właśnie ten produkt i ten odcień, i bez zastanowienia to właśnie wypiekany róż Bourjois w kolorze 34 Rose d'Or, badź też Golden Rose dodałam do koszyka.


Niezbędnym elementem w moim dziennym makijażu jest czarna kreska eyelinerem, a moim ulubieńcem w tej kategorii jest Wibo Deep Black w kałamażyku. To na prawdę rewelacyjny produkt, ale korzystając z okazji, że właśnie mi się skończył postanowiłam wypróbować coś innego. Miałam już kiedyś Superliner L'Oreal ale w grubej wersji Blackbuster, i z racji tego, że fajnie się sprawdził postanowiłam znów wybrać coś tej marki, ale  tym razem coś bardziej precyzyjnego i cienkiego, więc zdecydowałam się na Superliner w wersji Perfect Slim, i muszę przyznać, że maluje się nim kreski re-we-la-cyj-nie! ;)


Sprawcą całego zamówienia był właśnie krem dla mamy marki Sylveco. Generalnie albo ja coś pomieszałam w zamówieniu, albo sklep, ale miałam w zamiarze kupić krem brzozowo-nagietkowy z betuliną, a okazało się, że dostałam brzozowy z betuliną, hm ... Nie mniej jednak mama jest zadowolona, i sprawdza się całkiem dobrze. Jak dla mnie zapach go przekreśla, ale i tak bardziej liczy się działanie, prawda ;)


Będąc nadal przy produktach marki Sylveco zdecydowałam się zamówić też brzozową pomadkę ochronną, która w czasie robienia zdjęć gdzieś się zawieruszyła i jej na nich nie ma. 

Zamówienie zdominowały kosmetyki pielęgnacyjne i co ważne - naturalne. Kolejne trzy pozycje to , w przeciwieństwie do powyższych produktów marki Sylveco, baaaardzo ładnie pachnące kosmetyki naturalne! Po pierwsze coś do nawilżania ciała, czyli naturalne masło do ciała zawierające masło shea i olej arganowy o obłędnym zapachu wild strawberry marki Nacomi! A po drugie coś do nawilżania ust co w okresie zimowym jest niezbędne :) Miałam po raz kolejny zdecydować się na eos, ale w ofercie zobaczyłam te oto masełka marki Nacomi, o fajnych kompozycjach zapachowo-smakowych więc wybrałam dwa, jedno widoczne na zdjęciu love grenade, i drugie, które dałam chłopakowi orange lemoniade.


Dzięki uprzejmości sklepu Cocolita dostałam kilka fajnych próbek, w tym tester pudru ryżowego EcoCera! Muszę przyznać, że od pewnego czasu rozmyślałam nad jego zakupem, ale dzięki temu, że miałam możliwość go wypróbować, już wiem, że raczej się nie skuszę, bo wcale nie przypadł mi do gustu tak jakbym się tego spodziewała po tylu pochlebnych opiniach. 




Okej, także to by było na tyle moich małych zakupów :) Znalazło się tu kilka na prawdę fajnych kosmetyków, które zrobiły na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie. Póki co jednak, ze względu na to, że tydzień temu zrobiłam spore rozeznanie i porządki w toaletce, na tego typu spontaniczne zakupy raczej w najbliższym czasie się nie skuszę. Dzięki segregacji zobaczyłam czego mi brakuje (w sumie wyszło na to, że niczego :D), które kosmetyki w najbliższym czasie muszę zastąpić nowymi i ewentualnie w jakich kategoriach mogę coś jeszcze ciekawego kupić, a czego natomiast mam aż za dużo i z czym muszę poczekać, aż zużyję. Na dniach stworzę na pewno wishlistę zakupową, która pomoże mi w rozsądnych zakupach. Pozdraaaaaaaaaaawiam!

30.12.2015

ULUBIONE KOSMETYKI KOLOROWE DO MAKIJAŻU W 2015 R. {L'Oreal, Rimmel, Wibo, Sleek}

Hej! Jak tam po świętach? Mi minęły bardzo szybko, w sumie nie zdążyłam nawet poczuć tej świątecznej atmosfery, a one już się skończyły! Dziś z racji przedostatniego dnia grudnia przygotowałam kolorówkowych ulubieńców roku. Żeby nie było chaotycznie, wybrałam po jednym kosmetyku z każdej kategorii, który sprawdził się u mnie najlepiej. Niektóre z poniższych kosmetyków opisywałam już na blogu, więc przy każdym opisie znajdziecie też odnośnik do szerszych recenzji! Zapraszam do poczytania ;)




Przyznam szczerze, że podkłady spisały się w tym roku najgorzej. Bardzo ciężko jest mi wybrać jeden produkt który określiłabym mianem ulubionego, bądź najlepszego, gdyż każdy z nich, nawet ten który sprawdzał się dobrze miał jakąś mniejszą, bądź większą wadę. Do mojego 'rankingu' wytypowałam podkład L'Oreal True Match N1 Ivory, który jest doskonały pod względem koloru. Niestety to produkt kapryśny i nie zawsze jestem zadowolona z efektu jaki daje. Czasem daje bardzo ładne i delikatne wykończenie, robiąc buzię gładką i efektownie rozświetloną, a czasem ma tendencję do podkreślania suchych obszarów na skórze (co w sumie jest dziwne, bo mam cerę mieszanką ukierunkowaną do tłustej i generalnie nie mam problemu z wysuszeniem) i zbieraniu się w niektórych miejscach na twarzy tworząc ciastko. O zaletach i kaprysach tego podkładu na pewno pojawi się osobny post na blogu, więc jeśli jesteście zainteresowane moją szerszą opinią na jego temat, zapraszam wkrótce. Drugi produkt jaki wybrałam w tej kategorii to podkład Rimmel Wake Me Up 100 Ivory. Ideał pod względem wykończenia i efektu jaki daje na twarzy. Na prawdę byłam zaskoczona tym, jak fajnie się prezentuje mimo iż jest mocno rozświetlający, a do czasu jego przetestowania wcale takiego wykończenia nie lubiłam. Ogromnym minusem jest natomiast jego kolor, który jest w grupie tych ciemniejszych ivory. Latem jest okej, bo mimo mocno pomarańczowego koloru w butelce, ładnie się dopasowuje do cery. Zimą natomiast odpada. 



Choć w tym roku mój ulubieniec Rimmel Stay Matte zmierzył się z godnym rywalem Wibo Fixing Powder, to pozostał numerem jeden kolejny raz. 03 Peach Glow idealnie współpracuje z niemal każdym podkładem manipulując jego kolorem, tj. jak trzeba lekko przyciemnia i dodaje takiego zdrowego odcienia zimnym i jasnym podkładom, a nawet lekko rozjaśnia te za ciemne. Poza tym we współpracy z pędzlem Hakuro H50S idealnie matuje nie tworząc efektu maski. 





Wśród korektorów jakie przetestowałam w tym roku najlepiej sprawdza się L'Oreal True Match w kolorze N1 Ivory. Kolor idealnie rozjaśnia wybrane partie twarzy i dobrze współpracuje zarówno z podkładami, jak i pudrami. Ciemniejszy kolor, jaki również posiadam wybieram natomiast do tuszowania niedoskonałości. 


... eyeliner Wibo Deep Black. W moim przypadku nie ma makijażu oka bez kreski eyelinerem. Nadaje ona charakter spojrzeniu i wbrew pozorom sprawia, że moje małe oczy z lekko opadniętą powieką i zza okularów, są widoczne! Niezmiennie od kilku lat najlepiej sprawdza się u mnie właśnie ten produkt marki Wibo.  Ma mocno czarny kolor, idealną konsystencję, która w połączeniu z pędzelkiem łatwo się aplikuję, no i nie blaknie w ciągu dnia, nie kruszy się i nie rozmazuje. W dodatku jest tani, i dostępny w każdym Rossmannie. 



Rzęsy wyglądały najlepiej, kiedy malowałam je tuszem L'Oreal Volume Million Lashes. Idealnie rozczesywał rzęsy wydłużając je tak, że koleżanki pytały czy mam robione rzęsy 1:1, a to chyba najlepszy komplement dla tuszu! Mocna czerń idealnie podkreślała każdą rzęsę lekko ją pogrubiając. 





Trudno było mi zdecydować się na jeden konkretny produkt do brwi, bo wyjątkowo wszystkie kosmetyki z tej kategorii przypadły mi do gustu. Wybrałam jednak produkt L'Oreal Brow Artist Plumper Medium/Dark, który świetnie sprawdza się zarówno do utrwalenia makijażu brwi wykonanego innym produktem, jak i solo. Opcja bardzo wygodna i szybka w użyciu. 




W tym roku bardzo rzadko używałam różu do policzków, a mój makijaż zdominowały bronzer i rozświetlacz. Co prawda w tym roku nie udało mi się odnaleźć idealnego, chłodnego, ale niezbyt ciemnego bronzera, ale Sleek Contour Kit w kolorze Light, mimo lekko pomarańczowych tonów sprawdził się bardzo dobrze. Jest idealnie matowy, i co ważne, długo utrzymuje się na twarzy, W tym duo znajduje się także rozświetlacz, i jest to hit! Ma ładny, szampański kolor, daje przepiękne rozświetlenie, i co warto wspomnieć jest zauważalny, ale delikatny! I taki efekt rozświetlający mi się baardzo podoba!



A jakie produkty kolorowe przypadły Wam do gustu najbardziej w roku 2015?!

No i jakie macie plany Sylwestrowe kochane?! 
:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka