30.08.2014

TOP 5 LAKIERÓW LATO 2014 [ESSIE, AVON, RIMMEL, WIBO]


Cześć! To nic, że jestem studentką a co się z tym wiąże potrwają jeszcze miesiąc. Ostatni weekend sierpnia = koniec wakacji. Tak było i będzie. Zresztą, letnie temperatury powoli się kończą więc już nie jest tak samo jak chociażby miesiąc wstecz. Lakiery do paznokci - temat rzeka. Praktycznie większość wizyt w drogeriach kończy się kolejnym lakierem więcej. Mówię stop! Trzeba z tym skończyć, bo lakierów można mieć wiele, a zwykle i tak używa się kilku tych samych. Tak było właśnie latem kiedy sięgałam głównie po pięć wyżej wymienionych lakierów. Jeśli chodzi o kolor: królował róż, zdecydowanie.


obrazek w telefonie: źródło internet


Essie Watermelon to mój najnowszy nabytek jednak zdążył już zagościć na moich paznokciach drugi raz. Myślę, że będzie się to działo dość często - nawet we wrześniu, październiku, listopadzie ... Uwielbiam go. Jest to chyba najpiękniejszy lakier jaki mam. Kolor to połączenie różu i czerwieni. Wszystko w zależności od światła. I tak za pomocą jednego lakieru raz mamy paznokcie w wyrazistym różowym kolorze, raz koralowe, a raz czerwone. Piękny odcień! Idealny! Nie mogę się na niego napatrzeć ;) Na pewno pojawi się jego osobna recenzja w której poruszę kwestie niebanalnej trwałości, krycia itd.




Essie Under Were to lakier który darzę dużą sympatią, bo to mój pierwszy lakier Essie, dzięki któremu "złapałam bakcyla" żeby mieć ich więcej, więcej, więcej ;) Kolor z pozoru kompletnie do mnie nie pasuje, wcześniej nie sięgałam po takie odcienie, jednak kiedy mam nim pomalowane paznokcie złudzenie znika i jestem nim oczarowana i zachwycona :) Ma kolor truskawkowego shake'a! 

obrazek w telefonie: źródło internet

Avon Gel Finish Parfait Pink. Żelowa formuła tego lakieru przypadła mi do gustu już po pierwszym pociągnięciu pędzelkiem. Świetne krycie i świetne wykończenie lakieru to nie jedyne jego zalety. Przede wszystkim kolor - typowy różowy kolor ma w sobie delikatny, srebrny shimmer. I chociaż jest on bardziej widoczny w buteleczce niż na paznokciach to dodaje blasku i nadaje charakter temu lakierowi. Trwałość zaskakuje - minimum 4 dni.



Wibo, nr 25 to lakier który nie ma żadnych właściwości dzięki którym mogłabym powiedzieć, że jest dobry. Znalazł się jednak na mojej liście, bo jest jedynym białym lakierem jaki posiadałam (ostatnio się to zmieniło:P) i ze względu na to, że miałam wielki szał na białe paznokcie używałam go bardzo często. Często trzeba było malować od nowa bo po 1-2 dniach odpryskiwał, a ja ciągle chciałam mieć białe paznokcie. Kiedy już znudziło mi się to malowanie - ups, odprysk - zmywanie - malowanie zaczęłam malować na biało tylko paznokcie palców wskazujących, ot taki biały akcent.




Rimmel Salon Pro Peppermint to miłe urozmaicenie wśród róży i bieli. Kolor to połączenie klasycznej mięty z rozbielonym turkusem. Bardzo świeży, letni kolor! Do plusów tego lakieru zaliczyć można również łatwą aplikację (gruby pędzelek), krycie i trwałość (ok 3 dni).

▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼
Poniżej kilka zdjęć podglądowych moich paznokci, lakierów które pokazałam powyżej (Essie pokażę w osobnych postach) i też 2 lakiery które nie znalazły się w rankingu (zdj 1 i 3) ale które również lubię.

1. MUA - Bright Coral [PODGLĄD] 2. KROPKI [PODGLĄD] 3. Rimmel - Don't by shy [POGLĄD] 4. Rimmel - Peppermint & Wibo - 25 5. Avon - Parfait Pink

A jakie kolory/lakiery gościły u Was najczęsciej tego lata? ;)

29.08.2014

RECENZJA: BOURJOIS | 123 PERFECT | CC CREAM | 31 IVORY


Cześć! 
Lato - wakacje - upały to czas kiedy minimalizm w makijażu jest zdecydowanie wskazany. W lipcu na mojej twarzy gościł Rimmel - Stay Matte (RECENZJA), jednak chciałam go zamienić na coś lżejszego i tak oto trafił do mnie dość popularny, często chwalony CC Cream Bourjois.

Na wizażu opisywany jest tak:

Nowa generacja kosmetyków pielęgnacyjnych, które dodatkowo gwarantują efekt ujednoliconej, rozświetlonej cery, maskując wszelkie niedoskonałości. 123 Perfect CC Cream to lekka, nietłusta formuła oparta na pigmentach o potrójnym działaniu korygującym (niwelującym oznaki zmęczenia, zaczerwienienia oraz przebarwienia), która zapewnia 24 godzinne nawilżanie i ochronę przed słońcem dzięki faktorowi SPF 15. Efekt: rozświetlona, ujednolicona cera oraz aksamitnie gładka skóra przez cały dzień.


Konsystencja jest leista i rzadka. Bardzo łatwo rozprowadza się na twarzy,nie tworząc smug czy plam. Niewielka kropla podkładu pozwala pokryć znaczną część twarzy, tak więc konsystencja wpływa na wydajność.
Oprócz tego sama konsystencja też ma wady chociażby to, że produkt strasznie się wylewa z wąsko zakończonej tubki. Nie jest to jednak jakiś wielki minus, bo po niespodziance przy pierwszym użyciu,  później już da się nad tym zapanować. 



Krem tonujący Bourjois dostępny jest w 4 odcieniach. Ja wybrałam najjaśniejszy - 31 Ivory. Jest to zdecydowanie jasny odcień - w kierunku żółtego. Po nałożeniu ma tendencję do utlenienia i minimalnego ściemnienia. Mimo to, fajnie dopasowuje się do koloru skóry! Jestem blada, bardzo! Ale wygląda znośnie, więc jego kolor traktuję na plus!

Warto wspomnieć także o jego zapachu, bo jest zdecydowanie wyczuwalny. 
Coś pomiędzy zapachem słodkim, a kwiatowym.




Krycie jest dla mnie wystarczające, ale określiłabym je raczej jako średnie. Bardzo podobne do krycia Healthy Mix (RECENZJA) , z  przewagą CC Creamu. Zdecydowanie zakrywa przebarwienia i wyrównuje koloryt. Krem ten świetnie dopasowuje się do twarzy i jest mało widoczny. Cera jest wygładzona i rozświetlona. Wykończenie jest zdecydowanie satynowe - błyszczące (ale nie jest to efekt świecącej się - tłustej twarzy) więc jeśli ktoś nie lubi takiego efektu krem wymaga przypudrowania. Ja mam chyba już taki nawyk, że nigdy nie zostawiam podkładu bez zmatowienia go pudrem.

Trwałość w przypadku tego produktu to kwestia zmienna. Dobrze nałożony i przypudrowany jest w stanie wytrzymać 10h na twarzy jednak zdarza się, że zaczyna się delikatnie ścierać już po 5. Generalnie, nie jest to podkład zastygający na twarzy w maskę, bo nawet po kilku godzinach można zobaczyć po nim ślady np. na ekranie smartfona.

Jeśli chodzi o kwestie pielęgnujące - obiecywane przez producenta nawilżenie zauważyłam. Zdecydowanie nie muszę sięgać po krem pod ten produkt, bo sam w sobie świetnie nawilża cerę. Dodatkowo zawiera SPF 15, może nie jest  to  filtr zaskakująco wysoki, ale jest. Zauważyłam też, że odkąd go używam zmniejszyła mi się ilość wyprysków na twarzy.


Podsumowując, jestem zadowolona z tego produktu. Zależało mi na produkcie lekkim mało zauważalnym wyrównującym koloryt delikatnie kryjącym pielęgnującym - CC Cream Bourjois spełnia te wymagania. Enjoy!

A Wy macie zaufanie do produktów typu CC cream, BB crem itp czy wolicie zwykłe podkłady? Jakie jest Wasze zdanie o CC Creamie Bourjois?:) Wiadomo przecież, że skoro u mnie sprawdza się świetnie to nie znaczy, że u każdej innej osoby będzie tak samo :)

23.08.2014

ZAKUPY | WYGRANA | NO-W0Ś-CI! M.IN: ESSIE, SALLY HANSEN, BIODERMA, RIMMEL, BOURJOIS, ZIAJA!

Zakupy w lipcu stanęły w miejscu, jednak w sierpniu staram się nadrabiać zaległości. Co trafiło do mnie ostatnio? Idąc po kolei, największy szał opanował mnie w kupowaniu lakierów. Chociaż pięć to nie jest to jakaś mega ogromna liczba, yyyyyyyyyy... właśnie przypomniałam sobie o 6 lakierze którego nie umieściłam na zdjęciu. No trudno.

Od lewej Sally Hansen Ista Dri 110 Blue By! czyli  bardzo fajny, głęboki niebieski kolor, dalej znów Sally Hansen Xtreme Wear 39 The Real Teal; Następne Essie Under Were i ukochany, wymarzony, najpiękniejszy Essie Watermelon. Całość kończy lakierowe konfetti marki Life 03. Aaa, i zapomniany przy fotografowaniu lakier którego na zdjęciu nie ma, ale również trafił to mnie to Sally Hansen Smooth Perfect 06 Air.

Kolejna część zdjęcia to kosmetyki które trafiły do mnie dzięki wygranej (pierwszy raz w jakichkolwiek rozdaniach blogowych) w rozdaniu na blogu http://katesbeautyland.blogspot.com. Swoją drogą zachęcam Was do odwiedzenia bloga Kasi! Znajdziecie na nim rzeczowe,ciekawe recenzje kosmetyków urozmaicone dobrej jakości zdjęciami! ;) A jeśli chodzi o wygrane przeze mnie kosmetyki, są to: suchy szampon Batiste w wersji Cherry (miałam, polubiłam i teraz mogę cieszyć się z drugiego opakowania), rumiankowa pomadka do ust Alterra (chyba spróbuję zadziałać nią na moich rzęsach) płyn micelarny Bioderma Sebium 100ml do skóry tłustej i meszanej (w końcu przetestuję kultową Biodermę!) i lakier do paznokci Rimmel 60 seconds White Hot Love by Rita Ora. Bardzo miłym zaskoczeniem były dołączone do powyższych kosmetyków próbeczki: Cethapilu, kremu La Roche Posay, podkładu Clinique, perfum Givenchy Ange ou Démon, czy też bazy z Sephory, która przyda mi się na nadchodzące wesele. Bardzo dziękuję!

Jeśli widziałyście moją wishlistę wiecie, że chciałam wypróbować jakiś kosmetyk Ziai z serii Liście Manuka. Na wishliście postawiłam na tonik, jednak będąc w sklepie zdecydowałam się na żel z peelingiem oczyszczający pory na dzień/na noc. Przeczenia wishliście ciąg dalszy. Znowu, kupując podkład nie zaryzykowałam i nie zdecydowałam się na Rimmel Wake Me Up. Na reotwarciu Hebe w moim mieście sięgnęłam po CC Cream marki Boujois, którego byłam mega ciekawa. Sprawdza się super, ale więcej o nim w osobnym poście już wkrótce. Dodatkowo (jeszcze w lipcu) kupiłam dwie kredki Rimmel Exaggerate - w kolorach: Aqua Sparkle(piękny błękit) i Deep Ocean (granat).

Jeśli chcecie wiedzieć więcej, zapraszam Was na recenzje wyżej wymienionych kosmetyków już wkrótce na moim blogu. Tymczasem, chętnie dowiem się czy używałyście któregoś z wyżej wymienionych kosmetyków i jakie macie o nim zdanie! Pozdrawiam! ;)

PS. Kiedyś obiecałam haul wyprzedażowy. Doszłam do wniosku, że zakupów ubraniowych nie będę pokazywać ale ... moim największą zdobyczą są Nike Air Max 90. Piszę o nich, bo trafiła mi się iście wyprzedażowa cena: pierszy raz zobaczyłam je za 399 zł, kolejny raz za 329 zł bodajże, a kupiłam je kilka dni później za ... 279 zł! Jeśli tak mają wyglądać wszystkie wyprzedaże to ja jestem na tak! ;)

21.08.2014

RECENZJA: TUSZ DO RZĘS | MAX FACTOR | MASTERPIECE MAX


Cześć! Po kosmetyki Max Factor sięgam rzadko. Powód? Jest prosty, rozczarowanie. A dokładniej rozczarowanie pierwszym produktem tej marki po który sięgnęłam - pudrem sypkim (opisywanym tutaj). Jednak jakoś tak jest, że  wbrew pozorom nie zniechęcam się tak łatwo i postanowiłam spróbować kosmetyk innego typu, bo tusz do rzęs. 



Masterpiece Max, bo o nim mowa, to tusz w bardzo ładnym, eleganckim opakowaniu. Zresztą, jak inaczej można określić czarne opakowanie ze złotymi elementami? Taki "chwyt reklamowy" wzbudzi w nas przecież przekonanie, że tusz dobrej jakości, że super no i cena... w drogerii kosztuje ok. 50 zł. Od razu pomyślimy, że jest dobry! Swoją drogą, ja kupiłam go o wiele taniej w hurtowni kosmetycznej w moim mieście za ok 25 zł.


Kolor to oczywiście czerń. 
A jeśli chodzi o konsystencję, od samego początku był dość gęsty i taką konsystencję zachowuje aż do teraz (a mam go już jakieś pół roku; ups, według informacji na opakowaniu właśnie powinnam go wyrzucić)


Jeśli chodzi o szczoteczkę, też klasyczna, bez jakiś wymysłów. Zwykła, prosta, sylikonowa. Ma natomiast fajnie wyprofilowaną końcówkę dzięki czemu łatwo dociera nawet to rzęs przy kąciku oka. Generalnie łatwo manewruje się nią po wszystkich rzęsach i zauważyłam, że malując nią rzęsy łatwiej uniknąć plam na górnej powiece etc.


Jaki ten tusz jest na moich rzęsach? Rozczesuje je, pogrubia, nadaje im intensywnie czarny kolor i delikatnie wydłuża. Jednak jeśli chodzi o podkręcenie, to jest ono minimalne. W tej funkcji nie radzi sobie najlepiej. Efekt jest dość naturalny, ale widoczny.

Masterpiece Max nie osypuje się i nie rozmazuje. 
Nie jest wodoodporny więc z wodą sobie nie radzi. 


Używałyście kiedyś tego tuszu?
Lubicie? ;) Ja jestem na TAK! ;)

11.08.2014

RECENZJA: EYELINER | WIBO | ELECTRIC BLUE


Cześć!

Kocham eyelinery! Kocham grube, czarne kreski na oku! Jednak lato, upał przeszło 30 stopniowy i czarny  eyeliner na powiece? Raczej nie. Długo szukałam zastępstwa i rok temu znalazłam - eyeliner w kolorze kobaltowym.

Początkowo byłam przekonana, że taki kolor kompletnie nie pasuje do mnie i do moich zielonych oczu i amarantowych okularów, ale z czasem zaczęłam się do tego przekonywać.

Eyeliner który wybrałam jest marki Wibo. I jak po produkty tej marki sięgam niezwykle rzadko,tak eyeliery mają świetne i regularnie uzupełniam zapasy. Jego cena to zawrotne 7 zł w cenie regularnej! Warto dodać, że mimo niskiej ceny i tak często zdarzają się promocje. 



Kolor przepiękny, dobrze napigmentowany. Głęboki, wyrazisty, nasycony. Rzuca się w oczy i przyciąga uwagę. W 100% matowy, bez żadnych drobinek czy połysku.


Konsystencja jest dość leista i lekka. Aplikator to typowy dla tej serii eyelinerów precyzyjny, cienki, krótki i miękki pędzelek. Z aplikacją jest nieco gorzej. Poprzez konsystencje tworzą się delikatne prześwity, więc drobne poprawki czy druga warstwa są tu przydatne. Trzeba jednak pamiętać, że eyeliner szybko zasycha i żeby nie nabawić się smug, trzeba albo zrobić to szybko, albo zaczekać aż pierwsza warstwa zaschnie. Dzięki szybkiemu zasychaniu nie odbija się na górnej powiece i nie rozmazuje.




Trwałość jest jak dla mnie zadowalająca, bo eyeliner trzyma się cały dzień.
Nie blaknie i nie ściera się. 

Jestem z tego produktu baaaardzo zadowolona. Kolor sprawia, że jest idealny na lato i świetnie urozmaica makijaż. Jakość w połączeniu z niską ceną sprawia, że warto go wypróbować, bo może zagościć na dłużej w kosmetyczce. Ja mam go od roku i wszystko z nim ok, nie zasechł ani nie stracił na jakości,chociaż będę musiała ten egzemplarz wyrzucić i sprawić sobie nowy ;)

kreska na szybko+ zdjęcie na szybko= tragedia. 
wybaczcie! ale obiecałam sobie, że recenzja będzie dzisiaj ;)


Jestem ciekawa czy lubicie kolorowe eyelinery, jeśli tak to jakie kolory są Waszymi ulubionymi w tej formie?

A może miałyście do czynienia właśnie z tym eyelinerem?

Dajcie znać,
pozdrawiam!;)

04.08.2014

WISHLISTA: HAKURO, SLEEK, ESSIE, RIMMEL, ZIAJA!


Cześć! Ponieważ w lipcu zakupy kosmetyczne ograniczyły się do 1-2 produktów, na mojej liście zakupowej pojawiło się kilka kosmetyków, które mam zamiar kupić w najbliższym czasie.

Hakuro H15 jest na mojej liście już od pewnego czasu, nie jest to zakup priorytetowy, bo bez niego równie dobrze radzę sobie w nakładaniu bronzera innym pędzlem. Jednak przy okazji najbliższych zakupów internetowych na pewno wpadnie do mojego koszyka.


Sleek Ultra Matte Bright V1 to najzwyczajniej na świecie mój kosmetyczny kaprys! Cieni używam rzadko ale myślę, że ta paleta zmieniła by moje podejście ;) Kolory piękne, cienie matowe ... czego chcieć więcej! Poza tym ta  paleta mogłaby wyzwolić we mnie kolejną zachciankę na Duraline, który zamieniłby te cienie w rewelacyjne, kolorowe eyelinery!

Rimmel Wake Me Up - podkład, który podczas zakupów "podkładowych" zawsze chciałam włożyć do koszyka. Ostatecznie jednak powstrzymywałam się od zakupu. W głowie krążyły mi te wszystkie opinie które czytałam na jego temat, że kolor 100 wcale nie jest taki jasny jak powinien i widoczne drobinki na swatch robionych w drogerii. Teraz oswoiłam się trochę z myślą o tym produkcie i kupię! Najwyżej się nie sprawdzi ;)

Ziaja Oczyszczanie - Liście manuka, ta seria w ostatnim czasie oczarowała blogosferę. Oczywiście też chcę sprawdzić wszelkie zalety ( a może i wady) produktów i wybrałam sobie tonik zwężający pory. Nawet jeśli nie sprawdziłby się w tej roli, samo odświeżenie na pewno też mnie zadowoli.

Essie. Lakierów do paznokci tej marki jeszcze nie miałam. Nie oszukujmy się ich cena jest bardzo wysoka, jeden lakier 30+ jeszcze ok, ale co gdybym chciała kupić 2,3,4 kolory ;o Lakieromaniaczką nie jestem! Owszem, lubię mieć umalowane paznokcie ale sam proces malowania czy zmywania ... nieeeeeee! Stąd mój pomysł żeby w ogóle pomyśleć o Essie! Trwałość - kluczowe hasło w tym przypadku, chociaż wiem, wiem podobno zależy od koloru. Dużym plusem w przypadku kupna lakieru tej marki są często spotykane promocje typu 1+1 za grosz, -40% na markę etc. Właśnie -40% w Hebe wyzwoliło we mnie wielkie pragnienie tego lakieru i poszukiwanie wymarzonego koloru: Watermelon, Raspberry, a może Mint Candy Apple lub Bahama Mama? Najbliższe Hebe mam ok 26 km od mojego miejsca zamieszkania, wybrałam się w gorący lipcowy dzień promocji rozochocona i zadowolona, po czym kiedy dotarłam na miejsce oczom ukazał mi się napis "Zmieniamy się dla Ciebie, zapraszamy któregoś tam sierpnia". Yyyyyyyyyyyyyy ... No i tym sposobem lakier Essie nadal na liście zakupowej.

Chętnie dowiem się co myślicie o wyżej wymienionych produktach!
Warto je kupić? A może którąś z tych rzeczy powinnam wykreślić z mojej listy, bo nie jest warta zakupu?

03.08.2014

RECENZJA: ORIFLAME | ALL-OVER MAKE-UP REMOVER

Cześć!
Po produkty marek takich jak Oriflame czy Avon sięgam niezwykle rzadko, ze względu na przekonanie, że w podobnych cenach możemy znaleźć takie same lub lepsze produkty w drogeriach a poza tym zabawa w szukaniu jakiejś znajomej konsultantki, nie to nie dla mnie. Jest jednak jeden wyjątek,produkt niezastąpiony który kupuję systematycznie i staram się, żeby zawsze był w mojej kosmetyczce mimo to, że trafił do mnie przypadkiem. 

Od razu zaznaczam, że ze względu na niewielką wydajność ograniczam się tylko do demakijażu oczu w tej roli sprawdza się ... zaraz, zaraz! O efektach wspomnę na samym końcu a teraz kilka faktów mniej lub bardziej istotnych na jego temat.



Opakowanie jest niewielkich rozmiarów także świetnie mieści się do kosmetyczki, wszędzie można go zabrać ze sobą. Jest to tego bardzo poręczne. Dodatkowo, nie musimy się martwić, że coś się wyleje bo opakowanie jest zakręcane, a po odkręceniu naszym oczom ukazuje się niewielki otworek, świetny aplikator produktu! Dozujemy na wacik tyle ile potrzebujemy i to podoba mi się bardzo! Ponadto, 100 ml płynu kosztuje 27,90 zł w cenie regularnej co moim zdaniem jest ceną nieźle przesadzoną. Dobrze, że All-over make-up remover można kupić w promocji kiedy kosztuje ok 16 zł , co można już nazwać ceną normalną. Tak jak już wspomniałam na początku nie jest to produkt wydajny, no chyba że używa się go tylko do demakijażu oczu tak jak robię to ja. 


Produkt sam w sobie jest wodnisty i nietłusty.
W mojej opinii jest to produkt bezzapachowy.
No ale jeśli ktoś jest szczególnie wyczulony na tym punkcie to pewnie coś tam delikatnego wyczuje.

Żeby jak najlepiej pokazać Wam efekty jego działania postanowiłam zrobić mały test. 

Zrobiłam swatche kilku produktów ... 


nasączyłam wacik niewielką ilością płynu i ...


do dzieła!




Z perspektywy czasu myślę, że powinnam mu trochę utrudnić zadanie i zrobić  troche większe swatche, no ale to nic! Słaby produkt mógłby nie ruszyć nawet takich małych plamek a płyn z Oriflame radzi sobie!

Jak widać na powyższych zdjęciach płyn radzi sobie prawidłowo z wodoodpornym tuszem do rzęs. Wystarczyły 2 potarcia (no tak, drugie też było konieczne) żeby kosmetyki całkowicie zniknęły z dłoni. Największe wyzwanie postawiłam mu z pomadką Bourjois (o jej mega trwałości pisałam TU). Myślę, że wyzwaniu podołał ponieważ po drugim potarciu został tylko niewielki prześwit, który oczywiście po trzeciej próbie (której już nie uwzględniałam) zniknął.Oprócz tego zmył też dwa eyelinery i kredkę z drobinkami brokatu. Z jego działania jestem w pełni zadowolona. Ponadto jest łagodny dla moich oczu. Nie powoduje ani szczypania ani swędzenia. 

Podsumowując, nie jest to może produkt wybitny i totalny must have dla każdego, ale u mnie dobrze się sprawdza i jestem z niego bardzo zadowolona.

Nie jest to produkt popularny, ale może któraś z Was miała okazję go używać? Jestem ciekawa opinii! 

A może polecicie mi jakieś fajne kosmetyki warte zakupu marki Oriflame?
;)

Pozdrawiam!

01.08.2014

ULUBIEŃCY LIPCA!



Cześć!
Nie ogarniam, że dzisiaj jest już pierwszy dzień sierpnia. Lipiec zleciał z perspektywy czasu bardzo szybko. 

Wczoraj pojawił się post z tagiem, który niestety zawierał jakiś błąd, którego nie mogłam usunąć, także na razie odpuszczam sobie kwestię tagu i skupiam się na rzeczach bieżacych.


Dzisiaj, zapraszam Was na ulubieńców.
Produktów jest niewiele, bo przez upały i błogie lenistwo w domu baaardzo rzadko sięgałam po kolorówkę ;) 


1. Isana | Nagelack Mandelduft | zmywacz do paznokci


W lipcu często malowałam paznokcie, kombinowałam, zmieniałam kolory więc zmywacz był rzeczą niezbędną. Świetnie sprawdził się w tej roli bardzo tani zmywacz z Isany o zapachu migdałów (bo wersja różowa się u mnie kompletnie nie sprawdza), który bez problemu zmywa kolorowe lakiery, nie rozmazuje ich i jego zapach jest znośny. Oczywiście, nie jest to przepiękny zapach migdałów, bo to nadal zmywacz do paznokci, ale tragedii nie ma. Dodatkowo nie zauważyłam, żeby wysuszał płytkę paznokcia. Jedyne zastrzeżenie jakie mam do tego zmywacza to zbyt duży otwór do wylewania zmywacza, mniejszy z pewnością lepiej dozowałby zmywacz co wpłynęłoby na lepszą wydajność. 

2. Rimmel |  Exaggerate | wodoodporna kredka do oczu


O tej kredce, a raczej o tych kredkach, bo mam je dwie na pewno pojawi się osobny post. Kolor 240 Aqua Sparkle szczególnie przypadł mi to gustu i często gościł na mojej powiece w lipcu zamiast standardowego, czarnego eyelinera. Kredki są miękkie, łatwe w aplikacji, podatne na rozcieranie dołączoną gumeczką i bardzo trwałe.

3. Maybelline | Colossal Volum' Express | tusz do rzęs


Zapraszam Was do mojego poprzedniego posta w którym ochów i achów na jego temat nie brakuje ;)

4. Garnier | Goodbye Damage | szampon do włosów


Do tej pory niezastąpionym szamponem do moich włosów był Garnier Color Resist, niedawno jednak skusiłam się na wypróbowanie wersji Goodbye Damage i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Dobrze myje włosy, nabłyszcza i cudownie pachnie. Słodki, pobudzający zapach utrzymuje się na włosach jeszcze bardzo długo po umyciu.

Czwórka top produktów lipca już za mną, mam nadzieję, że w kolejnym miesiącu będą się sprawdzały równie dobrze a także, że odkryję nowe, ciekawe kosmetyki. 

A jacy są Wasi ulubieńcy?
Chętnie się dowiem! Pozdrawiam! ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka