Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

16.04.2016

AA HELP KREM NAWILŻAJĄCY - idealny jako baza pod podkład!

Hej! Bardzo długo szukałam lekkiego kremu nawilżającego, który będzie stanowił fajną bazę pod podkład przyjemnie nawilżając skórę i wygładzając jej strukturę, i przez długi czas większość kremów nawilżających, które próbowałam wykorzystywać w tej roli, niekoniecznie się sprawdzało. Mam też problem z tym, że większość z nich zapycha moją skórę wywołując efekty odwrotne do zamierzonych, no i im więcej produktów pielęgnacyjnych używam, tym mam wrażenie, że jest z nią gorzej więc dotychczas używanie bazy/kremu bazowego bardzo często pomijałam. Całkiem przypadkowo odkryłam w kosmetyczce mojej mamy niepozorny krem, który jak się okazało przy pierwszym użyciu okazał się zbawienny dla mojej mocno podrażnionej wówczas skóry, i ukoił pieczenie kilku suchych plam, które się na niej pojawiły. Zupełnie niespodziewanie okazało się też, że podkład który na niego zaaplikowałam wyglądał znacznie lepiej niż zwykle! Hm, postanowiłam przyjrzeć mu się bliżej, i zasłużył na to, aby mieć dziś swoje pięć minut na blogu, mowa o: kremie nawilżającym marki AA z serii HELP, przeznaczonej dla skóry atopowej. 


Producent zapewnia, iż jest to krem o lekkiej konsystencji stworzono specjalnie z myślą o pielęgnacji skóry nadwrażliwej, skłonnej do podrażnień, podatnej na przesuszanie i źle tolerującej typowe kosmetyki. Doskonale nawilża i regeneruje skórę oraz działa łagodząco. 
Formuła kremu została pozbawiona wszelkich substancji drażniących - nie zawiera alergenów, barwników, kompozycji zapachowej ani konserwantów, w tym także parabenów - aby maksymalnie ograniczyć ryzyko wystąpienia reakcji uczuleniowej. Cucurbityna, hamując syntezę histaminy, skutecznie łagodzi objawy zapalenia.  Olej z ogórecznika lekarskiego zawierający 23% kwasu γ-linolenowego redukuje przeznaskórkową utratę wody i zapobiega podrażnieniom skóry wywołanym jej nadmiernym przesuszeniem. Gliceryna zwiększa zdolność wiązania wody w skórze, poprawiając jej gładkość i elastyczność. Skwalan z oliwek i witamina E odbudowują i wzmacniają naturalną barierę skóry, chroniąc ją przed działaniem szkodliwych czynników środowiska. [http://kosmetykiaa.pl/produkty/oferta/cosmetics/twarz/aa_help_cera_atopowa.htm] 



Krem rzeczywiście ma lekką konsystencję, łatwo i przyjemnie rozprowadza się na skórze, i bardzo szybko wchłania. Ogromny plus za to, że nie pozostawia skóry nieprzyjemnie klejącej, czy tłustej. Skóra po jego wchłonięciu jest wygładzona - kiedy aplikuję na niego podkład mam wrażenie jakbym rozsmarowywała go na jakiejś niewidzialnej, idealnej i plastycznej masce (ach, ta parafina w składzie ...) - ale oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Po aplikacji kremu czuję przyjemne, lekkie nawilżenie skóry, i dzięki temu suche miejsca na twarzy, czy suche skórki nie są widoczne kiedy zaaplikujemy podkład. Doraźne nawilżanie jest jego dobrą stroną, aczkolwiek trudno mi stwierdzić, czy na dłuższą metę rzeczywiście sprawdzi się na skórach wymagających mocnego  nawilżania. Te dwie powyższe cechy skutkują tym, że uważam go za doskonały krem bazowy pod podkład, czego bardzo potrzebowałam np. przy podkładzie Estee Lauder Double Wear, którego aktualnie używam, i który jest wymagający przy aplikacji, obciążający i wysuszający skórę. Ponadto, tak jak wspominałam we wstępie krem pomógł mi pozbyć się niewielkich, suchych i piekących podrażnień na twarzy. Łagodzi też szczypiącą skórę, kiedy przesadzę z ilością Effaclaru, który ostatnio zaczęłam używać na noc. 

Krem nie zawiera alergenów, parabenów i barwników, ale ... zawiera parafinę, która jak wiemy może skutkować zapychaniem, i pogorszeniem stanu cery. Tak jak wspomniałam, kremy nawilżające bardzo często pogarszają stan mojej cery, a w przypadku tego kremu tego nie zauważyłam. Może dlatego, że moja skóra i tak była już w złej kondycji? W każdym bądź razie stosuję go głównie na czoło i policzki, oraz gdzieniegdzie w suchych okolicach, i po miesiącu nie zauważyłam negatywnych zmian. 

Krem jest ogólnodostępny w drogeriach, np. Rossmannie i cena 50 ml tubki to ok. 15 zł.


Jestem ciekawa jaki jest Wasz ulubiony krem na dzień stanowiący fajną bazę pod podkład? :)

18.02.2016

PŁYN MICELARNY BIODERMA SENSIBIO H2O

Cześć już po raz czwarty w tym tygodniu! :) Ostatnio skupiłam się głównie na kolorówce, natomiast nie mogłabym pominąć pielęgnacyjnego posta dotyczącego tak fajnego produktu jakim jest płyn micelarny Bioderma Sensibio H2O. Na pewno, nawet jeśli jeszcze go nie miałyście, znacie go z różnego rodzaju blogów i vlogów, bo ten micel to już chyba klasyk, o czym świadczą rewelacyjne opinie także na wizażowym kwc - ocena 4.34/5 na podstawie aż 1145 opinii.

Poprzednio używałam, oraz oczywiście recenzowałam na blogu wersję Sebium H2O przeznaczoną do cery mieszanej i tłustej, czyli takiej jaką ja mam. Sprawdziła się u mnie rewelacyjnie, jednak uzupełniając zapasy zdecydowałam się na to, aby wypróbować inną wersję, tę najbardziej polecaną w blogosferze, czyli Sensibio H2O. Trochę zaryzykowałam, bo jak już kupuję micele Biodermy to zawsze w zestawie 2 razy po 500 ml! 

Zużyłam jednak cały litr płynu Sensibio i dziś opowiem Wam jak się u mnie sprawdziła i po przetestowaniu obu wersji do której wróciłam ponownie! Zapraszam do dalszej części posta :)


Linia Sensibio jest dedykowana skórom wrażliwym i nadwrażliwym; Cera wrażliwa to podtyp głównych typów cery dlatego też "czerwona" Biodrema powinna sprawdzić się zarówno u posiadaczek cer suchych, mieszanych i tłustych :) Więcej o linii Sensibio możecie przeczytać na stronie producenta.

Zaczynając od mniej ważnej kwestii odniosę się do opakowania. Lubię opakowania dermokosmetyków marki Bioderma! Są minimalistyczne - plastikowa, przezroczysta butelka z, w przypadku tej serii, różowymi detalami na etykiecie i w postaci kolorowej zakrętki wygląda moim zdaniem bardzo ładnie. Może nie jest to jakiś szałowy desing, natomiast jak na produkt apteczny pozytywnie się wyróżnia. 

Zawsze kupuję Biodermę w 500 ml opakowaniach, i mimo to, że jest to duża pojemność i duża butla to okazała się lekka i całkiem zręcznie się jej używa. Mój egzemplarz nie ma pompki (ale widziałam na stronach, że są dostępne też z pompką) natomiast przez niewielki otwór nie ma problemu z nadmiernym wydobywaniem się płynu na wacik. Sensibio ma bardzo delikatny, wręcz niewyczuwalny, lekko kwiatowy zapach. Jest bezbarwna i ma konsystencję wody ... Wody o magicznych możliwościach o których dalej ...



Mimo, iż jest to delikatny płyn micelarny przeznaczony głównie dla cer wrażliwych doskonale radzi sobie z usuwaniem makijażu. Bioderma skutecznie zmywa, a nie rozmazuje! Wystarczy przez dłuższą chwilę przytrzymać wacik na oczach, bądź kilka razy nim potrzeć! Jako produkt hipoalegiczny absolutnie nie uczula, ani nie podrażnia oczu. To co cenię w płynach micelarnych, i oczywiście w Biodermie, to to że nie pozostawia na skórze jakiejkolwiek nieprzyjemnej warstwy, czy to klejącej, czy ściągającej. Oczywiście daje uczucie skóry oczyszczonej, ale trochę brakuje mi tutaj takiego przyjemnego odświeżenia, które daje wersja zielona czyli Sebium. Przyjemnie łagodzi, uspokaja i koi cerę, a także pozbywając się makijażu, sebum i innych zanieczyszczeń pozostawia skórę gotową do kolejnych kroków pielęgnacyjnych.

Podsumowując skutecznie, a zarazem delikatnie zmywa makijaż, nie rozmazując go i dobrze oczyszcza cerę. Radzi sobie zarówno z trwałymi, matowymi pomadkami, jak i tuszami nawet wodoodpornymi. 

Generalnie po tym jak byłam zadowolona z zielonej wersji, mimo że miała znacznie słabsze opinie niż ta spodziewałam się o wiele lepszego produktu. Nie zrozumcie mnie źle, czerwona Bioderma oczyszcza rewelacyjnie i uważam że jest to bardzo dobry produkt! Natomiast ja polubiłam używanie Biodermy Sebium za to, że oprócz tego jak radzi sobie przy demakijażu, czy porannym odświeżeniu za jej pomocą zauważyłam pozytywny wpływ na stan mojej cery. W przypadku wersji zielonej efekty efekty są znacznie bardziej widoczne, co oczywiście nie znaczy że wersja czerwona ich nie daje. Daje, ale w znacznie delikatniejszym stopniu. 

I na koniec ostatnia kwestia, która w przypadku opisywanego dzisiaj kosmetyku odgrywa bardzo dużą rolę, czyli wysoka cena. Moim zdaniem jest ona wysoka i niekorzystna w przypadku zakupu pojemności 250 ml, bądź pojedynczych butelek. Ja zawsze decyduję się na jej zakup podczas promocji w SuperPharm kiedy jest dostępna w dwupaku po 500 ml - nie przypomnę sobie w tej chwili ceny, ale na pewno jest to ok. 60 zł, może nawet trochę mniej. 60 zł za produkt wysokiej jakości, który mimo, że używam codziennie jest niesamowicie wydajny, bo starcza mi na około 10 miesięcy. Inne, tanie płyny micelarne o małych pojemnościach zawsze kupowałam co miesiąc, bądź dwa więc analizując koszta wydatek jest niemal identyczny, z tą różnicąże w przypadku Biodermy płacimy jednorazowo, a tutaj cena nam się rozbija na więcej miesięcy. 

Z przyjemnością zużyłam litr Biodermy Sensibio H2O, natomiast od razu kiedy się skończyła wróciłam do wersji zielonej o której tak często w dzisiejszym poście również Wam wspominam.

Aha, aktualnie w SuperPharm jest następująca promocja:



A Wy przy użyciu jakich kosmetyków wykonujecie d e m a k i j a ż? :)

PS. Chciałybyście może przeczytać na moim blogu post o kanałach na Youtube które regularnie oglądam i lubię? :) 

1.02.2016

SYLVECO HIBISKUSOWY TONIK DO TWARZY


Marka Sylveco zadebiutowała w mojej pielęgnacji, i na blogu także, oczyszczającym peelingiem z korundem i skrzypem polnym, który doskonale się u mnie sprawdza. Jako, że idealnym dopełnieniem pielęgnacji, po oczyszczaniu jest tonizacja, wybierając produkt do tego celu również skusiłam się na wspomnianą powyżej markę i kupiłam hibiskusowy tonik do twarzy, o którym dziś Wam opowiem. 

W pierwszej części dzisiejszego posta, trochę w ramach wstępu, rozwinę kwestię tonizacji, z racji tego, że jest to często pomijany, a bardzo istotny krok w pielęgnacji!
Po wykonaniu demakijażu, i innych kroków związanych z oczyszczaniem twarzy zastosowanie toniku jest pewnego rodzaju dopełnieniem, ponieważ przywraca odpowiedni poziom pH skóry, które zostaje naruszone w czasie wcześniejszych kroków. Naturalny, kwaśny odczyn skóry ma wpływ na jej funkcje obronne, i nie jest tak korzystnym środowiskiem do osiedlania się bakterii czy grzybów. Tonik rewelacyjnie odświeża i orzeźwia cerę. Usuwa również nadmiar sebum, zanieczyszczeń, bądź resztek makijażu. Dzięki składnikom aktywnym przygotowuje skórę do kolejnych etapów pielegnacji. 

Przyznam szczerze, że przed tym jak poznałam owy tonik pomijałam ten krok w pielęgnacji, przede wszystkim dlatego, że nie zauważałam żadnych pozytywnych efektów. Dlaczego? Bo wybierałam głównie produkty zawierające alkohol, w przypadku których łudziłam się, że będą działy bakteriobójczo + będą szybciej wysuszały aktualne niedoskonałości. Nic bardziej mylnego, jeśli tonizacja to z kosmetykami, które tego składnika w składzie nie zawierają w wysokim stężeniu!


Tonik marki Sylveco jest hypoalergiczny, i ma według producenta: działanie ochronne, rewitalizujące i wzmacniające. Ponadto jest przeznaczony do każdego rodzaju cery. Dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. Tonik o lekkiej żelowej formule odświeża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Uzupełnia demakijaż, może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia na twarz, szyję i dekolt. Pozostawia skórę wyraźnie czystą i promienną, przygotowując ją do dalszych etapów pielęgnacji. 

A jego skład jest następujący: Woda,  Ekstrakt z hibiskusa,  Gliceryna,  Ksylitol,  Panthenol,  Ekstrakt z aloesu,  Glukozyd kokosowy,  Alkohol benzylowy,  Guma ksantanowa,  Kwas fitowy,  Kwas dehydrooctowy 


Wizualnie tonik znajduje się w niewielkiej (150 ml), zgrabnej buteleczce w typowej dla produktów Sylveco, ładnej i spójnej, szacie graficznej. Podoba mi się nawiązanie kolorystyczne do hibiskusa, taki mały, ale miły szczegół.

Trudno określić jego zapach, jest mocno ziołowy, i lekko kwaskowy. Nie jest jakiś słodki, owocowy i przyjemny, ale jak najbardziej znośny.

Kwestią sporną w przypadku tego produktu jest konsystencja. Jednym odpowiada, natomiast innym przekreśla cały kosmetyk. Nie jest ona bowiem typowa dla toników, które kojarzą się raczej z lekkimi, wodnistymi kosmetykami. Tutaj konsystencja jest wodnisto-żelowa, która generalnie może wydawać się ciężka i lekko klejąca, ale tylko podczas gdy wylewamy ciemno czerwony płyn na wacik. To dlatego, że nie wsiąka on całkowicie (może to i lepiej, bo większa ilość ląduje na twarzy, a nie zostaje w waciku) tylko spora ilość balansuje po jego powierzchni. Żeby nie rozlać trzeba po prostu aplikować jego mniejszą ilość. W użyciu jest dość 'śliski, po skórze sunie łatwo i szybko, ale jednak też nie wsiąka w nią od razu, a dopiero po chwili. Ostatecznie jednak nie pozostawia drażniącego filmu, ani klejącej warstwy, a lekką osłonkę ochronną która przez kilka kolejnych minut świetnie łagodzi i uspokaja skórę (po peelingu przede wszystkim) i daje przyjemne uczucie odświeżenia i dobrze oczyszcza. Początkowo myślałam, że nie będę zadowolona z tej konsystencji, ale z każdym użyciem przekonuję się do niej coraz bardziej, absolutnie mi nie przeszkadza, a wręcz uważam ją za atut.


Jeśli o działanie chodzi, uważam że ten hibiskusowy tonik do twarzy, mimo to, że kosztuje jedynie ok. 16 zł, na prawdę daje radę, i rzeczywiście ma bardzo dobry wpływ na moją cerę. Począwszy od przyjemnego złagodzenia po peelingu np., uczucia odświeżonej, oczyszczonej, miękkiej skóry tuż po aplikacji, po przyjemnie nawilżoną, mniej przetłuszczającą się, wygładzoną i w wyraźnie lepszej kondycji! Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że kosmetyk naturalny, o tak krótkim składzie może tak rewelacyjnie działać!

A Wy, tonizujecie twarz codziennie po demakijażu i oczyszczaniu twarzy? :)
Jaki kosmetyk jest Waszym faworytem w tej kategorii? :)

4.01.2016

SYLVECO OCZYSZCZAJĄCY PEELING DO TWARZY Z KORUNDEM I SKRZYPEM POLNYM


Hej, hej! Dzisiaj bez zbędnych wstępów, bo post zapowiada się na baaaardzo długi! Mam jednak nadzieję, że Was zainteresuje ;)

Niezwykle ważne w pielęgnacji cer mieszanych i tłustych jest regularne złuszczanie martwego naskórka. Najlepiej sprawdzi się w tym przypadku peeling mechaniczny, w którym funkcję ścierającą pełnią drobinki, a w kosmetyku, który dziś Wam przedstawię te drobinki  to kryształki korundu! Zapraszam zatem do dalszej części posta, w której dowiecie się o dobroczynnych właściwościach tego minerału, oraz o doskonałym peelingu z nim w składzie!

Korund  jest naturalnym minerałem otrzymywanym z kryształu korindonu (drugiego co do twardości po diamencie). Peeling nim wykonany pobudza mikrokrążenie, dotlenia skórę, bardzo dobrze ją oczyszczając i wzmagając jej regenerację. Jeśli stosujemy go systematycznie (tj. minimum dwa razy w miesiącu) pobudza tworzenie kolagenu oraz prowadzi do  naturalnej odbudowy tkanki. Skóra staję się zmatowiona, wygładzona,  rozświetlona i elastyczna, a pory są mniej widoczne. 

Warto wspomnieć, że peeling korundem jest ostrzejszy od standardowego peelingu gruboziarnistego, aczkolwiek słabszy od profesjonalnych peelingów dermatologicznych, dzięki czemu jest to świetny minerał to wykonywania domowych mikropeelingów, czy mikrodermabrazji.



Początkowo myślałam o zakupieniu czystego korundu, natomiast postanowiłam najpierw skusić się na kosmetyk, który zawiera go w składzie, a jako, że chciałam również poznać markę Sylveco zdecydowałam się na oczyszczający peeling do twarzy z korundem, właśnie tej marki. 


Opisywany przez producenta następująco: 



Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum.

Natomiast skład prezentuje się tak:

Aqua, Alumina, Glycine Soya Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glycerin, Caprylic/Capric Trigliceryde, Glyceryl Stearate, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Vitis Vinifera Seed Oil, Equisetum Arvense Extract, Cera Alba, Cetyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil. 

Czyli co ważne, zawiera m.in.: olej sojowy, który odbudowuje naturalną barierę ochronną skóry, przywraca jej poziom właściwego nawilżenia wygładza i uelastycznia, zalecany jest do każdego rodzaju skóry, dzięki zawartości witaminy E posiada właściwości silnie antyutleniające, łagodzi stany zapalne skóry (AZS, łuszczyca, egzemy), przyspiesza gojenie podrażnień i reguluje nadmierne wydzielanie łoju oraz zmniejsza rozszerzone pory; olej z pestek winogron, ma właściwości kojące i łagodzące, przyspiesza regenerację naskórka i rozświetla cerę, jako delikatny emolient wygładza, lekko natłuszcza i nawilża skórę, ale także przeciwdziała powstawaniu zaskórników, ma działanie tonizujące i przeciwzapalne, poprawia napięcie i jędrność skóry; ekstrakt ze skrzypu polnego, który ma działanie remineralizujące i dostarcza skórze wielu cennych składników odżywczych, uelastycznia ją i normalizuje; wosk pszczeli natomiast uelastycznia, wygładza i zmiękcza skórę, doskonale natłuszcza, stanowi barierę ochronną i zapobiega wysuszaniu skóry. Ma też działanie bakteriobójcze, i w tej kwestii szkoda, że olej z liści drzewa herbacianego znajduje się na ostatniej pozycji, bo ma właściwości bakteriobójcze, grzybobójcze i wirusobójcze.


No dobrze, to teraz czas na moje spostrzeżenia dotyczące tego produktu :)

Wizualnie najpierw mamy do czynienia z kartonikiem, na którym znajduje się kilka istotnych informacji dotyczących sposoby stosowania produktu, oraz składu, a także ciekawostka dotycząca skrzypu polnego, który znajduje się w składzie. Po otwarciu pudełka, najpierw ukazuje się kolejny rysunek skrzypu, a pod nim już konkretny produkt - niewielki słoiczek ze srebrną nakrętką i zielonymi akcentami. Generalnie, opakowanie bardzo przypomina mi szatę graficzną marki Organique (*aczkolwiek pod względem właściwości nie mam porównania). Duży plus za to, że słoiczek jest plastikowy, więc zmniejsza to ryzyko np. rozbicia go, czy innych psikusów.



Konsystencja peelingu jest gęsta i kremowa, i kiedy pierwszy raz miałam z nim styczność, tj. odkręciłam nakrętkę, odebrałam go raczej jako krem, a jeśli już peeling to kremowy enzymatyczny, no ale ... nic bardziej mylnego! Już przy pierwszym potarciu skóry uwydatniły się baardzo małe, niepozorne kryształki które na prawdę mają moc! Są bardzo ostre, a na ich korzyść działa też ich baardzo duża ilość. O, tutaj na poniższym zdjęciu możecie zauważyć kremową konsystencję produktu, a na ściankach małe kropki, czyli nasze drobinki korundu. 




Mam jednak wrażenie, że mimo tak ostrych drobinek, peeling jest dość delikatny (i nie polecałabym go jedynie posiadaczkom skóry mocno wrażliwej). Oczywiście po aplikacji pojawia się na mojej cerze lekkie zaczerwienienie, ale czuję ukojenie i uspokojenie skóry. No i skoro przechodzimy już do aplikacji, to na prawdę przebiega ona bezproblemowo, kremowa konsystencja bardzo fajnie rozsmarowuje się po buzi, no i wykonując ruchy pocierające korund działa!

Tak jak sugeruje producent cała czynność trwa około 2 minuty. Czasem oczywiście trzymam go dłużej, aczkolwiek kiedy tarcie jest zbyt wyczuwalne wtedy zmniejszam już siłę nacisku palców. Peeling zmywam wodą, i o ile warstwa kremowa znika szybko, tak dokładne pozbycie się wszystkich mikroskopijnych drobinek z całej powierzchni twarzy nie jest takie proste i wymaga dłużej chwili. 


Po długim wstępie w końcu jesteśmy na etapie opisywania działania produktu! Jestem w ogromnym szoku, że produkt naturalny aż tak przypadnie mi do gustu tym, że będę widziała jego działanie. Przygotujcie się na ochy i achy na jego temat, i przechodzę do rzeczy. 
Skóra po zastosowaniu tego peelingu jest w moim odczuciu bardzo dokładnie oczyszczona i miękka. Mimo lekkiego zaczerwienienia, cera jest uspokojona i nie ma mowy o jakimkolwiek ściągnięciu, czy mocnym podrażnieniu. Peeling widocznie zmniejsza wydzielanie sebum i buzia wygląda zdrowo i świeżo, przy jednoczesnym lekkim zmatowieniu. Zauważyłam też, że bardzo fajnie zwęża pory! No i co ważne, pozornie mocne zdzieranie, okazuje się dostatecznie delikatne i nie powoduje mocnego złuszczania skóry. 

Peeling przypadł mi do gustu na tyle, że jak nie używam go kilka dni, to czuje, że moja cera jest w tragicznej kondycji, natomiast po zastosowaniu czuję na prawdę fajne odświeżenie! 

Regularność w stosowaniu poprawia stan cery, i redukuje ilość wyprysków się na niej pojawiających. Serio, miałam kilka tygodni wstecz spory problem z cerą, pojawiło się dużo wyprysków, a następnie niewielkich przebarwień. Spowodowane to było na pewno zabiegami jakie z koleżankami wykonywałyśmy na pracowni kosmetycznej. Aktualnie miałam miesięczną przerwę od tych zajęć, i o ile przy użyciu standardowej pielęgnacji przez dwa tygodnie nie zauważałam poprawy, tak po kilku użyciach peelingu na prawdę mi się poprawiło. 

Jedyna wada jaką ma oczyszczający peeling marki Sylveco to niezbyt przyjemny zapach. Jest to raczej normalne przy produktach naturalnych, i skrzyp też nie pachnie zachwycająco, jednak kiedy przeczytałam na opakowaniu, że ma zapach olejku z drzewa herbacianego, liczyłam na coś bardziej znośnego. Dla mnie dominuje tu zapach skrzypu z domieszką czegoś nieprzyjemnego. Dobrze, że generalnie po pewnym czasie użytkowania można się do niego przyzwyczaić. 

Dostępny jest w drogeriach internetowych, np. Cocolita KLIK, bądź aptekach mających w swoim asortymencie markę Sylveco. Na jego korzyść działa także stosunkowo niska cena - ok. 20 zł.


Podsumowując, jest to na prawdę świetny peeling godny uwagi i zainteresowania, szczególnie posiadaczek cer mieszanych i tłustych. Świetnie oczyszcza i zostawia cerę lekko zmatowioną, wygładzoną i rozjaśnioną ze zdecydowanie mniej widocznymi porami. Stanowi idealną bazę do dalszych kroków w pielęgnacji, takich jak zastosowanie kremu, serum, bądź po prostu ... toniku :) A i tonik marki Sylveco stanowi z nim zgrany duet, ale o nim opowiem Wam już w innym poście :)

Jakie peelingi lubicie najbardziej? Znacie Sylveco i macie jakieś sprawdzone, ciekawe kosmetyki  tej marki? :)

19.11.2015

ZAKOŃCZONE | MINI ROZDANIE Z NIESPODZIANKĄ [19.11.2015r. - 03.12.2015r.] | ZAKOŃCZONE

CZEŚĆ! Z tej okazji, że wielkimi krokami zbliża się mój ulubiony miesiąc grudzień przygotowałam dla Was krótkie mini rozdanie :) To pierwsze tego typu działanie na moim blogu, ale na pewno nie ostatnie :)

Aby wziąć w nim udział należy być publicznym obserwatorem bloga, to zasada konieczna, i zgłosić swój udział w komentarzu według wzoru. Oczywiście, jeśli chcecie zwiększyć swoją szansę na wygraną również jest taka możliwość i za chwilkę, w dalszej części posta przybliżę Wam zasady. 

Najpierw jednak wspomnę, co wchodzi w skład mini paczki, którą jedna z Was otrzyma.
Są to: Gold Highlighter czyli złoty rozświetlacz marki Lovely, świąteczny zestaw trzech balsamów marki Sweet Snuggles, odżywka do włosów Precious Oil marki Timotei i ... niespodzianka ( podpowiem pachnący produkt do ... pielęgnacji) :)


REGULAMIN/ ZASADY

1. Organizatorem rozdania i fundatorem nagrody jestem ja - Paulina, prowadząca blog www.redttights.blogspot.com.

2. Rozdanie skierowane jest dla osób zamieszkałych na terenie Polski lub posiadających polski adres do wysyłki.

3. Warunkiem koniecznym do wzięcia udziału w rozdaniu jest publiczne obserwowanie mojego bloga przez gadżet Obserwatorzy (1 los). 

4. Można zdobyć więcej losów poprzez spełnienie innych punktów, aczkolwiek nie są one obowiązkowe: 

- dotychczasowi obserwatorzy do dnia 18.11.2015r (+1 los)

- dodanie podlinkowanego baneru na pasek boczny (+2 losy)


- bycie obserwatorem na instagramie (+1 losy)   {https://www.instagram.com/_redttights/}

- bycie obserwatorem na dresscloud (+1 los) {http://dresscloud.pl/foxfox}

 Łącznie można zdobyć 6 losów.

5. Rozdanie trwa od 19 listopada 2015 do 03 grudnia2015 do godziny 23:59. 

7. Osoby, które będą obserwatorami bloga tylko w czasie rozdania zostaną wykluczone z możliwości brania udziału.

6. Zwycięzca zostanie wyłoniony do 3 dni od zakończenia rozdania. 

8. Nagrodą w rozdaniu są cztery kosmetyki: Gold Highlighter marki Lovely, świąteczny zestaw trzech balsamów marki Sweet Snuggles, odżywka do włosów Precious Oil marki Timotei + niespodzianka.

9. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). 

10. Zastrzegam sobie możliwość przedłużenia trwania rozdania, jeśli do 3 grudnia 2015r. do godz. 23.59 nie zgłosi się minimum 45 osób. 

11. Aby wziąć udział należy pozostawić komentarz według wzoru:

Obserwuję jako: ... Dotychczasowy/Nowy obserwator

Baner: TAK/NIE, adres bloga

Obserwuję na instagramie: TAK/NIE, jako:
Obserwuję na dresscloud : TAK/NIE, jako: ...


___________________________________________________________________________

Kochane, mam nadzieję, że spodoba Wam się moje rozdanie i, że weźmiecie w nim udział :)
Zachęcam i pozdrawiam :) 


___________


WYNIKI ZOSTAŁY JUŻ OGŁOSZONE W POŚCIE TUTAJ
ZAPRASZAM I BARDZO DZIĘKUJĘ ZA WZIĘCIE UDZIAŁU!
POZDRAWIAM

22.10.2015

LIP BALM | EOS | POMEGRANTE RASPBERRY


Cześć! Balsamy EOS, swoim minimalistycznym, aczkolwiek intrygującym wyglądem, różnorodnością kolorów i zapachów/smaków podbiły rynek! Mało kto w blogosferze, nie ma jeszcze swojego EOS-a. Ze względu na słabą dostępność w sklepach stacjonarnych nie dotarł jeszcze do szerszej rzeszy fanów, ale obecność na półkach sklepowych jego zamienników na pewno świadczy o tym, że pomadka ochronna do ust też może stać się fajnym gadżetem, który trafia do kobiet, ale i mężczyzn (wiem na przykładzie mojego, który z EOS-em, również się polubił)! Estetyczna kuleczka o wyrazistym kolorze, na pierwszy rzut oka nie zdradza czym tak na prawdę jest, i na pewno u osób nie znających marki EOS, wzbudza mocne zainteresowanie.

Kiedy już zaznajomimy się z marką Evolution of Smooth i wybierzemy drogerię internetową w której dokonamy zakupu, pozostaje dycydujący i trudny krok. Wybierać kierując się kolorem kuleczki, czy może smakiem/zapachem? Ja zdecydowałam się na EOS Pomegranate Raspberry, i to o nim napiszę Wam dziś kilka słów.


Smak Pomegranate Raspberry czyli granat / malina zanim jeszcze produkt dotarł do mnie wyobrażałam sobie jako mocno owocowy! Niestety w tej kwestii trochę się zawiodłam i już tłumaczę Wam dlaczego. Sam smak jest słodki, bardzo słodki, natomiast jeśli o owoce chodzi ... Hm, niekoniecznie czuję w nim malinę, nieco bardziej wyczuwalny jest granat ... ale taki zmodyfikowany chemicznie. No i nazwałabym ten smak takim ... hm, żelkowym (może dlatego tak chętnie go zjadam po nałożeniu na usta ;o) ! Generalnie podoba mi się, ale nie jest adekwatny do nazwy.

Konsystencja samego produktu jest twarda i dobrze zbita, co ułatwia aplikację i na pewno wpływa na wydajność. Po kilku pierwszych użyciach wydawało mi się, że szybko zniknęła większa jego część, ale od tego czasu używamy, używamy, a rozmiar kulki stanął w miejscu.


Po aplikacji na usta nie da się nie zauważyć z jak lekkim i nie obciążającym produktem mamy do czynienia. Nie pozostawia on na ustach męczącej, klejącej i tłustej warstwy, a lekką i nawilżającą powłokę. Być może dlatego tak chętnie po niego sięgam, w przeciwieństwie do innych produktów ochronnych.

No właśnie, bo przecież EOS to nie tylko ciekawy gadżet w fajnym opakowaniu, a balsam ochronny, który ma za zadanie wygładzać i nawilżać nasze usta! Jak sobie z tym radzi? W mojej opinii dobrze, aczkolwiek warto wspomnieć, że moje usta nie są zbytnio wymagające. Pozornie lekka bariera ochronna bardzo dobrze chroni usta przed wysuszeniem. Stosując go na lekko podrażnione usta przyniósł im ukojenie. Nie wiem jak radzi sobie z ustami, które już na starcie są wysuszone, aczkolwiek czytałam, że w tej kwestii przegrywa z innymi balsamami do ust dostępnymi na rynku.


Ja polubiłam się z EOS-em, a Wy?

26.09.2015

PHARMACERIS A | LEKKI KREM GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY | VITA-SENSILIUM | SPF 20


Cześć! Jeśli śledzicie mnie regularnie, pewnie zauważyłyście, że większą uwagę przykładam do kosmetyków kolorowych - znajduje to odzwierciedlenie w niskiej liczbie postów dotyczących kosmetyków pielęgnacyjnej. Nie znaczy to jednak, że w rzeczywistości również tak jest :) Mam jednak w zamiarze nieco zwiększyć kontrolę nad swoją cerą, bo ostatnio płata mi coraz większe figle. Jednak dziś nie o figlach mowa, a o ... nawilżeniu! Najważniejszym aspekcie w pielęgnacji, i myślę, że z pewnością się z tym zgodzicie.

Dotychczas nie znalazłam jeszcze kremu, który idealnie sprawdzałby się w tej roli, więc chętnie sięgam po różne kremy, nie skupiając się wyłącznie na jednym wariancie. Aktualnie sprawdzam jak spisuje się lekki krem głęboko nawilżający do twarzy Vita-Sensilium marki Pharmaceris, należący do serii A, czyli przeznaczony do skóry wrażliwej i alergicznej. Jego działanie opisywane jest przez producenta następująco:

Krem długotrwale nawilża, wygładza oraz przywraca skórze miękkość i elastyczność. Wyselekcjonowane substancje nawilżająco-odżywcze (zielona alga, Glucam®, ekstrakt z trawy azjatyckiej, wosk z oliwek) wzmacniają płaszcz hydrolipidowy skóry. Skutecznie chronią przed odwodnieniem oraz przesuszeniem naskórka w wyniku działania niekorzystnych czynników zewnętrznych. Zawarte filtry UV chronią skórę przed fotostarzeniem. ZAAWANSOWANE NAUKOWO, INNOWACYJNE FORMUŁY IMMUNO-PREBIOTIC oraz LEUKINE-BARRIER ukierunkowane są na regulację systemu immunologicznego skóry i łagodzenie podrażnień. Stymulują wzrost ochronnej, fizjologicznej mikroflory naskórka, zmniejszając nadwrażliwość skóry. Aktywnie zapobiegają podrażnieniom, zaczerwienieniom, świądowi oraz pieczeniu, wpływając na zdrowy wygląd i stan skóry.

Jako krem skierowany do cer wrażliwych i alergicznych, jest on pozbawiony alergenów i parabenów.


Na pewno bardzo fajnym rozwiązaniem zastosowanym w opakowaniu (bardzo estetycznym, typowym dla marki) tego kremu jest obecność pompki. Dozuje ona odpowiednią ilość kremu, co ułatwia jego używanie (Dlaczego? O tym za chwilę..) i zwiększa jego wydajność. Podoba mi się w nim także to, że jest bezzapachowy.

Konsystencja kremu określona jest już w nazwie kremu jako: lekka. 
Z tym na pewno się nie zgadzam. Konsystencja kremu jest dość gęsta, przez co przy aplikacji sprawia wrażenie ciężkiego kremu. Wskazuje na to również fakt, iż krem długo się wchłania, a przy użyciu większej jego ilości ma tendencje do pozostawiania 'filmu'. Opisuję to poniekąd jako jego minus, gdyż Vita-Sensilium dedykowany jest jako krem na dzień, oraz jako doskonała baza pod makijaż. Rzeczywiście, jako baza sprawdza się dobrze, ale tylko wtedy jeśli zaaplikujemy niewielką jego ilość (co jest możliwe dzięki pompce). Nawilżenie jakie zapewnia pozwala uniknąć ewentualnego podkreślenia przez podkład suchych skórek, a i żadnego rolowania nie zauważyłam. Oczywiście, w przypadku użycia zbyt dużej ilości kremu, będzie się on wchłaniał za długo, a pozostawiony 'film' nie pozwoli na ładną aplikację podkładu.

Ciężka konsystencja i mocna powłoka pasuje mi jednak, kiedy używam go na noc. Konkretna warstwa kremu przez noc się wchłania, pozostawiając rano skórę wyraźnie nawilżoną! A przecież właśnie do tego stworzony jest ten krem. Poza tym cera jest miękka, gładka i lekko rozświetlona. Co ważne, mimo wizualnie ciężkiej konsystencji, nie zauważyłam u niego tendencji do zapychania mojej cery. Jako krem hypoalergiczny minimalizuje też ryzyko powstawania podrażnień i działa łagodząco.

Jako, że krem ten dedykowany jest na dzień, dużą jego zaletą jest SPF 20 - filtr zapewniający nam już odpowiednią ochronę! Nie musimy zatem stosować dodatkowego zabezpieczenia i dodatkowo obiążać cery. 


Podsumowując jest to dobry krem nawilżający, a ja bardziej niż na dzień lubię stosować go na noc. Biorąc pod uwagę jego właściwości nawilżające sprawdza się w tej roli bardzo dobrze. Jedyne zastrzeżenia jakie mam do owego kremu to nie lekka - a ciężka konsystencja która ma tendencję do pozostawiania na twarzy niewielkiej powłoki (co aplikując krem pod makijaż może być uciążliwe), nad czym jednak da się zapanować aplikując jego mniejszą ilość.

Jakie kremy nawilżające lubicie? :) 

INNE POSTY O KOSMETYKACH PHARMACERIS:

____

PS. Jeśli lubicie moje zdjęcia, bądź po prostu chcecie być jeszcze bardziej na bieżąco z nowymi postami, zapraszam na mój blogowy instagram: www.instagram.com/redttights



27.08.2015

YVES ROCHER | JARDINS DE MONDE | CARAMBOLA


Cześć! Żele do kąpieli, opisuję tutaj bardzo rzadko. Tego lata udało mi się trafić na produkt, który w 99% spełnia moje oczekiwania co do tego typu produktów. Mogę więc śmiało uznać go ulubieńcem lata!

Żel pod prysznic Yves Rocher Jadins de Monde trafił do mnie przypadkowo - jako prezent. Sama bardzo rzadko zaglądam do sklepu tej marki, a żele pod prysznic mimo ciekawych linii zapachowych nigdy specjalnie nie zachęcały mnie do zakupu. Zawsze dziwiłam się jaki jest sens kupować produkt o tak małej pojemności, skoro doskonale wiemy, że kosmetyki pod prysznic zawsze zużywa się szybko. Polubiłam się z nim jednak od pierwszego użycia, i nie przestała przeszkadzać mi jego pojemność.


Najważniejsza jego zaleta to zapach - jest obłędny! Nie mam pojęcia ile wspólnego rzeczywiście ma z Karambolą - bo nigdy tego owocu nie jadłam, ani nie wąchałam ale jest zdecydowanie zapachem trafiającym w moje gusta. Słodki, a zarazem świeży i orzeźwiający - idealny pod prysznic latem! Co ważne, nie jest sztuczny, ani chemiczny! Kąpiel przy jego użyciu, opisałabym jako kąpiel w jakimś soku owocowym! Konsystencja jest dość rzadka, ale po aplikacji żel świetnie się pieni i dobrze myje. Po spłukaniu skóra jest gładka, nawilżona i pachnąca! Nie zauważyłam, aby podrażniał czy wysuszał.

Jedynym minusem jest wspomniana wcześniej pojemność - 200 ml w cenie ok. 9 zł. Szkoda, że nie są dostępne większe pojemności tego produktu!


Z pewnością sięgnę po inne wersje tego żelu! Jakie słodkie, a zarazem orzeźwiające zapachy z tej serii możecie mi polecić?

2.05.2015

OPENBOX - JOY BOX - WIOSNA TRENDY - KWIECIEN


Cześć! Dzisiaj zupełnie nowy rodzaj postu na moim blogu, a mianowicie Open Box! Jest to moje pierwsze pudełko, ale z pewnością nie ostatnie!

Joy Box w porównaniu do Glossy- czy Shiny- boxów to nowość na rynku. Łączy je jednak główna cecha wspólna - to pudełko wypełnione kosmetykami - pełnowartościowymi oraz miniaturkami, o cenie znacznie niższej niż wszystkich produktów osobno. Joy Box, z racji tego, że jest nowością na rynku, jest nieco zmodyfikowany, bo jego zawartość jest nam znana w momencie pojawienia się opcji jego zakupu. Ba, nie tylko znana, ale częściowo także selekcjonowana przez Nas! Joy Box zawiera sześć produktów w standardzie, natomiast kolejne trzy wybieramy spośród sześciu dodatkowych produktów. Poprzednio pojawiły się dwie edycje zwyczajne, w grudniu i lutym , koszt pudełek wynosił wtedy 49 zł. Edycja kwietniowa, to edycja specjalna zawiera aż 10 produktów, a kosztuje 59 zł + darmowa wysyłka.

Pudełka póki co nie podlegają stałym subskrypcjom, a można je kupować pojedynczo we wskazanym przez Joy terminie. Moim zdaniem jest to świetna opcja, bo jeśli kosmetyki z danego boxa się nam nie spodobają, możemy go po prostu nie kupować. Mimo to, iż jest to nowość na rynku JoyBoxy cieszą się sporym zainteresowaniem. Świadczy o tym tempo znikania dostępnych pudełek. Przy okazji edycji kwietniowej sprzedaż ruszyła o 15, natomiast kilka minut później wiele kosmetyków było już niedostępnych, a kilkanaście minut później całość była już wyprzedana.


Kosmetyki które znalazły się w podstawie to:

  •  pełnowymiarowy tusz do rzęs IN EXTREME DIMENSION LASH 3D marki MAC (cena: 98 zł). Produkt MAC, w dodatku pełnowymiarowy był chyba głównym sprawcą ogromnego zamieszania wokół kwietniowego pudełka. Przyznam, że sama utwierdziłam się w decyzji o zakupie pudełka kiedy go zobaczyłam. 
Tusz zdążyłam już wypróbować i jestem pod wrażeniem jak pięknie wydłuża rzęsy! Wydłuża, lekko podkręca, przy jednej warstwie je świetnie rozczesuje i podkreśla, a przy większej ilości warstw nieźle pogrubia. Ma ogromną szczotkę, więc trzeba się wprawić żeby się nie umalować dookoła oka. W ogólnym rozrachunku, po trzech użyciach jestem zachwycona! I nie wiem skąd w internecie te negatywne opinie na jego temat?

  • krem nawilżający AA Hydro Algi Błękitne (18,99zł)
  • maska Colagen&Aloe Vera Hydro marki Etre Belle (10 zł), 
  • odżywka do włosów marki Timotei - Drogocenne Olejki (8,50zł)
  • lakier do paznokci Eclair Classic Collection (20zł) 
Kolory lakierów przyporządkowane zostały losowo. Liczyłam na róż, a trafił mi się wyrazisty pomarańcz. Początkowo nie przypadł mi do gustu, jednak kiedy pomalowałam nim paznokcie przekonałam się do niego. Myślę,że będzie często gościł na moich paznokciach.

  • rękawiczka Quick Treat marki Glov (14zł)
to mini rękawica, dzięki której szybko i skutecznie poprawisz makijaż wyłącznie za pomocą wody. Aby usunąć rozmazany tusz lub nadmiar różu czy cieni do powiek wystarczy nałożyć GLOV Quick Treat na palec, zwilżyć wodą i przetrzeć konkretny fragment skóry – mikrowłókna działają jak magnes i przyciągają cząsteczki kosmetyków. 
  • ręcznie wykonane mydło żurawinowe Stenders (20,90zł)
  • gazeta Joy

Jako dodatkowe kosmetyki wybrałam:
  • szminkę marki Etre Belle Color Passion (89zł), która niestety również trafiła mi się w kolorze pomarańczowym.
  • nawilżające mleczko łagodzące marki Tołpa (20zł)
  • płyn micelarny Dermedic Hydrain 3 Hialuro H20 (6zł)
Pełną zawartość boxa, wraz z innymi kosmetykami spośród których wybrałam swoje trzy dodatkowe, oraz opisy wszystkich produktów możecie zobaczyć tutaj.


A Wy zamówiłyście swojego JoyBoxa? :)

DZIEWCZYNY JAKA PALETA CIENI BYŁABY DOBRYM POMYSŁEM NA DODATEK DO PREZENTU URODZINOWEGO DLA KOLEŻANKI, KTÓRA NARZEKA ŻE NIE MA CIENI I CZYM SIĘ MALOWAĆ. ZALEŻY MI NA CZYMŚ UNIWERSALNYM, A ZARAZEM UROCZYM - DORADŹCIE! MAM TYLE POMYSŁÓW, ŻE NIE WIEM NA JAKI KOSMETYK SIĘ ZDECYDOWAĆ, A TAK JAK WSPOMNIAŁAM, MA BYĆ TO DODATEK DO PREZENTU, JAKIEŚ PUDEŁECZKO Z PEREŁKAMI KOSMETYCZNYMI ;)

19.04.2015

Eveline 8w1 Total Action

Cześć!
Dzisiaj post typowo paznokciowy dotyczący kwestii bardziej pielęgnacyjnej niż kolorowej. Chociaż jak na odżywkę ma całkiem fajny 'kolor'! Dziś kilkanaście słów dotyczących dość kontrowersyjnej odżywki do paznokci - Eveline 8 w 1! Na jej temat w sieci znajdziemy mnóstwo komentarzy - niektóre przerażające o nacechowaniu zdecydowanie negatywnym, inne natomiast uznające odżywkę jako hit i świetny produkt. Post nie ma na celu polecić Wam jej, bądź odradzić, ze względu na tę różnorodność w jej odbiorze. Chcę jednak opowiedzieć Wam jakie wrażenie wywołała na mnie i jakie efekty zauważyłam.


Zacznę może od tego jakie są moje paznokcie. Na szczęście nie obgryzam ich, i nie rozumiem jak można to robić (no, nieważne).Mam sporą płytkę, więc nawet kiedy są krótkie, mam co malować i nie wygląda to źle. Od pewnego czasu, zaczęłam mieć jednak problem ze sporą 'elastycznością' paznokci i co za tym idzie, ich łamliwością, Pod pojęciem elastyczność mam na myśli możliwość  wyginania paznokcia w niemalże każdą stronę. Do tego dochodził również problem z rozdwajaniem.


O odżywce tej usłyszałam po raz pierwszy około 2 lata temu od koleżanek, później wygooglowałam co nieco i zdecydowałam się na zakup. Ma ona postać bezbarwnego, lekko zbielonego lakieru do paznokci.
Producent zaleca, aby jednego dnia pomalować jedną warstwę, kolejnego dnia drugą, itd. Po 4 warstwach zmyć i powtarzać tę czynność od nowa. Początkowo robiłam według zaleceń, jednak nie oszukujmy się jest to dość uciążliwe. Ze względu na lekko zbielony kolor odżywka ładnie prezentuje się na paznokciach. Przy pierwszej warstwie jest to może mało widoczne, jednak z każdą kolejną wygląda jak mleczny lakier.
Te dwa kryteria- uciążliwość i ładny kolor przy 2+ warstwach spowodowały, że zmieniłam formę jej stosowania i maluję po prostu za pierwszym razem 2 warstwy i jeśli zostawiam samą odżywkę, wedle uznania domalowuję w dowolnym czasie kolejną. Czasami jednak, odżywkę tą stosuję jako bazę pod lakier.
Zapomnijmy jednak o tym, że ładnie prezentuje się jej kolor więc jest pewnego rodzaju lakierem, zapomnijmy o traktowaniu jej jako baza, a skupmy się na działaniu - bo o to w przypadku odżywki, a Eveline 8w1 nią jest, jest najważniejsze.


O działaniu/efektach w trakcie stosowania odżywki.
Głównym atutem jest to, że zdecydowanie przyspiesza wzrost paznokcia. Nie powiem Wam konkretnie co do dnia, czy mm ale na prawdę po krótkim czasie, od obcięcia paznokci są już pokaźnej długości. Przy regularnym stosowaniu można osiągnąć w tej kwestii na prawdę świetne rezultaty.

Paznokieć pokryty warstwami odżywki Eveline staje się zdecydowanie mocniejszy. Świadczy o tym fakt, że  nie mogę już wyginać paznokci w każdą stronę, stąd też ryzyko złamania jest mniejsze. Zminimalizowała się też częstotliwość rozdwajania paznokci. Kiedyś zawsze któryś z paznokci był rozdwojony, teraz zdarza się to również, ale dużo rzadziej. Jeśli już któryś z paznokci jednak odważy się rozdwoić,warstwa Eveline ładnie to wyrównuje i paznokieć nie zadziera się bardziej. Zauważyłam też, że ładnie płytkę paznokcia rozjaśnia.

I tak sobie stosowałam tę odżywkę, aż opakowanie ukazało denko. Z dnia na dzień zapominałam o niej i tak zrobiłam sobie kilkumiesięczną przerwę (Oczywiście w czasie jej używania, też zdarzało mi się co 2-3 tygodnie robić sobie od niej przerwę). Jednak miesiąc, a tydzień to różnica. Po kilku miesiącach uzupełniłam kosmetyczkę o nowe opakowanie odżywki i znów uzyskuję efekty powyżej opisane.

O działaniu/efektach w czasie przerwy w stosowaniu odżywki.
Przez słowo odżywka rozumiem produkt  o działaniu regenerującymwzmacniającym lub pielęgnującym - długotrwałym. Jednak jeśli o odżywkę Eveline chodzi, dobre efekty występują jedynie podczas jej stosowania. Po zakończeniu używania, czy podczas długotrwałej przerwy paznokcie wracają niemalże do pierwotnego stanu, przynajmniej ja mam takie spostrzeżenia. Tzn. może to zdanie zabrzmiało zbyt krytycznie, paznokcie są może nieco bardziej mocne, ale na pewno nie jest to tak mocny paznokieć jak podczas jej stosowania, i łamie się równie często co wcześniej.


W generalnym rozrachunku uważam tę odżywkę jako dobry produkt. Ukierunkowując się bardziej w stronę bardzo dobrego produktu, niż średniaka. Bo to, co odżywka robi z paznokciami w trakcie stosowania bardzo mi się podoba, w głównej mierze przyspiesza wzrost paznokci i je wzmacnia.Jestem w grupie tych kobiet, u których nie wywołuje ona efektów niepożądanych.Wszystko z paznokciami było ok przy pierwszej próbie, podczas przerwy i aktualnie, kiedy znów ją stosuje.

A jakie są Wasze sposoby na długie i mocne paznokcie?
Jeśli również używacie Eveline 8w1, jakie na Was wywarła wrażenie?

29.03.2015

PHARMACERIS T | OCZYSZCZAJĄCY PŁYN BAKTERIOSTATYCZNYY z 2% KWASEM MIGDAŁOWYM

Cześć!
Rzadko na moim blogu pojawiają się posty dotyczące kosmetyków pielęgnacyjnych. Z tego względu, dziś chciałabym opowiedzieć Wam o produkcie PHARMACERIS z serii T, z której to kosmetyki przeznaczone są dla cery trądzikowej i problematycznej. Konkretnie, jest to oczyszczający płyn bakteriostatyczny z 2% kwasem migdałowym.


Zgodnie z informacjami na etykiecie, jest to płyn przeznaczony do przemywania skóry, czyli po prostu tonik. Idąc tym tropem, tonik oczyszczający, zapobiegający rozwojowi i rozprzestrzenianiu się bakterii.

Zawiera:   Kwas migdałowy 2% - hydroksykwas o działaniu antybakteryjnym. Działa złuszczająco i regenerująco na naskórek. Reguluje proces powstawania zaskórników, zmniejszając ich widoczność oraz częstotliwość pojawiania się zmian trądzikowych. Ekstrakt z cytryny - wygładza i rozjaśnia skórę oraz przebarwienia potrądzikowe.Fruit-peel - wygładza nierówną strukturę skóry, zmniejszając widoczność śladów po niedoskonałościach.

Nie będę się jednak skupiała na obietnicach producenta oraz właściwościach kwasu migdałowego. Możecie o nich możecie poczytać na etykiecie poniżej.

Ja natomiast skupię się tym jak sprawdził się u mnie i jakie jego właściwości zauważyłam. Od razu zaznaczam jednak, że nie posiadam cery trądzikowej! Nie jest ona jednak idealna, bo pojawiają się wypryski, przebarwienia etc., stąd też moje zainteresowanie tym dermokosmetykiem. Poza tym, każda z nas posiada inną cerę i to, że świetnie sprawdził się u mnie nie oznacza, że sprawdzi się tak samo u wszystkich.


Zgodnie z zaleceniami używam go po dokładnym demakijażu, jednak nie dwa razy dziennie, a raz - tylko wieczorem. Jest to lekki płyn, w konsystencji jak woda, szybko wchłania się w skórę i nie klei się. Nie spowodował u mnie reakcji alergicznej (produkt hipoalergiczny), ani pieczenia czy zaczerwienień. W zapachu jest nienachalny, dość specyficzny, ale lekko wyczuwalna jest nuta cytrynowa. Chwilę po użyciu, skóra jest odświeżona i miękka. Oprócz tego, bardzo spodobało mi się, że rzeczywiście działa na regulację w wydzielaniu sebum, bo skóra jest też oczyszczona i lekko zmatowiona. Nie jest to produkt, którego działanie zauważalne jest wyłącznie bezpośrednio po użyciu. Przy regularnym stosowaniu, po około 2 tygodniach zauważyłam delikatne ujednolicenie kolorytu cery, rozjaśnione zostały zatem przebarwienia.
Płyn ten, ma świetny wpływ na poprawę jakości cery kiedy pojawiają się na niej wrogowie (wypryski etc.), bo skutecznie je wysusza, dzięki czemu szybciej znikają, a później rozjaśnia przebarwienia po nich powstałe. Nie jest to jednak płyn cudotwórca i nie dzieje się to w sekundę, ale regularne stosowanie na prawdę pozwala zauważyć efekty.


Co do pojemności samej buteleczki, jest to 190 ml. Generalnie, wydaje się, że to całkiem sporo jak na produkt tego typu biorąc pod uwagę stosowanie go 1-2 razy dziennie do przemycia twarzy. Jednak warto wspomnieć, że producent poleca ten produkt nie tylko do twarzy, ale i do dekoltu czy pleców, a wtedy 190 ml może nie być już dostatecznie wystarczające. Oczyszczający płyn bakteriostatyczny Pharmaceris dostępny jest w aptekach, oraz drogerii SuperPharm, w cenie ok. 28 zł.


Podsumowując, jest to na prawdę dobry produkt, warty wypróbowania jeśli borykasz się z problemami skórnymi. Działa dobrze: niweluje pryszcze, a konkretniej przyśpiesza ten proces, zapobiega powstawaniu kolejnych, rozjaśnia przebarwienia oraz ujednolica cerę. Bezpośrednio po użyciu pozostawia skórę odświeżoną, lekko zmatowioną i oczyszczoną.

A Wy miałyście do czynienia z tym dermokosmetykiem? Jeśli tak to jakie wrażenie na Was wywarł?:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka