08.10.2014

PAZNOKCIE: RIMMEL | SALON PRO | 711 PUNK ROCK

Cześć! Kolejnym lakierem który miał pojawić się na blogu był Essie Watermelon, ale jako że ostatnio często o nim pisałam postanowiłam pokazać coś innego. Lakier, na który zwróciłyście uwagę przy okazji wrześniowych ulubieńców.

Mam go już kilka miesięcy ale zapomniałam o nim kompletnie. Dopiero ostatnio podczas przeglądania mojej małej kolekcji lakierów (mam w planach zaprzestanie kupowania takich samych lub podobnych do siebie kolorów) przypomniałam sobie o nim i polubiłam go po raz kolejny. Zresztą, to idealny kolor na jesień.


Jest to lakier marki Rimmel pochodzący z serii Salon Pro with lycra by Kate. Kolor nosi wdzięczną nazwę Punk Rock i jest opatrzony numerkiem 711.
Generalnie jest to szarość która w zależności od światła jest albo fioletowa albo granatowa. Jest to kolor wyjątkowy, jedyny i niepowtarzalny, a zarazem dość uniwersalny. 


Pędzelek i aplikacja to największe atuty lakierów z tej serii. Gruby pędzel (stosunkowo krótki i lekko ścięty) + dość dość gęsta konsystencja = błyskawiczna aplikacja. Dodatkowo mają bardzo dobrą pigmentację - Punk rock kryje już przy jednej warstwie, ale drugą nakładam aby dodać głębi koloru i optycznie pogrubić płytkę.


Ok, paznokcie pomalowane to teraz muszą wyschnąć. Ile potrzebują do tego czasu? Niewiele! Z zegarkiem w ręku nie sprawdzałam, ale pomalowanie + wyschnięcie zajęło mi około 5 minut.


Efekt jaki uzyskujemy rzeczywiście jest lekko żelowy/kremowy. Lakier ładnie się błyszczy i utrzymuje plus/minus 4 dni.


Co myślicie o tym kolorze? Znacie jakiś lakier który mógłby być jego bratem bliźniakiem? :)

06.10.2014

ULUBIEŃCY WRZEŚNIA!


Cześć! Dzisiaj już czas na ulubieńców września.

1. Rimmel Salon Pro Punk Rock.

Idealny  na jesień, lakier kameleon. Generalnie jest szary, ale są w nim fioletowe i granatowe akcenty. Do tego szybko wysycha i dość długo się utrzymuje. Wkrótce pokażę go na blogu.

2. Wibo Deep Black. [RECENZJA]

Lubię go od dawna, jednak ostatnio miałam od niego przerwę, bo używałam innego. Kiedy wróciłam do niego od razu malowanie kresek stało się większą przyjemnością. Aplikuje się go łatwo, a długotrwały efekt głębokiej czerni dodatkowo działa na plus.

3. Maybelline Color Tattoo Permament Taupe. [RECENZJA]

We wrześniu odkryłam go ponownie. Wcześniej uwielbiałam go jako cień do oczu, a teraz za możliwość wypełniania nim w brwi. Efekt jest świetny!

4. Palmolive Smooth Delight with macadamia oil. [RECENZJA]

Umila jesienne wieczory, dobrze myje, a swoim pięknym zapachem rozgrzewa i  pozytywnie nastraja.

A jacy są Wasi wrześniowi ulubieńcy?:)

04.10.2014

WSZYSCY MAJĄ ZIAJĘ MAM I JA! OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA | ŻEL Z PEELINGIEM


Cześć! Ziaja Liście Manuka owładnęła blogosferę. Skusiłam się i ja. 
Opisywany dzisiaj żel z peelingiem jest pierwszym kosmetykiem jaki kupiłam z serii Liście manuka (mam jeszcze dwa inne) i jak na razie najlepszym.



Bardzo podoba mi się design opakowań tej serii. Przyciągają wzrok prostotą, kolorem i wywołują u mnie wrażenie, że to fajny, pachnący i orzeźwiający produkt. Czy tak jest w rzeczywistości?

Pewnie, że tak! Od razu po aplikacji czuję rewelacyjny zapach herbaciano-cytrynowy! Jest obłędny! Orzeźwiający, bardzo cytrusowy, lekko słodki. Lubię takie zapachy! I chyba skuszę się na tonik z tej serii ...

Produkt wydostaje się na zewnątrz dzięki fajnemu aplikatorowi - dozownikowi. Jest bardzo praktyczny w użytkowaniu. 


Można go zablokować i odblokować dopiero wtedy kiedy będziemy chciały z żelowego peelingu skorzystać. Dozuje też dostateczną ilość produktu.





Jego konsystencja również jest całkiem przyjemna. To lekko gęsty żel z domieszką delikatnych drobinek. Tutaj delikatnie roztarty bez użycia wody. Przy użyciu wody nieco bardziej się pieni.



Na powyższym zdjęciu widnieje zachęcająca lista z zaletami tego produktu. Czy pokryły się one z rzeczywistością? Sprawdźmy!
  • Oczyszcza pory skóry oraz skutecznie usuwa nadmiar sebum.
Zdecydowanie tak! Oczyszczenie porów nie następuje oczywiście po jednym użyciu ale przy regularnym stosowaniu są widocznie oczyszczone i mniejsze. Rzeczywiście także usuwa nadmiar sebum. 
  • Pobudza złuszczanie martwych komórek naskórka.
Warto podkreślić, że jest to bardzo delikatny peeling. Drobinki są małe, lekko ostre i jest ich niewiele. 
  • Wspomaga redukcję zaskórników
  • Poprawia wygląd powierzchni skóry
Te dwie obietnice postanowiłam połączyć ze sobą. Podczas codziennego używania tego produktu zauważyłam dużą różnicę: ilość zaskórników zmniejszyła się, bo i wydzielanie sebum zostało nieco ograniczone; zmniejszyła się także ilość wyprysków i mam wrażenie, że koloryt skóry delikatnie mi się wyrównał.
  • Działa nawilżająco i łagodząco
Po użyciu tego żelu czuję delikatne, przyjemne ściągnięcie skóry, nawilżenie i oczyszczenie. 
  • Przygotowuje skórę do zabiegów pielęgnacyjnych
Właściwie nie wiem jak zweryfikować tą obietnicę. Z jednej strony czuję po jego zastosowaniu, że buzia jest "podatna" na kolejne kosmetyki, a z drugiej ten efekt jest na tyle fajny ... :)



Generalnie, kiedy już nałożymy ten żel/peeling delikatne drobinki super masują twarz. Dodatkowo przyjemny i orzeźwiający zapach skutecznie uprzyjemnia tę czynność. Po spłukaniu wodą co jest bardzo proste ,bo w moim odczuciu ten żel jest podatny na spłukiwanie, doskonale czuć to oczyszczenie, nawilżenie, a buzia jest tak miękka i gładka! 

Używałam go codziennie, czasami rano i wieczorem, a czasami tylko wieczorem i byłam bardzo zadowolona, zauważyłam znaczną poprawę stanu mojej twarzy! 

Kupiłam go za 9.50 i w stosunku ceny do jakości - wow! Rewelacja!


A Wy używałyście tego żelu? Jakie są Wasze wrażenia na jego temat i na temat całej serii? Który produkt Liście Manuka jest Waszym ulubionym?:)

_______________________________________________
PS. Zachęcona pozytywnym działaniem  tego produktu sięgnęłam po kolejny z tej serii -  nieszczęsną pastę oczyszczającą i czar prysł. A dotychczasowy efekt runął jak domek z kart ...
Oczywiście nie o niej dzisiaj mowa, ale póki co pastę oceniam mega negatywnie bo popsuła ten znakomity efekt jaki udało mi się osiągnąć. Ale nie zniechęcam się, próbuję zwalczyć tą pastą okropne wypryski które spowodowała bo tłumaczę sobie, że może tak zadziałało początkowe oczyszczenie za jej pomocą. W końcu wszyscy mówią, że jest taka rewelacyjna. Myślicie że powinnam ją odstawić czy taki wysyp po niej jest normalny?



Nie mniej jednak żelu używam dalej, bo go uwielbiam! :)

03.10.2014

KOSMETYKI KTÓRYCH UŻYWAM DO MAKIJAŻU CODZIENNEGO [AKTUALIZACJA]

Cześć!
Kilka miesięcy temu na moim blogu pojawił się już taki post [podgląd], jednak nastąpiły pewne zmiany i teraz mój codzienny zestaw wygląda tak:


Jeśli chodzi o podkład ostatnio używam albo Bourjois CC Cream [RECENZJA] albo Rimmel Stay Matte [RECENZJA]
Jeśli mam ochotę na naturalny efekt i warunki pogodowe są względne sięgam po ten pierwszy, jeśli natomiast chcę czuć się pewniej, mieć lepsze krycie i gwarancję trwałości sięgam po Rimmel. 
Aktualnie, po jednym z produktów który zrecenzuję wkrótce na blogu moja twarz jest w nienajlepszym stanie (tylu wyprysków dawno nie miałam) więc potrzebuję lepszego krycia które zapewnia mi właśnie Rimmel.

Kolejnym krokiem jest przypudrowanie podkładu i tutaj bezkonkurencyjnie stawiam na puder Rimmel Stay Matte [RECENZJA]. Jest po prostu świetny! Matuje, wygładza, utrwala i jest trwały. Szczególnie w połączeniu z wyżej wymienionym podkładem z tej serii.

Ostatnio zrezygnowałam z różu do policzków i wystarcza mi bronzer W7 Honolulu [RECENZJA]. Jest to mój jedyny produkt tego typu ale z racji, że sprawdza się dobrze nie zamieniam go na inny.

Kiedy na twarzy mam już podkład, puder i bronzer czas na brwi. 

Wcześniej wcale ich nie malowałam - nie chciałam, nie umiałam. Jednak od pewnego czasu po dużej dawce filmików na YouTube na ten temat (u RedLipsticMonster i Maxineczki głównie) postanowiłam pokombinować i udało mi się uzyskać satysfakcjonujący efekt. Do wypełnienia brwi używam cienia w kremie Maybelline Color Tattoo w kolorze Permament Taupe [RECENZJA]. Sprawdza się w tej roli świetnie! 

Ostatni krok w moim codziennym makijażu to czarna kreska eyelinerem i wytuszowanie rzęs. 

Ciągle staram się wypróbowywać nowe eyelinery, ale zawsze ostatecznie wracam do tego taniego i niepozornego tuszu do kresek Wibo Deep Black [RECENZJA/PORÓWNANIE]. Łatwo się aplikuje (trening czyni mistrza), czerń jest intensywna i głęboka, szybko zasycha i nie blaknie, ani nie ściera się w ciągu dnia. Uwielbiam go!

Wytuszowanie rzęs - podstawa! Tusze do rzęs kupuję, wymieniam i eksperymentuję z nimi najczęściej. Ostatnio najchętniej sięgam po tusz Maybelline the Colossal [RECENZJA], bo bardzo podoba mi się jaki efekt tworzy na moich rzęsach.

Tadam! Kilka-kilkanaście minut (w zależności od dnia) i makijaż gotowy :)
Oczywiście czasami dodaję coś do makijażu, czasami zamieniam produkty na inne ale to właśnie po te 6/7 kosmetyków ostatnio sięgam najczęściej.


A jakich kosmetyków Wy używacie do makijażu codziennego? :)

01.10.2014

RECENZJA: BŁYSZCZYK | MAX FACTOR | COLOUR ELIXIR GLOSS | 40 DELIGHTFUL PINK


Cześć! 
Październik dopiero się zaczął, a ja chciałabym żeby się już skończył ... Zależy mi bardzo na tym żeby była już końcówka tego miesiąca. 

Dzisiaj przychodzę do Was z krótką recenzją ... błyszczyka!
I trochę to dziwne, bo chociaż za tego typu produktami do ust nie przepadam to z tym polubiłam się. 



Bardzo podoba mi się design tego błyszczyka. Szkło + złote dodatki, wygląda skromnie i nietandetnie. Patrząc bardzo powierzchownie tylko na fakt marki i opakowania mogłabym przypuszczać, że zapowiada się fajny produkt.



Kolor jaki wybrałam to Delightful Pink. Już w opakowaniu dokładnie widać, że jest to raczej jasny, naturalny i mało napigmentowany kolor. Na tym mi zależało także spoko.



Jeśli chodzi o aplikację jest ona bardzo prosta. Raz, dwa i błyszczyk na ustach. Łatwo się rozprowadza, przy tak lekkim kolorze myślę, że nie ma to większego znaczenia aczkolwiek dobrze wróży to innym kolorom.


Trudno mi dokładnie opisać jaki efekt daje ten błyszczyk. Zdjęcie tym bardziej nie oddawało rzeczywistości, dlatego też nawet go w tym poście nie ma. 

Usta są delikatnie zaznaczone i zyskują lekko różową barwę. Po umalowaniu ust błyszczykiem Colour Elixir Gloss nie mamy nagle tysiąca mieniących się drobinek tylko delikatny, nienachalny błysk.

Co ważne! Nie klei się! W końcu mogę pomalować usta błyszczykiem i nie mieć sklejonych ust, włosów i wszystkiego dookoła.

Utrzymuje się ok półtorej godziny (może więcej) także jest to całkiem dobry efekt jak na błyszczyk. Dłużej utrzymuje się natomiast uczucie miękkich i nawilżonych ust.



Ja jestem z tego produktu zadowolona i chętnie go używam do wykończenia makijażu :)

Aha, no i chciałam Was przeprosić za to, że w dzisiejszym poście są dość słabe jakościowo zdjęcia, ale mój aparat ostatnio chyba się na mnie obraził, a do tego za oknem ciągle jakoś szaro i deszczowo ;/
A co będzie późniejszą jesienią? W dodatku wczoraj zobaczyłam swój tragiczny plan na ten semestr. Niby mam wolne piątki i niby mam codziennie na południe, ale kończenie zajęć po 16? Doliczając dojazd do domu będę prawie codziennie ok 17.30-18. Słabo ...

No cóż, trzeba dać radę.
Trzymajcie się, pozdrawiam!  :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka