28.09.2015

KOREKTOR | LOREAL TRUE MATCH | 01 IVORY | 02 VANILLA


Cześć! Korektory - temat rzeka. Ich zastosowanie może być przeróżne, począwszy od możliwości zatuszowania wszelkich niedoskonałości cery - przebarwień, cieni, wyprysków, aż po rozświetlenie. W skrócie - za jego pomocą możemy w bardzo dużym stopniu poprawić jakość naszego makijażu i zwiększyć jego efektywność. Oczywiście wszystko zależy też o rodzaju korektora po jaki sięgniemy - a wybór mamy nie mały.

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam korektor 'kryjący niedoskonałości cery' True Match marki L'Oreal. Opisywany poprzez producenta następująco: Korektor z popularnej serii True Match. Dopasowuje się do koloru oraz struktury skóry. Dzięki zawartości Opti - Match świetnie wyrównuje kolor skóry, ukrywa niedoskonałości oraz cienie pod oczami. Nie wysusza. Beztłuszczowa formuła.
Produkowany jest w 9 odcieniach - po 3 odcienie dla każdego rodzaju skóry (ciepły, neutralny i chłodny) [WIZAŻ.PL]


Jeżeli kiedykolwiek miałyście do czynienia z serią True Match marki L'Oreal z pewnością wiecie, że charakteryzuje się ona bogatą gamą kolorystyczną, w której łatwo znaleźć jasne kolory odpowiadające osobami z bladą karnacją. Korektor True Match dostępny jest w trzech kolorach, a dzisiaj zaprezentuję Wam dwa najjaśniejsze - jeden bardzo jasny, drugi już typowy drogeryjny jasny kolor - czyli 1 Ivory i 2 Vanilla. Ku uciesze większości z użytkowniczek owe kolory posiadają żółte tony. Biorąc pod uwagę zarówno najjaśniejszy (01), jak i już bardziej konkretny kolor (02) fajnie też dopasowują się do kolorytu naszej cery.


Typowo dla korektorów w opakowaniu w tubce posiada aplikator jak w błyszczyku. Jest to korektor o dość gęstej konstencji, która szybko zastyga na skórze dając w 100% matowy efekt. Poprzez ową konsystencję sprawia wrażenie produktu, który może działać wysuszająco. Mojej cery nie wysusza, natomiast z takimi opiniami spotkałam się przeglądając chociażby wizażowe KWC, tak więc nie każdemu będzie on odpowiadał.  

Kolor 01 z powodzeniem stosuję pod oczy (nie roluje się i nie zbiera w załamaniach), kiedy akurat danego dnia wybieram podkład w kolorze lekko za ciemnym dla mojej karnacji (teraz np. Rimmel Wake Me Up). Pięknie rozjaśnia, rozświetla i nadaje cerze zdrowy wygląd! Wybieram go także wtedy kiedy nie stosuję podkładu, czyli kolejno - korektor 01 na wypryski, niedoskonałości itp (bo bardzo dobrze kryje!) i na to puder - koniec makijażu  Koloru 02 używam natomiast wtedy, kiedy używam podkładu i potrzebuję dodatkowego krycia aby zatuszować niedoskonałości. Utrwalony pudrem utrzymuje się cały dzień.


Cena korektora również jest bardzo przystępna i biorąc pod uwagę jego jakość, na pewno wart jest swojej ceny. Przykładowo w Rossmannie jego cena regularna: 34,99, natomiast aktualnie w promocji: 25,99. Drogerie internetowe oferują go w cenie ok. 19 zł.



Miałyście do czynienia z korektorem L'Oreal True Match? :)

26.09.2015

PHARMACERIS A | LEKKI KREM GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY | VITA-SENSILIUM | SPF 20


Cześć! Jeśli śledzicie mnie regularnie, pewnie zauważyłyście, że większą uwagę przykładam do kosmetyków kolorowych - znajduje to odzwierciedlenie w niskiej liczbie postów dotyczących kosmetyków pielęgnacyjnej. Nie znaczy to jednak, że w rzeczywistości również tak jest :) Mam jednak w zamiarze nieco zwiększyć kontrolę nad swoją cerą, bo ostatnio płata mi coraz większe figle. Jednak dziś nie o figlach mowa, a o ... nawilżeniu! Najważniejszym aspekcie w pielęgnacji, i myślę, że z pewnością się z tym zgodzicie.

Dotychczas nie znalazłam jeszcze kremu, który idealnie sprawdzałby się w tej roli, więc chętnie sięgam po różne kremy, nie skupiając się wyłącznie na jednym wariancie. Aktualnie sprawdzam jak spisuje się lekki krem głęboko nawilżający do twarzy Vita-Sensilium marki Pharmaceris, należący do serii A, czyli przeznaczony do skóry wrażliwej i alergicznej. Jego działanie opisywane jest przez producenta następująco:

Krem długotrwale nawilża, wygładza oraz przywraca skórze miękkość i elastyczność. Wyselekcjonowane substancje nawilżająco-odżywcze (zielona alga, Glucam®, ekstrakt z trawy azjatyckiej, wosk z oliwek) wzmacniają płaszcz hydrolipidowy skóry. Skutecznie chronią przed odwodnieniem oraz przesuszeniem naskórka w wyniku działania niekorzystnych czynników zewnętrznych. Zawarte filtry UV chronią skórę przed fotostarzeniem. ZAAWANSOWANE NAUKOWO, INNOWACYJNE FORMUŁY IMMUNO-PREBIOTIC oraz LEUKINE-BARRIER ukierunkowane są na regulację systemu immunologicznego skóry i łagodzenie podrażnień. Stymulują wzrost ochronnej, fizjologicznej mikroflory naskórka, zmniejszając nadwrażliwość skóry. Aktywnie zapobiegają podrażnieniom, zaczerwienieniom, świądowi oraz pieczeniu, wpływając na zdrowy wygląd i stan skóry.

Jako krem skierowany do cer wrażliwych i alergicznych, jest on pozbawiony alergenów i parabenów.


Na pewno bardzo fajnym rozwiązaniem zastosowanym w opakowaniu (bardzo estetycznym, typowym dla marki) tego kremu jest obecność pompki. Dozuje ona odpowiednią ilość kremu, co ułatwia jego używanie (Dlaczego? O tym za chwilę..) i zwiększa jego wydajność. Podoba mi się w nim także to, że jest bezzapachowy.

Konsystencja kremu określona jest już w nazwie kremu jako: lekka. 
Z tym na pewno się nie zgadzam. Konsystencja kremu jest dość gęsta, przez co przy aplikacji sprawia wrażenie ciężkiego kremu. Wskazuje na to również fakt, iż krem długo się wchłania, a przy użyciu większej jego ilości ma tendencje do pozostawiania 'filmu'. Opisuję to poniekąd jako jego minus, gdyż Vita-Sensilium dedykowany jest jako krem na dzień, oraz jako doskonała baza pod makijaż. Rzeczywiście, jako baza sprawdza się dobrze, ale tylko wtedy jeśli zaaplikujemy niewielką jego ilość (co jest możliwe dzięki pompce). Nawilżenie jakie zapewnia pozwala uniknąć ewentualnego podkreślenia przez podkład suchych skórek, a i żadnego rolowania nie zauważyłam. Oczywiście, w przypadku użycia zbyt dużej ilości kremu, będzie się on wchłaniał za długo, a pozostawiony 'film' nie pozwoli na ładną aplikację podkładu.

Ciężka konsystencja i mocna powłoka pasuje mi jednak, kiedy używam go na noc. Konkretna warstwa kremu przez noc się wchłania, pozostawiając rano skórę wyraźnie nawilżoną! A przecież właśnie do tego stworzony jest ten krem. Poza tym cera jest miękka, gładka i lekko rozświetlona. Co ważne, mimo wizualnie ciężkiej konsystencji, nie zauważyłam u niego tendencji do zapychania mojej cery. Jako krem hypoalergiczny minimalizuje też ryzyko powstawania podrażnień i działa łagodząco.

Jako, że krem ten dedykowany jest na dzień, dużą jego zaletą jest SPF 20 - filtr zapewniający nam już odpowiednią ochronę! Nie musimy zatem stosować dodatkowego zabezpieczenia i dodatkowo obiążać cery. 


Podsumowując jest to dobry krem nawilżający, a ja bardziej niż na dzień lubię stosować go na noc. Biorąc pod uwagę jego właściwości nawilżające sprawdza się w tej roli bardzo dobrze. Jedyne zastrzeżenia jakie mam do owego kremu to nie lekka - a ciężka konsystencja która ma tendencję do pozostawiania na twarzy niewielkiej powłoki (co aplikując krem pod makijaż może być uciążliwe), nad czym jednak da się zapanować aplikując jego mniejszą ilość.

Jakie kremy nawilżające lubicie? :) 

INNE POSTY O KOSMETYKACH PHARMACERIS:

____

PS. Jeśli lubicie moje zdjęcia, bądź po prostu chcecie być jeszcze bardziej na bieżąco z nowymi postami, zapraszam na mój blogowy instagram: www.instagram.com/redttights



22.09.2015

WISHLIST JESIEŃ 2015 {BOURJOIS | SLEEK | LOREAL | EOS | ESSIE}


Cześć! Dzisiaj zapraszam Was na luźny post z moją 'chciejlistą', bądź jak kto woli listą zakupową na najbliższy jesienny czas.

Marka Boujois kojarzy mi się z kosmetykami bardzo dobrej jakości - polubiłam już dwa podkłady tej marki (HEALTHY MIX i CC CREAM), dlatego też z dużą dozą pewności, że będę zadowolona sięgnę po nowość - podkład Air Mat. Podobno jest lekki, dobrze matuje i kryje, a takie efekty jak najbardziej mi odpowiadają. Mam też nadzieję, że najjaśniejszy kolor 01 Rose Ivory nie okaże się zbyt ciemny, bądź zbyt różowy.

Skoro jesteśmy przy podkładach, tej jesieni chciałabym sięgnąć także po Loreal True Match, w nowej (ale czy ulepszonej?) wersji. Seria True Match to mój pewniak jeśli chodzi o dopasowanie kolorystyczne, jak będzie z efektem? W starej wersjii sprawdził się u mnie bardzo dobrze: LOREAL TRUE MATCH RECENZJA!

Zauroczona efektem jaki daje połączenie bronzera i rozświetlacza chciałabym tej jesieni wypróbować także Contour Kit marki Sleek w kolorze light. Polubiłam testowanie bronzerów, także mimo zadowolenia z pudru modelującego Inglot spróbuję czegoś nowego. Polubiłam także używanie rozświetlacza, a skoro recenzowany ostatnio Lovely Silver Highlighter uległ zniszczeniu, połączenie to jest idealne! Wcześniej nie zwracałam uwagi na tę paletkę, ale po obejrzeniu ulubieńców Andziaks na YT mam chęć po niego sięgnąć. 

Ostatnio na blogu pokazywałam Wam także tusz Loreal z serii Volume Milion Lashes So Culture (RECENZJA). Zachwycona efektem jaki daje, chciałabym wypróbować inne tusze z tej serii. Ze względu na fajną szczoteczkę na początek wybieram mascarę Loreal Volume Milion Lashes Feline

Mam ochotę wypróbować także balsam do ust EOS. Na okres jesienno-zimowy myślę, że tego typu kosmetyk to trafny zakup. Strasznie trudno wybrać mi jeden z tylu kuszących zapachów/smaków więc kieruję się kolorem opakowania i zamówię Pomegrante Raspberry.

Od kiedy wypróbowałam lakiery Essie, pozbyłam się głupiego nawyku kupowania jakichkolwiek lakierów przy każdej wizycie w drogerii. Dzięki temu zamiast wielu kolorów, z których później nie korzystam, czy też wielu lakierów z których jakości nie jestem zadowolona, raz na jakiś czas sięgam po jakiegoś Essiaka. Bardzo podoba mi się gama kolorystyczna jesiennego zestawu miniaturek!

Dajcie znać czy miałyście któryś z powyższych kosmetyków i czy warto je kupić?
Chętnie też poczytam jakie Wy kosmetyki w najbliższym czasie chciałybyście kupić. Piszcie w komentarzach, bądź podsyłajcie linki do waszych wishlist :) 

20.09.2015

L'OREAL | VOLUME MILLION LASHES | SO COUTURE



Cześć! Tusz do rzęs to zdecydowanie mój ulubiony typ kosmetyku kolorowego. Zauważyłam, że bardzo dawno nie było tu recenzji żadnego tuszu, więc czas to nadrobić! Tymbardziej, że w mojej toaletce zamieszkuje ulubieniec w tej kategorii - L'Oreal So Couture!

Wdzięczny na żywo, niewdzięczny do fotografowania (mój aparat oszalał wyłapując różnorodne odcienie, począwszy od głębokiego granatu po faktyczny kolor fioletu) tusz do rzęs w grubej, ale zgrabnej - typowej dla tej marki - fioletowej tubie. Kryje się w niej cienka, zwężana ku dołowi silikonowa szczoteczka z krótkim włosiem i lekko pachnący czekoladą, mocno czarny tusz. 
Wspomniana szczoteczka nabiera dostateczną ilość tuszu, a podczas aplikacji charakteryzuje się wygodą i precyzją. 



Wygoda i precyzja pędzelka wraz z gęstą konsystencją aplikuje tusz bez grudek, idealnie rozkładając tusz po każdej rzęsce. Efekt jaki daje to mocne wydłużenie, precyzyjne rozczesanie i lekkie pogrubienie - a co się z tym wiąże nienaganną objętość. Mimo gęstej konsystencji rzęsy nie są sklejone. Jeśli o podkręcenie chodzi - w tej kwestii również radzi sobie dobrze.

Na plus działa również trwałość tuszu, który ani podczas aplikacji, ani w ciągu dnia nie osypuje się i nie rozmazuje. Również w upalne dni sprawdziła się doskonale, natomiast np. ze łzami spływa po policzkach jak w filmach, ale nie jest wodoodporna więc ten minus to nie taki minus ;) 




Kiedy malowałam tą mascarą rzęsy tuż po otwarciu - koleżanki były zachwycone moimi rzęsami. Spotkałam się nawet z pytaniami czy zrobiłam sobie rzęsy 1:1! To chyba największy komplement jaki można powiedzieć o mascarze. Aktualnie muszę sięgnąć po nowe opakowanie - więc efekt jaki widzicie na zdjęciach jest wykonany mascarą po 3 miesiącach od jej otwarcia, dlatego też nie oddaje w pełni jej właściwości.

Mascara So Couture w drogeriach stacjonarnych kosztuje ok. 50 zł! Drogerie internetowe oferują ją natomiast w znacznie niższych cenach.


Jakie inne mascary z serii Vulume Million Lashes polecacie wypróbować? :)

18.09.2015

SHINE BRIGHT LIKE A DIAMOND > ROZŚWIETLACZ > LOVELY | SILVER HIGHTLIGHTER


Cześć! 
Do pewnych kosmetyków do twarzy przekonuję się stopniowo. Najpierw za zbędny uważałam róż, co zmieniło się po jego kilku użyciach. Później to samo stało się z bronzerem. Twierdziłam jednak, że do rozświetlacza to ja się na pewno nie przekonam. Nie interesowały mnie zbytnio posty pełne zachwytów nad np. Mary Lou, i sama nic szczególnego w niej nie widziałam - poza opakowaniem oczywiście.
Nie wiem jak to się stało, ale kiedyś w Rossmanie skusiłam się na rozświetlacz Lovely. Pomyślałam, że skoro jest tani to kupię i spróbuję i nie będzie mi szkoda pieniędzy, że kupiłam go na jeden raz. Zakładałam oczywiście, że się nie przekonam. Tylko zakładałam.


Bohaterem dzisiejszej recenzji jest zatem, znany Wam pewnie z Rossmanowskich półek i pochlebnych recenzji na innych blogach - rozświetlacz do twarzy o chłodnym odcieniu - Silver highlight marki Lovely!


Jak widzicie na powyższych zdjeciach w opakowaniu kolor wygląda na ciepły i złoty. Nazwa Silver highlighter jest jednak trafiona, ponieważ na skórze jest to zdecydowanie chłodny, srebrny odcień. 
Pigmentacja jest znakomita, a rozświetlacz nie zawiera w sobie tandentych drobinek brokatu. Drobinki rozświetlające są mikroskopijne i doskonale zgrywają się z jego kolorem.


Produkt ma w opakowaniu ma nierówną strukturę - coś jakby cętki, która już po kilku użyciach staje się gładka. Opakowanie mieści w sobie 6 g produktu, więc jak na rozświetlacz, mamy go konkretną ilość.  Jego zaletą jest to, że jest dobrze zmielony i łatwo rozprowadza się po twarzy tworząc na niej tak zwaną taflę przy użyciu niewielkiej jego ilości - wystarczy dosłownie muśnięcie pędzelkiem. Efekt w ciągu dnia nieco słabnie, ale uważam, że lekko starty i tak wygląda dobrze i spełnia swoją funkcję.

Rozświetlacz Lovely Silver Highlighter kosztuje 10 zł! Za taką cenę uważam, że jest doskonały! Choć przyznam, że nie mam porównania do innego typu produktów ;)

Ahaa! I na sam koniec posta chciałabym wspomnieć, że jego jedynym minusem jest opakowanie! Nie wygląda dobrze, ale powiedzmy, że z tą cętkową strukturą jakoś się zgrywa. Jego trwałość jest natomiast bardzo słaba, bo już po kilku użyciach, ot tak, odpadła szybka.
Dzisiaj na koniec zdjęć w niewyjaśniony sposób kosmetyk spadł mi z toaletki na panele i ... chyba nie muszę kończyć :) Opakowanie rozpadło się na trzy części - denko, szybka i wieczko, a rozświetlacz ładnie rozświelił mi pół podłogi ;) 


Czas więc sięgnąć po nowy rozświetlacz - mam ochotę wypróbować coś nowego - co polecacie? 
Na pierwszy ogień pójdzie chyba paleta do konturowania ze Sleeka, którą chciałam zamówić, ale myślałam sobie - przecież mam dobry rozświetlacz! Teraz nic nie stoi na przeszkodzie ;)

10.09.2015

BOURJOIS | COLOR BOOST | 07 PROUNDLY NAKED


Cześć! Przychodzę do Was dzisiaj z kolejnym postem :) Za oknem już powoli jesień, wiec wprowadzam jeszcze trochę letniego akcentu na zdjęciach! Opiszę Wam dzisiaj pokrótce moje odczucia dotyczące produktu, mojej ulubionej marki Bourjois, pomadki w kredce Color Boost:


Jeśli śledzicie mnie regularnie pewnie zauważyłyście, że recenzje szminek/pomadek/kredek do ust pojawiają się u mnie bardzo rzadko. Wynika to z tego, że niezbyt chętnie sięgam po tego typu produkty, choć przyznam, że ostatnio coraz częściej kupuję coś nowego w tej kategorii kosmetyków. Aha, i jeszcze jedno! Nie cierpię robić zdjęć podglądowych szminek! Nigdy mi nie wychodzą, zawsze jestem niezadowolona, więc staram się tego nie robić. Co ze mnie za blogerka, yyyh. Od razu uprzedzam więc, że dziś również efektu na ustach Wam nie pokażę, więc recenzja nieco niepełna, ale mam nadzieję, że wybaczycie :) 


Tego typu pomadki w kredce to istny trend w koloryzacji ust w ostatnim czasie. Może nie do końca dobrze to ujęłam, bo nie o koloryzację tutaj jedynie chodzi. Wygoda aplikacji, właściwości pielęgnacyjne i lekkie zabarwienie - to główne zalety grubych kredek, którym daleko do typowych konturówek.



Kredka, którą wybrałam, aby sprawdzić o co tak na prawdę w tych kredkach chodzi, jest marki Bourjois. Kolor 07 Proundly naked to lekko różowy, typowy nudziak. Bardzo naturalny, uniwersalny - pasujący do większości typów urody.



Mimo, że kolor jest bardzo ładny nie utrzymuje się długo na ustach. Mam wrażenie, że po przejrzeniu się w lustrze i krótkim zachwycie nad kolorem, można nacieszyć się tym efektem bardzo krótko! Zdecydowanie za krótko! Po pół godziny, jak nie mniej, koloru na ustach brak.

Color Boost zapewnia ustom mocne nawilżenie! I uczucie to utrzymuje się zdecydowanie dłużej niż kolor! Biorąc zatem pod uwagę właściwości pielęgnacyjne spisuje się ona świetnie!

No i jej zapach  i smak! Malinowa mamba po prostu! Uwielbiam!

Podsumowując, jest to ot taka pomadka do torebki, zapewniająca subtelny, ale ładny kolor (na krótko) i mocne nawilżenie (na dłużej) ;) Zdecydowanie wolę ten wariant, niż jakąś zwykłą pomadkę pielęgnacyjną :) Myślę, że jak się skończy sięgnę po inne kolory od Bourjois, bądź wypróbuję tego typu stick z innej marki ;)

Lubicie tego typu produkty do ust? :)

04.09.2015

ULUBIEŃCY LATA '15 {SEAOFSPA, URIAGE, YVES ROCHER, WIBO, LOVELY, L'OREAL}


Cześć! Dzisiaj pokrótce przedstawię Wam sześć produktów, które mogę śmiało nazwać 'odkryciami lata' z tego względu, że kupiłam je po raz pierwszy, a także 'ulubieńcami' z tego względu, że wszystkie wyjątkowo przypadły mi do gustu :)


Zacznę może od kosmetyków pielęgnacyjnych, których zwykle bardzo mało na moim blogu.
Faworytem w tej kategorii jest aloesowe masło do ciała BIO SPA, niekoniecznie znanej marki Sea of Spa. Rzadko które masło do ciała, działa tak, że chce mi się nim smarować. Po ten kosmetyk sięgałam (i sięgam nadal) z przyjemnością! We wrześniu na pewno pojawi się jego roszerzona recenzja, więc już dziś serdecznie na nią zapraszam. Tymczasem zdradzę, że doskonale nawilża, wygładza, koi i łagodzi podrażnienia! Idealne latem, ale już czuję, że sprawdzi się także zimą.

Tego lata zdecydowałam się w końcu na zakup wody termalnej - Uriage Eau Thermale. Używam jej zbyt krótko, aby stwierdzić doskonałe właściwości pielęgnacyjne, aczkolwiek jestem bardzo zadowolona z tego jak działa 'na już'. Podoba mi się, jak zmiękcza makijaż i niweluje zbyt pudrowe wykończenie. Doskonałą ulgę przyniosła też aplikowana, szczególnie w podróży, w 40-o stopniowy upał.

Swoim obłednym, letnim, mocno owocowym zapachem żel Yves Rocher, ten opisywany tutaj, umilił mi natomiast większość letnich, szybkich pryszniców i kąpieli!


Kolorówka, to coś co zdecydowanie chętniej kupuję i testuję! Tego lata jednak, wysokie temperatury spowodowały, że makijaż lepiej było sobie odpuścić całkowicie, bądź częściowo na rzecz lekkich kosmetyków.

Wibo Fixing Powder recenzowany przeze mnie tutaj to zdecydowanie lżejszy puder, niż uwielbiany przeze mnie Stay Matte. W upalne dni, kiedy jednak zdecydowałam się umalować, to właśnie on lądował na mojej twarzy najczęściej. Jest lekki, a zarazem dobrze matuje! Świetnie spisywał się w tej roli przez większość dnia - jestem na prawdę bardzo zaskoczona jego dobrą trwałością!

Przez długi czas podstawę makijażu stanowił u mnie jedynie podkład i puder. W zdecydowanie późniejszym czasie przekonałam się do różu i bronzera, natomiast o rozświetlaczu ciągle nie było mowy. Do czasu, kiedy sięgnęłam po pierwszy rozświetlacz Lovely Silver highlighter. Musi być na prawdę dobry, że przekonałam się do tego typu kosmetyku i niemal zawsze, chociaż niewielka ilość znajduje się na szczycie kości policzkowych, na nosie i niekiedy w kąciku oka i pod brwią. Polubiłam go, bo jest delikatny i daje ładną taflę. Może w końcu sięgnę po Mary Lou, która nigdy nie robiła na mnie wrażenia?!

W okresie wiosennym przeżywałam 'fazę' na podkreślanie brwi. Spędzałam sporo czasu przed lustrem, aby cieniem, bądź kredką dokładnie odwzorować obie brwi. Do tej pory wzdycham zresztą przeglądając na instagramie profil browgame. Latem w 40 stopniowy upał dałam sobie jednak spokój z rysowaniem brwi, a wystarczający efekt zapewniał mi Brow Artist marki Loreal! Serio, jest doskonały! Gdyby nie to, że brakuje mi kilku brwi na początku i zwyczajnie nie ma czego podkreślić używałabym tylko jego! Dzięki fajnej konsystencji i szczoteczce brwi są ładnie ułożone, a kolor medium/dark nadaje im bardzo ładny, konkretny, aczkolwiek dość naturalny kolor. 

Jeśli jesteście ciekawe tych produktów zaglądajcie na mojego bloga, bo w najbliższym czasie pojawią się na pewno ich rozszerzone recenzje. Ja natomiast, jestem ciekawa jacy są Wasi letni - lipcowo/sierpniowi ulubieńcy? :) Piszcie w komentarzach, a jeśli stworzyłyście taki post na swoim blogu podsyłajcie link! 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka