30.01.2016

WISHLISTA KOSMETYCZNA, CZYLI ZIMOWA LISTA ZAKUPOWA { ESTEE LAUDER, CATRICE, HAKURO, KOBO, MUR, NYX }


Hej, hej! Ostatnio zrobiłam spore porządki w kosmetykach kolorowych, i doszłam do wniosku, że czas zacząć robić bardziej świadome zakupy, żeby nie kupować kolejnego kosmetyku, którego mam kilka egzemplarzy, a jeśli już to nieprzypadkowe, a te na prawdę godne wypróbowania. Oczywiście od czasu kiedy zainteresowałam się bardziej tą tematyką i odkąd oglądam blogi/vlogi, czy sprawnie poruszam się po wizażowym kwc, to kupuję mniej nietrafionych kosmetyków, ale powszechnie wiadomo, że to co sprawdziło się u kogoś, niekoniecznie sprawdzi się też u nas i w związku z tym nad niektórymi kosmetykami trzeba się mocniej zastanowić. 

Bardzo lubię przeglądać wishlisty, bo choć nie wnoszą jakiś konkretnych informacji, a opierają się wyłącznie na przypuszczeniach autorki, to można się nieźle zainspirować, co do tego, co samemu chciałoby się kupić. No i oczywiście nawiązując do pierwszego akapitu, są też dla nas samych spoko wskazówką! Dzisiaj przedstawiam Wam zatem co ciekawego planuję kupić w najbliższym czasie!


Na pewno zdecyduję się na:

1. PODKŁAD ESTEE LAUDER DOUBLE WEAR LIGHT 0.5
Jako, że niestety większość drogeryjnych podkładów mnie zawodzi, i bardzo trudno jest mi trafić na coś na prawdę mi odpowiadającego, postanowiłam wypróbować 'coś z droższej półki'. Po obejrzeniu wielu recenzji wybór padł na podkład marki Estee Lauder Double Wear Light. Zastanawiałam się oczywiście nad pierwotną wersją Double Wear, jednak póki co wypróbuję Light, ze względu na to, że nie potrzebuję aż tak mocnego krycia. Mam nadzieje, że się sprawdzi! 

*Jeżeli miałyście do czynienia z tym podkładem mogłybyście przybliżyć mi do jakiego innego podkładu porównywalny jest jego kolor 0,5? :) Bo trochę się tej kwestii obawiam!

2. KOREKTOR CATRICE LIQUID CAMOUFLAGE
... na pewno już dawno byłby mój, gdyby nie to, że jest niemal nieosiągalny w stacjonarnych Naturach i Hebe w moim mieście, a jakby tego było mało, jest także nieosiągalny w sieci - niby niemal każda drogeria ma go w swoim asortymencie, ale jest aktualnie wszędzie wykupiony. Nie muszę chyba nikomu przybliżać czemu chcę go kupić ... ;)

3. PĘDZEL DO PUDRU HAKURO H55
Aktualnie aplikuję puder pędzlem Hakuro H50s, pierwotnie przeznaczonym do aplikacji podkładu. Idealnie sprawdza się w tej roli i aplikuje dostateczną ilość pudru, aby idealnie zmatowić twarz i dodać krycia, nie mniej jednak chciałabym sprawdzić jak w tej roli spisze się puchaty pędzel, i jestem pewna, że będę tym efektem równie oczarowana. A to, że wybieram właśnie model od Hakuro jest oczywiste, bo jakoś to właśnie ta marka sprawdza się u mnie najlepiej.

4. PALETKA DO KONTUROWANIA KOBO FACE CONTOUR MIX 
Konturowanie to hit kilkunastu ostatnich miesięcy, i nic dziwnego, bo potrafi zdziałać cuda. Nie miałam jeszcze do czynienia z płynnymi kosmetykami do tego celu, bo nie oszukujmy się, nie ma w nas w PL zbyt dużego wyboru, przynajmniej stacjonarnie. Kółko z Kobo prezentuje się na prawdę rewelacyjnie i słyszałam, że tak też się sprawdza, dlatego też musi być moje! Tylko żeby w końcu było dostępne w Naturze w moim mieście ...

A te pozycje mogą jeszcze ulec modyfikacji na inne produkty z wybranych kategorii:

5. KREDKA DO BRWI CATRICE EYE BROW STYLIST
Czas wypróbować w końcu kultowy produkt do malowania brwi. Początkowo byłam pewna, że zdecyduję się najpierw na Brow Definer tej marki, ale przeglądając kolory niestety okazuje się, że chyba nie znajdę nic dla siebie - są albo za jasne, albo zbyt brązowe. Nie przyglądałam się jeszcze kolorom kredek, ale mam nadzieję, że znajdę coś w ciemno brązowym kolorze w szarej tonacji. 

6. PODKŁAD REVOLUTION THE ONE FOUNDATION
Ile razy już narzekałam, że mam za ciemny podkład?! Z tego powodu z wielu podkładów o fajnych właściwościach musiałam na czas zimy, albo i w ogóle zrezygnować. Mam w końcu zamiar kupić biały podkład Make Up Revolution, co w sumie powinnam zrobić już dawno, który ma mi pomóc w ich rozjaśnianiu. 

7. GĄBKA DO PODKŁADU BEAUTY BLENDER 
Jest to najmniej pewna pozycja na mojej liście zakupowej. Oczywiście baaaaaaardzo chciałabym  w końcu wypróbować tę kultową gąbkę, bo jeśli jej zamienniki takie jak np. Miralce Sponge Real Techniques. czy gąbka Deni Carte tak ładnie aplikują podkład, to domyślam się, że oryginalny Beauty Blender musi działać na twarzy cuda. Nie wiem jednak czy jest sens wydać 69 zł na TYLKO gąbkę do podkładu, biorąc pod uwagę, że z powodzeniem można używać zamienników, no i jest to zakup tymczasowy, który po jakimś czasie (u mnie gąbki kończą bardzo szybko) trzeba będzie po prostu wymienić na nowy. 

8. ROZŚWIETLACZ MAKEUREVOLUTION GODDES OF LOVE
Ostatnio mocno polubiłam się z rozświetlaczami! Staram się wypróbować jak najwięcej korzystnych cenowo produktów z tej kategorii w poszukiwaniu tego idealnego, zanim sięgnę po Mary Lou. Tym razem sięgnę po serduszkowy rozświetlacz MUR. Dla niektórych tego typu opakowania są tandetne, i pewnie sama też bym tak stwierdziła gdyby dotyczyło to innego produktu, moim zdaniem do róży i rozświetlaczy pasują idealnie i na pewno będą się ładnie prezentowały w toaletce. 

9. MATOWA POMADKA NYX SOFT MATTE STOCKHOLM
Bardzo rzadko maluję usta, ale jeśli już to właśnie matowymi pomadkami. Przeglądałam ostatnio kosmetyki marki NYX i po prostu muszę ją mieć, choćbym miałą używać jej tylko raz na rok, muszę! A najlepiej wszystkie kolory z tej serii, o!

10. HENNA REFECTOCIL 
Do tej pory nie robiłam sobie nigdy henny brwi, czy rzęs. Odkąd jednak zaczęłam studia kosmetologiczne i ćwiczyłyśmy to na zajęciach odkryłam, że to świetny, a przede wszystkim wbrew pozorom łatwy sposób na ładne brwi bez spędzania wielu minut na ich rysowaniu. Na pewno sięgnę po produkty Refectocil, bo właśnie na nich pracowałyśmy i mam je sprawdzone - dają subtelny i naturalny efekt. Wiadomo, że jako henna żelowa nie barwi skóry więc też ryzyko przesadzonego efektu spada. 

Dajcie koniecznie znać, czy miałyście z powyższymi produktami do czynienia? 
Myślicie, że są warte zakupu, czy powinnam je zamienić na jakieś inne propozycje z danych kategorii? 
Co Wy planujecie kupić w najbliższym czasie? :) 
Dajcie linki do waszych list zakupowych!

24.01.2016

HAUL COCOLITA {SYLVECO, NACOMI, BOURJOIS, L'OREAL}


Hej! Przedstawię Wam dzisiaj małe, spontaniczne zakupy w drogerii internetowej Cocolita.pl. Nie mam ostatnio weny i nastroju do pisania postów, a ilość zaliczeń w związku z sesją trochę mnie przytłacza, ale został mi jeszcze tylko egzamin z anatomii i będę mogła cieszyć się całym miesiącem wolnego! So sweet! :D  Przechodząc do rzeczy, zamówienie było przeze mnie nieplanowane, ale moja mama zażyczyła sobie krem Sylveco! Postanowiłam więc przejrzeć ofertę i coś dla siebie dobrać, czemu nie! 

Zacznę może od kolorówki, której jest najmniej, a którą lubię kupować najbardziej! Od dłuższego czasu miałam ochotę wypróbować kultowe, wypiekane róże marki Bourjois, a że tego typu produktów nigdy za wiele postanowiłam skorzystać z okazji i go zamówić. Ilość przepięknych odcieni nie sprzyja wyborom, ale oglądałam akurat filmik Szavki na Youtube, która pokazywała właśnie ten produkt i ten odcień, i bez zastanowienia to właśnie wypiekany róż Bourjois w kolorze 34 Rose d'Or, badź też Golden Rose dodałam do koszyka.


Niezbędnym elementem w moim dziennym makijażu jest czarna kreska eyelinerem, a moim ulubieńcem w tej kategorii jest Wibo Deep Black w kałamażyku. To na prawdę rewelacyjny produkt, ale korzystając z okazji, że właśnie mi się skończył postanowiłam wypróbować coś innego. Miałam już kiedyś Superliner L'Oreal ale w grubej wersji Blackbuster, i z racji tego, że fajnie się sprawdził postanowiłam znów wybrać coś tej marki, ale  tym razem coś bardziej precyzyjnego i cienkiego, więc zdecydowałam się na Superliner w wersji Perfect Slim, i muszę przyznać, że maluje się nim kreski re-we-la-cyj-nie! ;)


Sprawcą całego zamówienia był właśnie krem dla mamy marki Sylveco. Generalnie albo ja coś pomieszałam w zamówieniu, albo sklep, ale miałam w zamiarze kupić krem brzozowo-nagietkowy z betuliną, a okazało się, że dostałam brzozowy z betuliną, hm ... Nie mniej jednak mama jest zadowolona, i sprawdza się całkiem dobrze. Jak dla mnie zapach go przekreśla, ale i tak bardziej liczy się działanie, prawda ;)


Będąc nadal przy produktach marki Sylveco zdecydowałam się zamówić też brzozową pomadkę ochronną, która w czasie robienia zdjęć gdzieś się zawieruszyła i jej na nich nie ma. 

Zamówienie zdominowały kosmetyki pielęgnacyjne i co ważne - naturalne. Kolejne trzy pozycje to , w przeciwieństwie do powyższych produktów marki Sylveco, baaaardzo ładnie pachnące kosmetyki naturalne! Po pierwsze coś do nawilżania ciała, czyli naturalne masło do ciała zawierające masło shea i olej arganowy o obłędnym zapachu wild strawberry marki Nacomi! A po drugie coś do nawilżania ust co w okresie zimowym jest niezbędne :) Miałam po raz kolejny zdecydować się na eos, ale w ofercie zobaczyłam te oto masełka marki Nacomi, o fajnych kompozycjach zapachowo-smakowych więc wybrałam dwa, jedno widoczne na zdjęciu love grenade, i drugie, które dałam chłopakowi orange lemoniade.


Dzięki uprzejmości sklepu Cocolita dostałam kilka fajnych próbek, w tym tester pudru ryżowego EcoCera! Muszę przyznać, że od pewnego czasu rozmyślałam nad jego zakupem, ale dzięki temu, że miałam możliwość go wypróbować, już wiem, że raczej się nie skuszę, bo wcale nie przypadł mi do gustu tak jakbym się tego spodziewała po tylu pochlebnych opiniach. 




Okej, także to by było na tyle moich małych zakupów :) Znalazło się tu kilka na prawdę fajnych kosmetyków, które zrobiły na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie. Póki co jednak, ze względu na to, że tydzień temu zrobiłam spore rozeznanie i porządki w toaletce, na tego typu spontaniczne zakupy raczej w najbliższym czasie się nie skuszę. Dzięki segregacji zobaczyłam czego mi brakuje (w sumie wyszło na to, że niczego :D), które kosmetyki w najbliższym czasie muszę zastąpić nowymi i ewentualnie w jakich kategoriach mogę coś jeszcze ciekawego kupić, a czego natomiast mam aż za dużo i z czym muszę poczekać, aż zużyję. Na dniach stworzę na pewno wishlistę zakupową, która pomoże mi w rozsądnych zakupach. Pozdraaaaaaaaaaawiam!

16.01.2016

BOURJOIS AIR MAT 01 ROSE IVORY

Czeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeść! Zapowiada się dziś dość długa i zawiła recenzja także bez dłuższych wstępów zaczynamy :) Starałam się opisać wszystko jak najdokładniej, więc jeśli jesteście zainteresowane tym podkładem będzie mi miło jeśli ją przeczytacie :)

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o podkładzie Air Mat, który dopiero co wchodził na rynek, dość mocno się nim zainteresowałam ze względu na obiecujące zapowiedzi producenta na jego temat. Oczywiście zawsze tego typu informacje odbieram z dystansem, no ale generalnie produkty Bourjois się u mnie w głównej mierze sprawdzają więc koniecznie chciałam go wypróbować, i była to priorytetowa pozycja na mojej liście zakupowej. Minęło już sporo czasu odkąd go mam, i mimo, że nie użyłam go zbyt wiele razy to dałam mu już dostatecznie dużo szans aby dzisiaj napisać Wam konkretną opinię na jego temat ... 


Jak widzicie pod względem wizualnym sam podkład prezentuje się całkiem nieźle. Spore, ale spłaszczone opakowanie jest przede wszystkim bardzo praktyczne: poręczne i lekkie, a i nakrętka jest porządnie zakręcana więc generalnie może dobrze sprawdzić się nie tylko w podręcznej kosmetyczce, ale i w podróży. Co prawda podkład nie posiada pompki, ale ma ciekawe zakończenie i miękką tubkę, której naciśnięcie skutkuje wydostaniem się niewielkiej ilości podkładu.


Kolor jaki posiadam to 01 Rose Ivory, czyli najjaśniejszy odcień jaki dostępny jest w tej serii. 
W nazwie pojawia się róż, co w zestawieniu z tym, że jest to tak jak wspomniałam najjaśniejszy kolor, może wskazywać na tego typu tonację. Nic bardziej mylnego! Jak się okazało zdecydowanie bliżej mu do żółci, a i nawet pomarańczy. I mimo, że początkowo wydaje się, że to jasny kolor, można się na nim zawieźć, bo utlenia się dość mocno.



Air Mat ma dość specyficzną konsystencję, jest dość gęsty, tępy, i bardzo suchy. Trudno współpracuje się z tak pudrową, choć generalnie płynną formułą, dlatego też niezwykle ważny w tym przypadku jest sposób aplikacji. W mojej opinii aplikując go:

  • palcami, bądź pędzlem (użyłam Real Techniques Stippling Brush) nie da się osiągnąć satysfakcjonującego efektu, bo podkład bardzo smuży, nie wtapia się w skórę i bardzo szybko zasycha, przez co poprawki są niemal niemożliwe. 
  • zwilżoną gąbeczką daje w miarę dobry efekt, tj. wtapia się w skórę, i nie tworzy już takiej  grubej dodatkowej, suchej i odcinającej się warstwy tak jak w przypadku palców, czy pędzla. 




 Producent opisuje go następująco:

"Podkład matujący Air Mat ma dawać na skórze niewidzialne matowe wykończenie, nieskazitelną cerę oraz utrzymywać się 24 godziny. Posiada filtr SPF 10. Z podkładem Air MAT niedoskonałości są niewidoczne, a cera wygląda pięknie. Cera jest przyjemnie matowa. Air MAT pozwala skórze oddychać i wygładza ją. Nie zatyka porów.

Niewidoczny, ale zmienia wszystko! Podkład Air MAT to innowacyjny produkt Bourjois, który idealnie wygładza niedoskonałości i wyrównuje koloryt cery, a przy tym pozwala oddychać skórze. Fluid jest niewidoczny, nie czuć go na skórze, a utrzymuje się do 24 godzin. Jego formuła wzbogacona jest w matujące pudry, zawierające cynk i krzem, dzięki czemu Air MAT pozostawia matową cerę bez efektu maski. Kobiety go kochają!"

No dobrze, jego działanie tak różnorodne w zależności od aktualnego stanu cery, od typu cery, od sposobu aplikacji etc., że generalnie długo zastanawiałam się jak go opisać, aby nie było chaotycznie, ale aby wspomnieć o wszystkich wariantach jego działania. Najpierw przestawię Wam krótko jak sprawdza się u mnie, a później dodam kilka wniosków odnosząc się do obietnic producenta. 

U mnie najlepiej sprawdza się zaaplikowany gąbką, tylko wtedy dostatecznie się wchłania i nie tworzy tak grubej dodatkowej suchej warstwy, jak w przypadku aplikacji palcami, czy pędzlem. Mimo to, ma niestety tendencję do tego, aby zbierać się w większej ilości w niektórych partiach twarzy tworząc na nich brzydkie, suche placki. Nieestetycznie podkreśla też wszystkie niedoskonałości, tj. wypryski zamiast je maskować. Kryje mi tylko przebarwienia. Podoba mi się w nim to, że w miejscach gdzie się nie zbiera, i gdzie udaje mi się go zaaplikować w miarę równo tworzy fajną, gładką warstwę, i co najważniejsze daje mocno matowy efekt. W związku z tym, że tak dobrze matuje i zastyga na twarzy nie potrzebuję dodatkowego przypudrowania. Chwilę po aplikacji tworzy na mojej twarzy dosyć suchą powłoczkę, która może sama w sobie nie wyglądałaby tak źle, ale kiedy dołączą do tego te suche placki gdzie się zebrał, to jest to taka trochę nieładna maska. Mam cerę mieszaną, w kierunku do tłustej, ale najwyraźniej do tego podkładu jest ona jeszcze za sucha. Dopiero po kilkudziesięciu minutach, kiedy moja cera zaczyna produkować większą ilość sebum podkład się wyrównuje i nieco zmiękcza, i zaczyna wyglądać mniej sucho i tym samym nie wygląda wtedy tak źle. Być może gdyby kolor był jaśniejszy, mniej wyróżniałby się na twarzy i byłby bardziej znośny, ale z uwagi na to, że jest niemal pomarańczowy, to chcąc nie chcąc zwraca na siebie uwagę i robi negatywne pierwsze wrażenie, a później to już tych minusów znajduje się więcej. 


Podsumowując, JA nie czuję się komfortowo kiedy jestem nim umalowana, i bardzo trudno jest mi osiągnąć satysfakcjonujący efekt, a czekanie kilkadziesiąt minut na wykończenie, które mi się spodoba jest bez sensu. Podkład kompletnie się u mnie nie sprawdza, ale nie znaczy to jednak, że jest to zły produkt. Oczywiście nie ulega wątpliwościom, że jest problematyczny, ale powinien sprawdzić się dobrze pod następującymi warunkami:

  • Podkład Air Mat najlepiej sprawdzi się u posiadaczek cer tłustych, bądź mieszanych (ale w kierunku do mocno tłustych). Tylko pod tym warunkiem rzeczywiście będzie dobrze wtapiał się w skórę, będzie niewidoczny, ładnie wygładzi, a wykończeniem będzie zdrowy mat, bez efektu maski.
  • Jeśli nie masz tych typów cery być może sprawdzi się zaaplikowany na dobrze nawilżający krem, bądź nawilżającą bazę. Trzeba jednak dobrać dobry produkt metodą prób i błędów, bo ze względu na konsystencję może się na niektórych ważyć, czy rolować.
  • Jeśli zwykle sięgasz po kolory podkładów drugie z kolei, czyli nienajjaśniejsze, i wybierasz produkty w ciepłej, żółtej tonacji to prawdopodobnie kolor 01 Rose Ivory, bądź kolejne z całej gamy dostępnych kolorów, będą pasowały i Tobie. Tylko dobrze dobrany kolor jest kluczem do tego, aby podkład dobrze wyrównywał koloryt (czyli spełniał jedno ze swoich głównych zadań) i aby był niemal niewidoczny. Niestety Bourjois Air Mat nie sprawdzi się na pewno u bladych dziewczyn, bo najjaśniejszy kolor jest mocno żółty i ma tendencję aby się utleniać.
  • Aby osiągnąć efekt obiecywanej nieskazitelnej cery trzeba taką mieć na starcie. Niestety serio, zauważyłam, że on wygląda dobrze tylko na gładkich partiach twarzy, i na cerach o tego typu strukturze. Jeśli macie 'wystające' niedoskonałości, tj. wypryski, strupki, itp. to dodatkowo nieestetycznie je podkreśli, a nie zamaskuje. Jak na tak treściwą konsystencję nie radzi sobie nawet sińcami pod oczami (no ale generalnie od tego mamy korektowy), a jedynie z lekkimi przebarwieniami, bądź zaczerwienieniami. 
Uniwersalne jest w nim to, że rewelacyjnie matuje, dobrze zastyga na twarzy nie odbijając się ani na ubraniach, ani na telefonie, w związku z tym jest bardzo trwały na skórze, nawet do 10 godzin. 

Jeśli spełniasz powyższe 4 warunki to jest duże prawdopodobieństwo, że Air Mat przypadnie Ci do gustu i będzie się sprawdzał dobrze :) Nie jest to zły produkt, ale jest nieuniwersalny, i mnie niestety zawiódł, bo po prostu nie współgra z moją skórą, i jest też niedopasowany pod względem koloru. 

Dajcie znać czy miałyście już z nim do czynienia, i czy jesteście w gronie jego zwolenniczek czy przeciwniczek? 
Zgadzacie się z moimi czterema warunkami, które są niezbędne aby sprawdzał się dobrze, czy macie inne spostrzeżenia na jego temat? :) 

07.01.2016

IKEA HAUL

Cześć! W sumie zastanawiałam się czy dodawać ten haul, czy nie, bo nie jest on kosmetyczny, ale jako, że miałam postanowienie wprowadzić trochę więcej różnorodnych postów, no i przede wszystkim sama bardzo lubię takie przeglądać, to dzisiaj pokażę Wam małe, ikeowe zakupy z mojej pierwszej wizyty w tym sklepie. 

Niestety w moim mieście nie ma Ikei więc kiedy naoglądam się różnych hauli w internecie nie mogę swoich życzeń od razu zrealizować. Zawsze kiedy jadę do Warszawy niby mam ku temu okazję, jednak zawsze wychodzi na to, że wolę ten czas spędzić u rodziny, niż buszować po sklepie :) 

Kilka dni przed świętami, pojechaliśmy jednak z chłopakiem na lotnisko, po jego brata, i ku mojej uciesze, udało mi się ich namówić na małe zakupy w Ikea Janki! :) 

Miałam listę konkretnych rzeczy, które chciałam kupić, i tak jak wspomniałam miały być to małe i szybkie zakupy, i takie też były! Generalnie, po przejściu części sklepu i zachwytach nad większą połową rzeczy jakie mijaliśmy, zwyczajnie nie chciało mi się już szukać wszystkich rzeczy z listy więc te, które widziałam kupiłam, a z reszty po prostu zrezygnowałam, a do koszyka wpadły następujące drobiazgi:

***
Po pierwsze, kupiłam święcę. Nie wiem co mnie zamroczyło, ale wzięłam tylko jedną, bo jakoś wąchając je w sklepie, żadna nie przypadła mi do gustu aż tak, a szkoda, bo jak się okazało ta którą kupiłam, o zapachu 'słodkie truskawki' jest fenomenalna! Jak ona cudowanie pachniała ... ;o Aaaa, i nie ma jej na zdjęciu, bo już ją wypaliłam ... :) 

***
TEJN SZTUCZNA SKÓRA OWCZA to był mój priorytetowy zakup, bo wszędzie szukałam takiego futerka! To jest dobrej jakości i jest mega ciepłe, a w dodatku miało bardzo korzystną cenę, bo 49,90! Służy mi jako dywanik :)


***
Kolejnym zakupem z listy była sztuczna roślina, bądź kaktusy. Generalnie w moim pokoju nie mam kwiatków, bo nie raz, że nie przepadam, a dwa, że pewnie długo by u mnie nie pożyły. Mój chłopak, i rodzice śmieją się ze mnie, że taka sztuczna trawa to idealny dla mnie zakup :D Bardzo mi się spodobała, i ładnie zdobi mi toaletkę. Do sztucznej trawy FEJKA, dobrałam białą osłonkę z pionowymi żłobieniami KARDEMUMMA. 


***
Na mojej liście zakupowej znajdowały się również ramki na zdjęcia. Nie miałam sprecyzowanych planów co do tego, jaki ma być to wzór. Na dziale z nimi wybór był tak ogromny, co jeszcze bardziej utrudniło mi decyzję. Początkowo myślałam, żeby kupić kilka prostych ramek w różnych wielkościach, ale generalnie takie ramki można kupić w większości sklepów. Wybór padł na jedną ramkę, ale za to bardzo efektowną, bo ładnie zdobioną, w białym kolorze pasującym mi do bordowych ścian i mebli w kolorze venge z białymi frontami. Ramka jest duża, można ją zarówno postawić jak i powiesić i jest idealna na jakieś wyjątkowe zdjęcie :)

***
Kupiłam też popularną podkładkę w czarno-białe paski. Postawiłam ją na toaletce i fajnie się w tym miejscu komponuje :) Będzie też idealnym tłem do zdjęć :)


***
Skoro już o toaletce mowa, zdecydowałam się też na wkład do szuflady, który niby pierwotnie jest przeznaczony na sztućce, ale ma idealną kompozycję przegródek na kosmetyki! Nie mam ikeowej toaletki, a białe biurko z jysk'a z dwoma szufladami, które służy mi w tym celu, dlatego też niestety wkład jest za szeroki, i o kilka cm mi się do szuflady nie mieści... Najważniejsze jednak, że ma idealną wysokość, więc mam nadzieję, że uda się je z jednej strony przyciąć :) Nawet na stronie w opisie produktu jest tego typu wskazówka więc jestem dobrej myśli :)


***
Z rzeczy kuchennych, jako że moje zakupy odbyły się przed świętami, zdecydowałam się też na zestaw 5 metalowych foremek do ciastek, bądź pierniczków:


***
A na sam koniec przedstawię Wam totalnie nieuzasadniony zakup pluszowej myszy :D Kupiliśmy takie aż 3 :D Chyba tylko dlatego, że są urocze, no same zobaczcie:


Okej, i to by było na tyle. Jak widzicie nie kupiłam za wiele rzeczy, ale generalnie z każdej z nich jestem zadowolona i fajnie mi służą. Skupiłam się głównie na dodatkach i oczywiście z perspektywy czasu kupiłabym ich trochę więcej, ale może niedługo znów powtórzę zakupy ... :) Oby!

A Wy lubicie kupować w Ikei?
Macie ten sklep w swoim mieście?
:)

04.01.2016

SYLVECO OCZYSZCZAJĄCY PEELING DO TWARZY Z KORUNDEM I SKRZYPEM POLNYM


Hej, hej! Dzisiaj bez zbędnych wstępów, bo post zapowiada się na baaaardzo długi! Mam jednak nadzieję, że Was zainteresuje ;)

Niezwykle ważne w pielęgnacji cer mieszanych i tłustych jest regularne złuszczanie martwego naskórka. Najlepiej sprawdzi się w tym przypadku peeling mechaniczny, w którym funkcję ścierającą pełnią drobinki, a w kosmetyku, który dziś Wam przedstawię te drobinki  to kryształki korundu! Zapraszam zatem do dalszej części posta, w której dowiecie się o dobroczynnych właściwościach tego minerału, oraz o doskonałym peelingu z nim w składzie!

Korund  jest naturalnym minerałem otrzymywanym z kryształu korindonu (drugiego co do twardości po diamencie). Peeling nim wykonany pobudza mikrokrążenie, dotlenia skórę, bardzo dobrze ją oczyszczając i wzmagając jej regenerację. Jeśli stosujemy go systematycznie (tj. minimum dwa razy w miesiącu) pobudza tworzenie kolagenu oraz prowadzi do  naturalnej odbudowy tkanki. Skóra staję się zmatowiona, wygładzona,  rozświetlona i elastyczna, a pory są mniej widoczne. 

Warto wspomnieć, że peeling korundem jest ostrzejszy od standardowego peelingu gruboziarnistego, aczkolwiek słabszy od profesjonalnych peelingów dermatologicznych, dzięki czemu jest to świetny minerał to wykonywania domowych mikropeelingów, czy mikrodermabrazji.



Początkowo myślałam o zakupieniu czystego korundu, natomiast postanowiłam najpierw skusić się na kosmetyk, który zawiera go w składzie, a jako, że chciałam również poznać markę Sylveco zdecydowałam się na oczyszczający peeling do twarzy z korundem, właśnie tej marki. 


Opisywany przez producenta następująco: 



Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum.

Natomiast skład prezentuje się tak:

Aqua, Alumina, Glycine Soya Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glycerin, Caprylic/Capric Trigliceryde, Glyceryl Stearate, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Vitis Vinifera Seed Oil, Equisetum Arvense Extract, Cera Alba, Cetyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil. 

Czyli co ważne, zawiera m.in.: olej sojowy, który odbudowuje naturalną barierę ochronną skóry, przywraca jej poziom właściwego nawilżenia wygładza i uelastycznia, zalecany jest do każdego rodzaju skóry, dzięki zawartości witaminy E posiada właściwości silnie antyutleniające, łagodzi stany zapalne skóry (AZS, łuszczyca, egzemy), przyspiesza gojenie podrażnień i reguluje nadmierne wydzielanie łoju oraz zmniejsza rozszerzone pory; olej z pestek winogron, ma właściwości kojące i łagodzące, przyspiesza regenerację naskórka i rozświetla cerę, jako delikatny emolient wygładza, lekko natłuszcza i nawilża skórę, ale także przeciwdziała powstawaniu zaskórników, ma działanie tonizujące i przeciwzapalne, poprawia napięcie i jędrność skóry; ekstrakt ze skrzypu polnego, który ma działanie remineralizujące i dostarcza skórze wielu cennych składników odżywczych, uelastycznia ją i normalizuje; wosk pszczeli natomiast uelastycznia, wygładza i zmiękcza skórę, doskonale natłuszcza, stanowi barierę ochronną i zapobiega wysuszaniu skóry. Ma też działanie bakteriobójcze, i w tej kwestii szkoda, że olej z liści drzewa herbacianego znajduje się na ostatniej pozycji, bo ma właściwości bakteriobójcze, grzybobójcze i wirusobójcze.


No dobrze, to teraz czas na moje spostrzeżenia dotyczące tego produktu :)

Wizualnie najpierw mamy do czynienia z kartonikiem, na którym znajduje się kilka istotnych informacji dotyczących sposoby stosowania produktu, oraz składu, a także ciekawostka dotycząca skrzypu polnego, który znajduje się w składzie. Po otwarciu pudełka, najpierw ukazuje się kolejny rysunek skrzypu, a pod nim już konkretny produkt - niewielki słoiczek ze srebrną nakrętką i zielonymi akcentami. Generalnie, opakowanie bardzo przypomina mi szatę graficzną marki Organique (*aczkolwiek pod względem właściwości nie mam porównania). Duży plus za to, że słoiczek jest plastikowy, więc zmniejsza to ryzyko np. rozbicia go, czy innych psikusów.



Konsystencja peelingu jest gęsta i kremowa, i kiedy pierwszy raz miałam z nim styczność, tj. odkręciłam nakrętkę, odebrałam go raczej jako krem, a jeśli już peeling to kremowy enzymatyczny, no ale ... nic bardziej mylnego! Już przy pierwszym potarciu skóry uwydatniły się baardzo małe, niepozorne kryształki które na prawdę mają moc! Są bardzo ostre, a na ich korzyść działa też ich baardzo duża ilość. O, tutaj na poniższym zdjęciu możecie zauważyć kremową konsystencję produktu, a na ściankach małe kropki, czyli nasze drobinki korundu. 




Mam jednak wrażenie, że mimo tak ostrych drobinek, peeling jest dość delikatny (i nie polecałabym go jedynie posiadaczkom skóry mocno wrażliwej). Oczywiście po aplikacji pojawia się na mojej cerze lekkie zaczerwienienie, ale czuję ukojenie i uspokojenie skóry. No i skoro przechodzimy już do aplikacji, to na prawdę przebiega ona bezproblemowo, kremowa konsystencja bardzo fajnie rozsmarowuje się po buzi, no i wykonując ruchy pocierające korund działa!

Tak jak sugeruje producent cała czynność trwa około 2 minuty. Czasem oczywiście trzymam go dłużej, aczkolwiek kiedy tarcie jest zbyt wyczuwalne wtedy zmniejszam już siłę nacisku palców. Peeling zmywam wodą, i o ile warstwa kremowa znika szybko, tak dokładne pozbycie się wszystkich mikroskopijnych drobinek z całej powierzchni twarzy nie jest takie proste i wymaga dłużej chwili. 


Po długim wstępie w końcu jesteśmy na etapie opisywania działania produktu! Jestem w ogromnym szoku, że produkt naturalny aż tak przypadnie mi do gustu tym, że będę widziała jego działanie. Przygotujcie się na ochy i achy na jego temat, i przechodzę do rzeczy. 
Skóra po zastosowaniu tego peelingu jest w moim odczuciu bardzo dokładnie oczyszczona i miękka. Mimo lekkiego zaczerwienienia, cera jest uspokojona i nie ma mowy o jakimkolwiek ściągnięciu, czy mocnym podrażnieniu. Peeling widocznie zmniejsza wydzielanie sebum i buzia wygląda zdrowo i świeżo, przy jednoczesnym lekkim zmatowieniu. Zauważyłam też, że bardzo fajnie zwęża pory! No i co ważne, pozornie mocne zdzieranie, okazuje się dostatecznie delikatne i nie powoduje mocnego złuszczania skóry. 

Peeling przypadł mi do gustu na tyle, że jak nie używam go kilka dni, to czuje, że moja cera jest w tragicznej kondycji, natomiast po zastosowaniu czuję na prawdę fajne odświeżenie! 

Regularność w stosowaniu poprawia stan cery, i redukuje ilość wyprysków się na niej pojawiających. Serio, miałam kilka tygodni wstecz spory problem z cerą, pojawiło się dużo wyprysków, a następnie niewielkich przebarwień. Spowodowane to było na pewno zabiegami jakie z koleżankami wykonywałyśmy na pracowni kosmetycznej. Aktualnie miałam miesięczną przerwę od tych zajęć, i o ile przy użyciu standardowej pielęgnacji przez dwa tygodnie nie zauważałam poprawy, tak po kilku użyciach peelingu na prawdę mi się poprawiło. 

Jedyna wada jaką ma oczyszczający peeling marki Sylveco to niezbyt przyjemny zapach. Jest to raczej normalne przy produktach naturalnych, i skrzyp też nie pachnie zachwycająco, jednak kiedy przeczytałam na opakowaniu, że ma zapach olejku z drzewa herbacianego, liczyłam na coś bardziej znośnego. Dla mnie dominuje tu zapach skrzypu z domieszką czegoś nieprzyjemnego. Dobrze, że generalnie po pewnym czasie użytkowania można się do niego przyzwyczaić. 

Dostępny jest w drogeriach internetowych, np. Cocolita KLIK, bądź aptekach mających w swoim asortymencie markę Sylveco. Na jego korzyść działa także stosunkowo niska cena - ok. 20 zł.


Podsumowując, jest to na prawdę świetny peeling godny uwagi i zainteresowania, szczególnie posiadaczek cer mieszanych i tłustych. Świetnie oczyszcza i zostawia cerę lekko zmatowioną, wygładzoną i rozjaśnioną ze zdecydowanie mniej widocznymi porami. Stanowi idealną bazę do dalszych kroków w pielęgnacji, takich jak zastosowanie kremu, serum, bądź po prostu ... toniku :) A i tonik marki Sylveco stanowi z nim zgrany duet, ale o nim opowiem Wam już w innym poście :)

Jakie peelingi lubicie najbardziej? Znacie Sylveco i macie jakieś sprawdzone, ciekawe kosmetyki  tej marki? :)

01.01.2016

NEW YEARS TAG | ŻYCZENIA NOWOROCZNE

www.pinterest.com

Cześć! Długo zastanawiałam się jakim postem rozpocząć blogowanie w Nowym Roku, i pewnie post jeszcze dziś by się nie pojawił, gdyby nie to, że sprawdzając nowości w subskrypcjach na YouTube, natchnęłam się na film oglądanej przeze mnie, od niedawna co prawda, AlissVlogChannel, jakim jest New Years TAG

Pierwsze dni stycznia to idealny czas na odpoczynek i poczytanie luźniejszych treści, a że na moim blogu tagów pojawia się mało, nadrabiam:


1) Co zrobiłaś w 2015 roku, czego nie zrobiłaś nigdy wcześniej?

2015 to zdecydowanie nie był rok szalony, ani zaskakujący. Nie wydarzyło się w nim nic mocno wyjątkowego i jedyne co przychodzi mi do głowy, to fakty, że zdałam prawo jazdy i skończyłam studia licencjackie. Ale o tym w dalszej części posta.

2) Czy dotrzymałaś zeszłorocznych postanowień noworocznych i czy robisz postanowienia na ten rok? 

Nigdy nie miałam konkretniejszych postanowień noworocznych. Znaczy, pewnie rok temu o tej porze  myślałam o czymś co mogłabym zrobić aby było lepiej, ale nie były to na tyle znaczące postanowienia abym o nich pamiętała. W tym roku mam zamiar wyznaczyć sobie postanowienia. 


3) Co chciałabyś mieć w 2016 roku, czego zabrakło w 2015?

Więcej motywacji i chęci do działania. Bez odkładania czegoś na później. Chciałabym też bardziej cieszyć się z tego co mam, bez doszukiwania się problemów tam gdzie ich nie ma. Paulina znów chce nie być marudą!

4) Jakie jest Twoje największe osiągnięcie minionego roku?

Największym osiągnięciem minionego roku jest zdanie przeze mnie prawa jazdy! 
Tak, wiem nie jest to generalnie duży wyczyn, ale jak dla mnie jak najbardziej wyczekiwany! Mniej więcej każdy trzy miesiące przed osiemnastką wybiera się na kurs, i ja zgodnie z tym 3 miesiące przed 3 grudnia 2011r. zdecydowałam się to zrobić. Był to błąd i mimo, że kurs szedł mi dobrze to odniosłam cztery porażki, które skutkowały tym, że zniechęciłam się totalnie. Widocznie nie był to mój czas, i zrezygnowałam. W końcu po trzech latach przerwy, właśnie w 2015r. postanowiłam wrócić do tego tematu i tym sposobem od kwietnia tego roku jestem kierowcą. W końcu!

Udało mi się też ukończyć studia i obronić pracę licencjacką na kierunku filologia polska, ze specjalnością medialno-reklamową.

Zdecydowałam się też rozpocząć kolejne studia licencjackie w kierunku jaki milion razy bardziej mnie interesuje, tj. studia kosmetologiczne. 

I cieszę się bardzo, z kolejnego (4) roku z moim Ł. :)

5) Jaka jest najlepsza rzecz, którą kupiłaś w poprzednim roku?

Czytam pytanie i dziesięć minut później nadal nie znam na nie odpowiedzi. Wiecie co, tak sobie myślę i chyba nie było w tym roku, aż tak spektakularnego zakupu, jaki warto byłoby wyróżnić. 

Gdybym kupiła nową lustrzankę, obiektyw do starej, lampę, albo chociaż statyw to na pewno coś takiego by się znalazło. Ubrania i kosmetyki nie są aż takiej rangi aby o nich wspominać. 

6) Jakie są Twoje postanowienia na rok 2016?

Co do kwestii osobistych, nie chciałabym tutaj się rozpisywać. Ogólnie rzecz biorąc chcę mocno pielęgnować to co mam i cieszyć się z tego, tak jak wspomniałam nie zwracając uwagi na niepowodzenia i dążąc do ich eliminacji. 

Chciałabym postawić na rozwój osobisty, i w końcu poświęcić dużo czasu i praktyki na naukę makijażu! 

Z kwestii blogowych, na pewno moim postanowieniem będzie rozbudowanie bloga: tj. poprawienie wyglądu graficznego, bardziej różnorodny rodzaj i tematyka postów, a z racji kierunku studiów bardziej merytoryczne treści. Zakładam sobie także większą organizację, regularność i systematyczność. A za główny cel chciałabym postawić sobie założenie kanału na YouTube! Który pewnie już bym miała, gdyby nie to, że moja lustrzanka nie ma funkcji nagrywania.


7) Jaką wartościową lekcję dał Ci rok 2015?

Poniekąd odpowiedz na to pytanie znajduje się w kilku powyższych podpunktach. Trzeba działać, bo nie robiąc nic czas ucieka Nam przez palce! 

Rok 2015r. był dla mnie rokiem hm ... dobrym, ale nie do końca takim jakim go sobie wyobrażałam. Nie uważam, że nowy rok może nieść za sobą spektakularne zmiany, bo wszystko zależy od Nas samych, ale może jednak jest coś w tym na rzeczy .. :)

Zarówno Wam, jak i sobie, chciałabym życzyć wspaniałego roku 2016,
pełnego niespodzianek, zdrowia, szczęścia i miłości! 
Żeby spełniły się nasze marzenia, a plany miały szansę się zrealizować! 
Żebyśmy zwracały uwagę na na prawdę ważne rzeczy, 
i robiły wszystko, aby być z siebie w pełni zadowolonymi!

A jak Wy zapatrujecie się na Nowy Rok? Jakie są Wasze noworoczne postanowienia?!
Może macie ochotę zrobić ten TAG u siebie?
:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka