24.04.2016

RIMMEL STAY MATTE 003 PEACH GLOW


Gdybym miała wskazać jeden jedyny kosmetyk, który lubię najbardziej nie miałabym wielkiego problemu z wyborem, bo byłby to na milion procent on - Stay Matte, puder prasowany marki Rimmel! Patrząc przez pryzmat mojego wyboru można pomyśleć, że mam w takim razie niewielkie wymagania, ale ja bardzo się cieszę, że przynajmniej w tej kategorii mam pewniaka, który spełnia je w 100%, a przy okazji jest tani (ok. 24 zł), i łatwo dostępny.



Już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że mamy do czynienia z produktem z niższej półki na co wskazuje jego kompletnie niedopracowane opakowanie. Może i nie jest jakoś szczególnie brzydkie, ale na pewno nie jest luksusowe, czy eleganckie, no takie normalne. Większe zastrzeżenia można mieć co do tego, że jest słabej jakości - np. w torebce opakowanie w każdej chwili może się otworzyć, co może poskutkować połamaniem pokrywki i połamaniem pudru. Z kwestii praktycznych minusem jest też to, że nie ma lusterka.


Wszystkie minusy związane z opakowaniem wynagradza mi jednak jakość samego pudru!
Po pierwsze idealnie matuje, a to właśnie na tym głównie zależy mi, kiedy sięgam po puder! Lubię też to, że bardzo ładnie dopasowuje się do podkładu i skóry, a co za tym idzie ładnie wygładza i zmiękcza jej strukturę. Wybrałam kolor 003 Peach Glow, jeden z jaśniejszych kolorów o lekko żółtawym, ciepłym tonie, który na twarzy daje bardzo ładny, zdrowy koloryt skóry. Co ważne, dobrze wyrównuje kolor wcześniej zaaplikowanego podkładu, a w przypadku lekko za ciemnych, delikatnie je rozjaśnia. Jeśli chodzi o krycie Stay Matte oceniam je na prawdę dobrze, i świetnie, że w zależności od sposobu aplikacji można je budować, od lekkiego przy użyciu puchatego pędzla, po konkretniejsze za pomocą puszka. Ja korzystam z pośredniej wersji, i uzyskuję średnie krycie używając do jego aplikacji pędzla typu flat top, a ściślej Hakuro H50S. Efekt chwilę po aplikacji pudru to ładnie zmatowiona cera, i utrzymuje się stosunkowo długo, natomiast w ciągu dnia mat stopniowo przechodzi w bardziej satynowe wykończenie. Mimo cery mieszanej nie mam problemów z nadmiarem sebum, dlatego też jestem zadowolona z efektu jaki daje ten podkład na mojej skórze przez cały dzień, bez poprawek! Oczywiście powyższy tekst zawiera moje spostrzeżenia na jego temat kiedy stosuję go na podkład, czyli standardowo jak to puder. Wspominam o tym, bo w okresach, kiedy moja skóra jest w dobrym stanie (co zdarza się ostatnio bardzo rzadko), a ja nie potrzebuję pełnego makijażu, używam go solo, tj. ewentualne mniejsze zmiany przykrywam korektorem, a całą buzię matuję pudrem, i wtedy też sprawdza się fajnie, ale trwałość nie jest już tak dobra jak w połączeniu z pudrem.

Zdaję sobie sprawę, że tak mocno zachwalany przeze mnie puder, u wielu z Was może się nie sprawdzać, bo opinii, zarówno tych dobrych, jak i złych jest w sieci mnóstwo. Używam go od hmmm... 5 lat, i niezmiennie jestem z każdego opakowania, które kupuję, zadowolona. Ja mam cerę mieszaną, w kierunku do tłustej, i nie mam problemu z nadprodukcją sebum w ciągu dnia, więc makijaż twarzy, tj. podkład i puder zwykle trzymają się u mnie dobrze przez większość część dnia, a pod koniec dnia efekt stopniowo staje się bardziej satynowy, niż matowy, ale moja skóra się nie błyszczy. Jeśli nie macie bardzo dużych wymagań co do pudru, i bardziej mieszaną, niż tłustą cerę to bardzo Wam go polecam! :) 

16.04.2016

AA HELP KREM NAWILŻAJĄCY - idealny jako baza pod podkład!

Hej! Bardzo długo szukałam lekkiego kremu nawilżającego, który będzie stanowił fajną bazę pod podkład przyjemnie nawilżając skórę i wygładzając jej strukturę, i przez długi czas większość kremów nawilżających, które próbowałam wykorzystywać w tej roli, niekoniecznie się sprawdzało. Mam też problem z tym, że większość z nich zapycha moją skórę wywołując efekty odwrotne do zamierzonych, no i im więcej produktów pielęgnacyjnych używam, tym mam wrażenie, że jest z nią gorzej więc dotychczas używanie bazy/kremu bazowego bardzo często pomijałam. Całkiem przypadkowo odkryłam w kosmetyczce mojej mamy niepozorny krem, który jak się okazało przy pierwszym użyciu okazał się zbawienny dla mojej mocno podrażnionej wówczas skóry, i ukoił pieczenie kilku suchych plam, które się na niej pojawiły. Zupełnie niespodziewanie okazało się też, że podkład który na niego zaaplikowałam wyglądał znacznie lepiej niż zwykle! Hm, postanowiłam przyjrzeć mu się bliżej, i zasłużył na to, aby mieć dziś swoje pięć minut na blogu, mowa o: kremie nawilżającym marki AA z serii HELP, przeznaczonej dla skóry atopowej. 


Producent zapewnia, iż jest to krem o lekkiej konsystencji stworzono specjalnie z myślą o pielęgnacji skóry nadwrażliwej, skłonnej do podrażnień, podatnej na przesuszanie i źle tolerującej typowe kosmetyki. Doskonale nawilża i regeneruje skórę oraz działa łagodząco. 
Formuła kremu została pozbawiona wszelkich substancji drażniących - nie zawiera alergenów, barwników, kompozycji zapachowej ani konserwantów, w tym także parabenów - aby maksymalnie ograniczyć ryzyko wystąpienia reakcji uczuleniowej. Cucurbityna, hamując syntezę histaminy, skutecznie łagodzi objawy zapalenia.  Olej z ogórecznika lekarskiego zawierający 23% kwasu γ-linolenowego redukuje przeznaskórkową utratę wody i zapobiega podrażnieniom skóry wywołanym jej nadmiernym przesuszeniem. Gliceryna zwiększa zdolność wiązania wody w skórze, poprawiając jej gładkość i elastyczność. Skwalan z oliwek i witamina E odbudowują i wzmacniają naturalną barierę skóry, chroniąc ją przed działaniem szkodliwych czynników środowiska. [http://kosmetykiaa.pl/produkty/oferta/cosmetics/twarz/aa_help_cera_atopowa.htm] 



Krem rzeczywiście ma lekką konsystencję, łatwo i przyjemnie rozprowadza się na skórze, i bardzo szybko wchłania. Ogromny plus za to, że nie pozostawia skóry nieprzyjemnie klejącej, czy tłustej. Skóra po jego wchłonięciu jest wygładzona - kiedy aplikuję na niego podkład mam wrażenie jakbym rozsmarowywała go na jakiejś niewidzialnej, idealnej i plastycznej masce (ach, ta parafina w składzie ...) - ale oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Po aplikacji kremu czuję przyjemne, lekkie nawilżenie skóry, i dzięki temu suche miejsca na twarzy, czy suche skórki nie są widoczne kiedy zaaplikujemy podkład. Doraźne nawilżanie jest jego dobrą stroną, aczkolwiek trudno mi stwierdzić, czy na dłuższą metę rzeczywiście sprawdzi się na skórach wymagających mocnego  nawilżania. Te dwie powyższe cechy skutkują tym, że uważam go za doskonały krem bazowy pod podkład, czego bardzo potrzebowałam np. przy podkładzie Estee Lauder Double Wear, którego aktualnie używam, i który jest wymagający przy aplikacji, obciążający i wysuszający skórę. Ponadto, tak jak wspominałam we wstępie krem pomógł mi pozbyć się niewielkich, suchych i piekących podrażnień na twarzy. Łagodzi też szczypiącą skórę, kiedy przesadzę z ilością Effaclaru, który ostatnio zaczęłam używać na noc. 

Krem nie zawiera alergenów, parabenów i barwników, ale ... zawiera parafinę, która jak wiemy może skutkować zapychaniem, i pogorszeniem stanu cery. Tak jak wspomniałam, kremy nawilżające bardzo często pogarszają stan mojej cery, a w przypadku tego kremu tego nie zauważyłam. Może dlatego, że moja skóra i tak była już w złej kondycji? W każdym bądź razie stosuję go głównie na czoło i policzki, oraz gdzieniegdzie w suchych okolicach, i po miesiącu nie zauważyłam negatywnych zmian. 

Krem jest ogólnodostępny w drogeriach, np. Rossmannie i cena 50 ml tubki to ok. 15 zł.


Jestem ciekawa jaki jest Wasz ulubiony krem na dzień stanowiący fajną bazę pod podkład? :)

09.04.2016

TUSZ DO RZĘS L'OREAL FALSE LASH WINGS


Hej! Nawet mój najbardziej minimalistyczny makijaż nie obejdzie się bez tuszu do rzęs, który ma za zadanie podkreślić moje spojrzenie, a konkretniej uwydatnić moje małe oczy ledwo widoczne zza okularów! Nie mam dużych wymagań, zależy mi głównie na tym aby moje rzęsy ładnie rozdzielone i wydłużone, oraz aby optycznie było ich więcej! Dotychczas najlepiej sprawdzał się u mnie tusz marki L'Oreal z serii Volume Milion Lashes So Couture, jednak w przypadku tego typu kosmetyków rzadko kupuję ponownie ten sam produkt, i tak też było tym razem. False Lash Wings, o którym dzisiaj mowa, to tusz którego aktualnie używam, i z którym też bardzo się polubiłam! O jego oczywistych zaletach, i mniejszych wadach w dalszej części tekstu - zapraszam! 


Mascara kusi nie tylko swoją nazwą bujnie oddziałującą na naszą konsumencką wyobraźnie, ale także nowoczesnym - przyciągającym wzrok srebrnym opakowaniem o ciekawym asymetrycznym kształcie i minimalistycznej szacie graficznej, także zachowanej w srebrno-czarnej kolorystyce.

Kolejną z charakterystycznych cech owego tuszu jest jego oryginalna, asymetryczna szczoteczka. Jej nieregularny kształt pozwana na ładne rozdzielenie rzęs i jej dodatkowa elastyczność umożliwia dokładne pokrycie tuszem każdego włoska. Początkowo myślałam, że ze względu na swoją wielkość będzie sprawiała problemy w aplikacji, jednak dzięki wygięciu zbliżonym do kształtu rzęs idealnie się dopasowuje!

Fajna jest też nie za mokra konsystencja tuszu, która w połączeniu ze szczoteczką nie skleja za mocno rzęs nawet przy kilku pierwszych użyciach. Kolor noir / black jest mocno czarny i wyrazisty. 


Efekt jaki daje ten tusz określiłabym jako wyrazisty i konkretny, ale przy tym dość naturalny - bardzo podoba mi się to połączenie! Jak zobaczycie na poniższym zdjęciu rzęsy są bardzo ładnie wydłużone! Tusz, mniemam, że dzięki tej ergonomicznej szczoteczce, bardzo równomiernie oblepia każdą rzęsę, w wyniku czego są one lekko pogrubione, optycznie jest ich więcej i sprawiają wrażenie bardzo lekkich - no jak skrzydełka motyla! Rzęsy są ładnie uniesione i podkręcone bez użycia zalotki! Może nie widać tego na zdjęciach, ale tusz rewelacyjnie spisuje się na dolnych rzęsach mocno je wydłużając i ładnie rozczesując. 

Po lewej zdjęcie saute, pierwszy rząd po prawej to rzęsy umalowane na szybko dwoma ruchami szczoteczki, a zdjęcia z dolnego rzędu pochodzą z innego dnia, kiedy to dokładnie pomalowałam dwie pełne warstwy. 


Tusz mocno zasycha na rzęsach dzięki czemu się nie rozmazuje, ale i nie osypuje w ciągu dnia. 
Jedynym jego minusem jest to, że zauważyłam, że pod koniec dnia trochę podrażnia oczy, tj. odczuwam lekki dyskomfort, zaczyna szczypać i po prostu muszę go zmyć. 

Podsumowując tusz bardzo mocno przypadł mi do gustu! Jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki uzyskuję za jego pomocą. Podoba mi się w szczególności ta lekkość, i wyraźne wydłużenie rzęs. Jest on niewątpliwie zauważalny i efektowny, choć uważam że zdecydowanie bardziej dzienny, niż wieczorowy. 

Jak podoba Wam się efekt na rzęsach? 

**************************************************************************
PS. Przypominam o możliwości wzięcia udziału w moim rozdaniu, do czego Was serdecznie zachęcam :) ROZDANIE CATRICE LIQUID CAMOUFLAGE KOBO FACE SCULPING PALETTE KOBO LIQUID MATTE LIPSTICK




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka