Nie myślałam, że kiedykolwiek napiszę, że najlepszym kosmetykiem jaki ostatnio kupiłam jest ... cień do oczu! Tak! Kiedy tylko zobaczyłam go w blogosferze (z lekkim opóźnieniem jak to ja) musiałam go kupić.
Cieni do oczu nie używam ale co tam pomyślałam, najwyżej zacznę. Ten produkt to strzał w dziesiątkę. Przygotujcie się na liczne ochy i achy, i zapraszam na dalszą część recenzji!
Konsystencja jest żelowo-kremowa. Dość zbita, ale nie sprawia problemów przy nabieraniu. Fajnie współpracuje z pędzelkami, a jeszcze łatwiej z palcem. Pod wpływem ciepła staje się jeszcze bardziej kremowa. Dość łatwo rozciera się go, oraz stopniuje efekt.
Pod względem koloru jest idealny, taki jak go sobie wyobrażałam. Piękny brąz, który tak właściwie jest szarością. Jest to z pewnością zimny kolor i całkowicie matowy. Cudownie!
Delikatnie nałożony palcem na powiekę stanowi super bazę pod inne cienie, nieco mocniejszy efekt to już rewelacyjny cień. Pędzlem również świetnie się go nakłada. Dodatkowo wyczytałam w internecie o możliwości stosowania do brwi; generalnie oprócz regulowania swoje brwi staram się zostawiać w spokoju żeby nie zrobić sobie krzywdy ale wypróbowałam i muszę powiedzieć, że daje bardzo naturalny efekt czyli ... sprawdza się!
Nie zauważyłam, żeby w ciągu dnia blakł czy się ścierał (oczywiście jak nałożymy go minimalną ilość, że już pierwotnie prawie go nie widać to może zniknąć). Wszystko jest na swoim miejscu czyli można się bez wahania zgodzić, że to cień 'tattoo' :)
Jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na ten zakup. Z pewnością dokupię jeszcze jakiś kolor. Już jutro wybiorę się do Rossmanna (tak, tak promocja -49% działa) żeby kupić ten cień w kolorze czarnym i używać jako eyeliner, bo sądzę, że sprawdzi się rewelacyjnie.
Dajcie znać czy macie cienie Maybelline Color Tattoo w swojej kosmetyczce i czy darzycie je swoją sympatią czy też nie do końca przypadły Wam do gustu? Chętnie dowiem się też jakie kolory uważacie za godne uwagi? :)
Pozdrawiam ciepło i przede wszystkim życzę udanej majówki! :))