30.01.2016

WISHLISTA KOSMETYCZNA, CZYLI ZIMOWA LISTA ZAKUPOWA { ESTEE LAUDER, CATRICE, HAKURO, KOBO, MUR, NYX }


Hej, hej! Ostatnio zrobiłam spore porządki w kosmetykach kolorowych, i doszłam do wniosku, że czas zacząć robić bardziej świadome zakupy, żeby nie kupować kolejnego kosmetyku, którego mam kilka egzemplarzy, a jeśli już to nieprzypadkowe, a te na prawdę godne wypróbowania. Oczywiście od czasu kiedy zainteresowałam się bardziej tą tematyką i odkąd oglądam blogi/vlogi, czy sprawnie poruszam się po wizażowym kwc, to kupuję mniej nietrafionych kosmetyków, ale powszechnie wiadomo, że to co sprawdziło się u kogoś, niekoniecznie sprawdzi się też u nas i w związku z tym nad niektórymi kosmetykami trzeba się mocniej zastanowić. 

Bardzo lubię przeglądać wishlisty, bo choć nie wnoszą jakiś konkretnych informacji, a opierają się wyłącznie na przypuszczeniach autorki, to można się nieźle zainspirować, co do tego, co samemu chciałoby się kupić. No i oczywiście nawiązując do pierwszego akapitu, są też dla nas samych spoko wskazówką! Dzisiaj przedstawiam Wam zatem co ciekawego planuję kupić w najbliższym czasie!


Na pewno zdecyduję się na:

1. PODKŁAD ESTEE LAUDER DOUBLE WEAR LIGHT 0.5
Jako, że niestety większość drogeryjnych podkładów mnie zawodzi, i bardzo trudno jest mi trafić na coś na prawdę mi odpowiadającego, postanowiłam wypróbować 'coś z droższej półki'. Po obejrzeniu wielu recenzji wybór padł na podkład marki Estee Lauder Double Wear Light. Zastanawiałam się oczywiście nad pierwotną wersją Double Wear, jednak póki co wypróbuję Light, ze względu na to, że nie potrzebuję aż tak mocnego krycia. Mam nadzieje, że się sprawdzi! 

*Jeżeli miałyście do czynienia z tym podkładem mogłybyście przybliżyć mi do jakiego innego podkładu porównywalny jest jego kolor 0,5? :) Bo trochę się tej kwestii obawiam!

2. KOREKTOR CATRICE LIQUID CAMOUFLAGE
... na pewno już dawno byłby mój, gdyby nie to, że jest niemal nieosiągalny w stacjonarnych Naturach i Hebe w moim mieście, a jakby tego było mało, jest także nieosiągalny w sieci - niby niemal każda drogeria ma go w swoim asortymencie, ale jest aktualnie wszędzie wykupiony. Nie muszę chyba nikomu przybliżać czemu chcę go kupić ... ;)

3. PĘDZEL DO PUDRU HAKURO H55
Aktualnie aplikuję puder pędzlem Hakuro H50s, pierwotnie przeznaczonym do aplikacji podkładu. Idealnie sprawdza się w tej roli i aplikuje dostateczną ilość pudru, aby idealnie zmatowić twarz i dodać krycia, nie mniej jednak chciałabym sprawdzić jak w tej roli spisze się puchaty pędzel, i jestem pewna, że będę tym efektem równie oczarowana. A to, że wybieram właśnie model od Hakuro jest oczywiste, bo jakoś to właśnie ta marka sprawdza się u mnie najlepiej.

4. PALETKA DO KONTUROWANIA KOBO FACE CONTOUR MIX 
Konturowanie to hit kilkunastu ostatnich miesięcy, i nic dziwnego, bo potrafi zdziałać cuda. Nie miałam jeszcze do czynienia z płynnymi kosmetykami do tego celu, bo nie oszukujmy się, nie ma w nas w PL zbyt dużego wyboru, przynajmniej stacjonarnie. Kółko z Kobo prezentuje się na prawdę rewelacyjnie i słyszałam, że tak też się sprawdza, dlatego też musi być moje! Tylko żeby w końcu było dostępne w Naturze w moim mieście ...

A te pozycje mogą jeszcze ulec modyfikacji na inne produkty z wybranych kategorii:

5. KREDKA DO BRWI CATRICE EYE BROW STYLIST
Czas wypróbować w końcu kultowy produkt do malowania brwi. Początkowo byłam pewna, że zdecyduję się najpierw na Brow Definer tej marki, ale przeglądając kolory niestety okazuje się, że chyba nie znajdę nic dla siebie - są albo za jasne, albo zbyt brązowe. Nie przyglądałam się jeszcze kolorom kredek, ale mam nadzieję, że znajdę coś w ciemno brązowym kolorze w szarej tonacji. 

6. PODKŁAD REVOLUTION THE ONE FOUNDATION
Ile razy już narzekałam, że mam za ciemny podkład?! Z tego powodu z wielu podkładów o fajnych właściwościach musiałam na czas zimy, albo i w ogóle zrezygnować. Mam w końcu zamiar kupić biały podkład Make Up Revolution, co w sumie powinnam zrobić już dawno, który ma mi pomóc w ich rozjaśnianiu. 

7. GĄBKA DO PODKŁADU BEAUTY BLENDER 
Jest to najmniej pewna pozycja na mojej liście zakupowej. Oczywiście baaaaaaardzo chciałabym  w końcu wypróbować tę kultową gąbkę, bo jeśli jej zamienniki takie jak np. Miralce Sponge Real Techniques. czy gąbka Deni Carte tak ładnie aplikują podkład, to domyślam się, że oryginalny Beauty Blender musi działać na twarzy cuda. Nie wiem jednak czy jest sens wydać 69 zł na TYLKO gąbkę do podkładu, biorąc pod uwagę, że z powodzeniem można używać zamienników, no i jest to zakup tymczasowy, który po jakimś czasie (u mnie gąbki kończą bardzo szybko) trzeba będzie po prostu wymienić na nowy. 

8. ROZŚWIETLACZ MAKEUREVOLUTION GODDES OF LOVE
Ostatnio mocno polubiłam się z rozświetlaczami! Staram się wypróbować jak najwięcej korzystnych cenowo produktów z tej kategorii w poszukiwaniu tego idealnego, zanim sięgnę po Mary Lou. Tym razem sięgnę po serduszkowy rozświetlacz MUR. Dla niektórych tego typu opakowania są tandetne, i pewnie sama też bym tak stwierdziła gdyby dotyczyło to innego produktu, moim zdaniem do róży i rozświetlaczy pasują idealnie i na pewno będą się ładnie prezentowały w toaletce. 

9. MATOWA POMADKA NYX SOFT MATTE STOCKHOLM
Bardzo rzadko maluję usta, ale jeśli już to właśnie matowymi pomadkami. Przeglądałam ostatnio kosmetyki marki NYX i po prostu muszę ją mieć, choćbym miałą używać jej tylko raz na rok, muszę! A najlepiej wszystkie kolory z tej serii, o!

10. HENNA REFECTOCIL 
Do tej pory nie robiłam sobie nigdy henny brwi, czy rzęs. Odkąd jednak zaczęłam studia kosmetologiczne i ćwiczyłyśmy to na zajęciach odkryłam, że to świetny, a przede wszystkim wbrew pozorom łatwy sposób na ładne brwi bez spędzania wielu minut na ich rysowaniu. Na pewno sięgnę po produkty Refectocil, bo właśnie na nich pracowałyśmy i mam je sprawdzone - dają subtelny i naturalny efekt. Wiadomo, że jako henna żelowa nie barwi skóry więc też ryzyko przesadzonego efektu spada. 

Dajcie koniecznie znać, czy miałyście z powyższymi produktami do czynienia? 
Myślicie, że są warte zakupu, czy powinnam je zamienić na jakieś inne propozycje z danych kategorii? 
Co Wy planujecie kupić w najbliższym czasie? :) 
Dajcie linki do waszych list zakupowych!

24.01.2016

HAUL COCOLITA {SYLVECO, NACOMI, BOURJOIS, L'OREAL}


Hej! Przedstawię Wam dzisiaj małe, spontaniczne zakupy w drogerii internetowej Cocolita.pl. Nie mam ostatnio weny i nastroju do pisania postów, a ilość zaliczeń w związku z sesją trochę mnie przytłacza, ale został mi jeszcze tylko egzamin z anatomii i będę mogła cieszyć się całym miesiącem wolnego! So sweet! :D  Przechodząc do rzeczy, zamówienie było przeze mnie nieplanowane, ale moja mama zażyczyła sobie krem Sylveco! Postanowiłam więc przejrzeć ofertę i coś dla siebie dobrać, czemu nie! 

Zacznę może od kolorówki, której jest najmniej, a którą lubię kupować najbardziej! Od dłuższego czasu miałam ochotę wypróbować kultowe, wypiekane róże marki Bourjois, a że tego typu produktów nigdy za wiele postanowiłam skorzystać z okazji i go zamówić. Ilość przepięknych odcieni nie sprzyja wyborom, ale oglądałam akurat filmik Szavki na Youtube, która pokazywała właśnie ten produkt i ten odcień, i bez zastanowienia to właśnie wypiekany róż Bourjois w kolorze 34 Rose d'Or, badź też Golden Rose dodałam do koszyka.


Niezbędnym elementem w moim dziennym makijażu jest czarna kreska eyelinerem, a moim ulubieńcem w tej kategorii jest Wibo Deep Black w kałamażyku. To na prawdę rewelacyjny produkt, ale korzystając z okazji, że właśnie mi się skończył postanowiłam wypróbować coś innego. Miałam już kiedyś Superliner L'Oreal ale w grubej wersji Blackbuster, i z racji tego, że fajnie się sprawdził postanowiłam znów wybrać coś tej marki, ale  tym razem coś bardziej precyzyjnego i cienkiego, więc zdecydowałam się na Superliner w wersji Perfect Slim, i muszę przyznać, że maluje się nim kreski re-we-la-cyj-nie! ;)


Sprawcą całego zamówienia był właśnie krem dla mamy marki Sylveco. Generalnie albo ja coś pomieszałam w zamówieniu, albo sklep, ale miałam w zamiarze kupić krem brzozowo-nagietkowy z betuliną, a okazało się, że dostałam brzozowy z betuliną, hm ... Nie mniej jednak mama jest zadowolona, i sprawdza się całkiem dobrze. Jak dla mnie zapach go przekreśla, ale i tak bardziej liczy się działanie, prawda ;)


Będąc nadal przy produktach marki Sylveco zdecydowałam się zamówić też brzozową pomadkę ochronną, która w czasie robienia zdjęć gdzieś się zawieruszyła i jej na nich nie ma. 

Zamówienie zdominowały kosmetyki pielęgnacyjne i co ważne - naturalne. Kolejne trzy pozycje to , w przeciwieństwie do powyższych produktów marki Sylveco, baaaardzo ładnie pachnące kosmetyki naturalne! Po pierwsze coś do nawilżania ciała, czyli naturalne masło do ciała zawierające masło shea i olej arganowy o obłędnym zapachu wild strawberry marki Nacomi! A po drugie coś do nawilżania ust co w okresie zimowym jest niezbędne :) Miałam po raz kolejny zdecydować się na eos, ale w ofercie zobaczyłam te oto masełka marki Nacomi, o fajnych kompozycjach zapachowo-smakowych więc wybrałam dwa, jedno widoczne na zdjęciu love grenade, i drugie, które dałam chłopakowi orange lemoniade.


Dzięki uprzejmości sklepu Cocolita dostałam kilka fajnych próbek, w tym tester pudru ryżowego EcoCera! Muszę przyznać, że od pewnego czasu rozmyślałam nad jego zakupem, ale dzięki temu, że miałam możliwość go wypróbować, już wiem, że raczej się nie skuszę, bo wcale nie przypadł mi do gustu tak jakbym się tego spodziewała po tylu pochlebnych opiniach. 




Okej, także to by było na tyle moich małych zakupów :) Znalazło się tu kilka na prawdę fajnych kosmetyków, które zrobiły na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie. Póki co jednak, ze względu na to, że tydzień temu zrobiłam spore rozeznanie i porządki w toaletce, na tego typu spontaniczne zakupy raczej w najbliższym czasie się nie skuszę. Dzięki segregacji zobaczyłam czego mi brakuje (w sumie wyszło na to, że niczego :D), które kosmetyki w najbliższym czasie muszę zastąpić nowymi i ewentualnie w jakich kategoriach mogę coś jeszcze ciekawego kupić, a czego natomiast mam aż za dużo i z czym muszę poczekać, aż zużyję. Na dniach stworzę na pewno wishlistę zakupową, która pomoże mi w rozsądnych zakupach. Pozdraaaaaaaaaaawiam!

16.01.2016

BOURJOIS AIR MAT 01 ROSE IVORY

Czeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeść! Zapowiada się dziś dość długa i zawiła recenzja także bez dłuższych wstępów zaczynamy :) Starałam się opisać wszystko jak najdokładniej, więc jeśli jesteście zainteresowane tym podkładem będzie mi miło jeśli ją przeczytacie :)

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o podkładzie Air Mat, który dopiero co wchodził na rynek, dość mocno się nim zainteresowałam ze względu na obiecujące zapowiedzi producenta na jego temat. Oczywiście zawsze tego typu informacje odbieram z dystansem, no ale generalnie produkty Bourjois się u mnie w głównej mierze sprawdzają więc koniecznie chciałam go wypróbować, i była to priorytetowa pozycja na mojej liście zakupowej. Minęło już sporo czasu odkąd go mam, i mimo, że nie użyłam go zbyt wiele razy to dałam mu już dostatecznie dużo szans aby dzisiaj napisać Wam konkretną opinię na jego temat ... 


Jak widzicie pod względem wizualnym sam podkład prezentuje się całkiem nieźle. Spore, ale spłaszczone opakowanie jest przede wszystkim bardzo praktyczne: poręczne i lekkie, a i nakrętka jest porządnie zakręcana więc generalnie może dobrze sprawdzić się nie tylko w podręcznej kosmetyczce, ale i w podróży. Co prawda podkład nie posiada pompki, ale ma ciekawe zakończenie i miękką tubkę, której naciśnięcie skutkuje wydostaniem się niewielkiej ilości podkładu.


Kolor jaki posiadam to 01 Rose Ivory, czyli najjaśniejszy odcień jaki dostępny jest w tej serii. 
W nazwie pojawia się róż, co w zestawieniu z tym, że jest to tak jak wspomniałam najjaśniejszy kolor, może wskazywać na tego typu tonację. Nic bardziej mylnego! Jak się okazało zdecydowanie bliżej mu do żółci, a i nawet pomarańczy. I mimo, że początkowo wydaje się, że to jasny kolor, można się na nim zawieźć, bo utlenia się dość mocno.



Air Mat ma dość specyficzną konsystencję, jest dość gęsty, tępy, i bardzo suchy. Trudno współpracuje się z tak pudrową, choć generalnie płynną formułą, dlatego też niezwykle ważny w tym przypadku jest sposób aplikacji. W mojej opinii aplikując go:

  • palcami, bądź pędzlem (użyłam Real Techniques Stippling Brush) nie da się osiągnąć satysfakcjonującego efektu, bo podkład bardzo smuży, nie wtapia się w skórę i bardzo szybko zasycha, przez co poprawki są niemal niemożliwe. 
  • zwilżoną gąbeczką daje w miarę dobry efekt, tj. wtapia się w skórę, i nie tworzy już takiej  grubej dodatkowej, suchej i odcinającej się warstwy tak jak w przypadku palców, czy pędzla. 




 Producent opisuje go następująco:

"Podkład matujący Air Mat ma dawać na skórze niewidzialne matowe wykończenie, nieskazitelną cerę oraz utrzymywać się 24 godziny. Posiada filtr SPF 10. Z podkładem Air MAT niedoskonałości są niewidoczne, a cera wygląda pięknie. Cera jest przyjemnie matowa. Air MAT pozwala skórze oddychać i wygładza ją. Nie zatyka porów.

Niewidoczny, ale zmienia wszystko! Podkład Air MAT to innowacyjny produkt Bourjois, który idealnie wygładza niedoskonałości i wyrównuje koloryt cery, a przy tym pozwala oddychać skórze. Fluid jest niewidoczny, nie czuć go na skórze, a utrzymuje się do 24 godzin. Jego formuła wzbogacona jest w matujące pudry, zawierające cynk i krzem, dzięki czemu Air MAT pozostawia matową cerę bez efektu maski. Kobiety go kochają!"

No dobrze, jego działanie tak różnorodne w zależności od aktualnego stanu cery, od typu cery, od sposobu aplikacji etc., że generalnie długo zastanawiałam się jak go opisać, aby nie było chaotycznie, ale aby wspomnieć o wszystkich wariantach jego działania. Najpierw przestawię Wam krótko jak sprawdza się u mnie, a później dodam kilka wniosków odnosząc się do obietnic producenta. 

U mnie najlepiej sprawdza się zaaplikowany gąbką, tylko wtedy dostatecznie się wchłania i nie tworzy tak grubej dodatkowej suchej warstwy, jak w przypadku aplikacji palcami, czy pędzlem. Mimo to, ma niestety tendencję do tego, aby zbierać się w większej ilości w niektórych partiach twarzy tworząc na nich brzydkie, suche placki. Nieestetycznie podkreśla też wszystkie niedoskonałości, tj. wypryski zamiast je maskować. Kryje mi tylko przebarwienia. Podoba mi się w nim to, że w miejscach gdzie się nie zbiera, i gdzie udaje mi się go zaaplikować w miarę równo tworzy fajną, gładką warstwę, i co najważniejsze daje mocno matowy efekt. W związku z tym, że tak dobrze matuje i zastyga na twarzy nie potrzebuję dodatkowego przypudrowania. Chwilę po aplikacji tworzy na mojej twarzy dosyć suchą powłoczkę, która może sama w sobie nie wyglądałaby tak źle, ale kiedy dołączą do tego te suche placki gdzie się zebrał, to jest to taka trochę nieładna maska. Mam cerę mieszaną, w kierunku do tłustej, ale najwyraźniej do tego podkładu jest ona jeszcze za sucha. Dopiero po kilkudziesięciu minutach, kiedy moja cera zaczyna produkować większą ilość sebum podkład się wyrównuje i nieco zmiękcza, i zaczyna wyglądać mniej sucho i tym samym nie wygląda wtedy tak źle. Być może gdyby kolor był jaśniejszy, mniej wyróżniałby się na twarzy i byłby bardziej znośny, ale z uwagi na to, że jest niemal pomarańczowy, to chcąc nie chcąc zwraca na siebie uwagę i robi negatywne pierwsze wrażenie, a później to już tych minusów znajduje się więcej. 


Podsumowując, JA nie czuję się komfortowo kiedy jestem nim umalowana, i bardzo trudno jest mi osiągnąć satysfakcjonujący efekt, a czekanie kilkadziesiąt minut na wykończenie, które mi się spodoba jest bez sensu. Podkład kompletnie się u mnie nie sprawdza, ale nie znaczy to jednak, że jest to zły produkt. Oczywiście nie ulega wątpliwościom, że jest problematyczny, ale powinien sprawdzić się dobrze pod następującymi warunkami:

  • Podkład Air Mat najlepiej sprawdzi się u posiadaczek cer tłustych, bądź mieszanych (ale w kierunku do mocno tłustych). Tylko pod tym warunkiem rzeczywiście będzie dobrze wtapiał się w skórę, będzie niewidoczny, ładnie wygładzi, a wykończeniem będzie zdrowy mat, bez efektu maski.
  • Jeśli nie masz tych typów cery być może sprawdzi się zaaplikowany na dobrze nawilżający krem, bądź nawilżającą bazę. Trzeba jednak dobrać dobry produkt metodą prób i błędów, bo ze względu na konsystencję może się na niektórych ważyć, czy rolować.
  • Jeśli zwykle sięgasz po kolory podkładów drugie z kolei, czyli nienajjaśniejsze, i wybierasz produkty w ciepłej, żółtej tonacji to prawdopodobnie kolor 01 Rose Ivory, bądź kolejne z całej gamy dostępnych kolorów, będą pasowały i Tobie. Tylko dobrze dobrany kolor jest kluczem do tego, aby podkład dobrze wyrównywał koloryt (czyli spełniał jedno ze swoich głównych zadań) i aby był niemal niewidoczny. Niestety Bourjois Air Mat nie sprawdzi się na pewno u bladych dziewczyn, bo najjaśniejszy kolor jest mocno żółty i ma tendencję aby się utleniać.
  • Aby osiągnąć efekt obiecywanej nieskazitelnej cery trzeba taką mieć na starcie. Niestety serio, zauważyłam, że on wygląda dobrze tylko na gładkich partiach twarzy, i na cerach o tego typu strukturze. Jeśli macie 'wystające' niedoskonałości, tj. wypryski, strupki, itp. to dodatkowo nieestetycznie je podkreśli, a nie zamaskuje. Jak na tak treściwą konsystencję nie radzi sobie nawet sińcami pod oczami (no ale generalnie od tego mamy korektowy), a jedynie z lekkimi przebarwieniami, bądź zaczerwienieniami. 
Uniwersalne jest w nim to, że rewelacyjnie matuje, dobrze zastyga na twarzy nie odbijając się ani na ubraniach, ani na telefonie, w związku z tym jest bardzo trwały na skórze, nawet do 10 godzin. 

Jeśli spełniasz powyższe 4 warunki to jest duże prawdopodobieństwo, że Air Mat przypadnie Ci do gustu i będzie się sprawdzał dobrze :) Nie jest to zły produkt, ale jest nieuniwersalny, i mnie niestety zawiódł, bo po prostu nie współgra z moją skórą, i jest też niedopasowany pod względem koloru. 

Dajcie znać czy miałyście już z nim do czynienia, i czy jesteście w gronie jego zwolenniczek czy przeciwniczek? 
Zgadzacie się z moimi czterema warunkami, które są niezbędne aby sprawdzał się dobrze, czy macie inne spostrzeżenia na jego temat? :) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka