4.09.2015

ULUBIEŃCY LATA '15 {SEAOFSPA, URIAGE, YVES ROCHER, WIBO, LOVELY, L'OREAL}


Cześć! Dzisiaj pokrótce przedstawię Wam sześć produktów, które mogę śmiało nazwać 'odkryciami lata' z tego względu, że kupiłam je po raz pierwszy, a także 'ulubieńcami' z tego względu, że wszystkie wyjątkowo przypadły mi do gustu :)


Zacznę może od kosmetyków pielęgnacyjnych, których zwykle bardzo mało na moim blogu.
Faworytem w tej kategorii jest aloesowe masło do ciała BIO SPA, niekoniecznie znanej marki Sea of Spa. Rzadko które masło do ciała, działa tak, że chce mi się nim smarować. Po ten kosmetyk sięgałam (i sięgam nadal) z przyjemnością! We wrześniu na pewno pojawi się jego roszerzona recenzja, więc już dziś serdecznie na nią zapraszam. Tymczasem zdradzę, że doskonale nawilża, wygładza, koi i łagodzi podrażnienia! Idealne latem, ale już czuję, że sprawdzi się także zimą.

Tego lata zdecydowałam się w końcu na zakup wody termalnej - Uriage Eau Thermale. Używam jej zbyt krótko, aby stwierdzić doskonałe właściwości pielęgnacyjne, aczkolwiek jestem bardzo zadowolona z tego jak działa 'na już'. Podoba mi się, jak zmiękcza makijaż i niweluje zbyt pudrowe wykończenie. Doskonałą ulgę przyniosła też aplikowana, szczególnie w podróży, w 40-o stopniowy upał.

Swoim obłednym, letnim, mocno owocowym zapachem żel Yves Rocher, ten opisywany tutaj, umilił mi natomiast większość letnich, szybkich pryszniców i kąpieli!


Kolorówka, to coś co zdecydowanie chętniej kupuję i testuję! Tego lata jednak, wysokie temperatury spowodowały, że makijaż lepiej było sobie odpuścić całkowicie, bądź częściowo na rzecz lekkich kosmetyków.

Wibo Fixing Powder recenzowany przeze mnie tutaj to zdecydowanie lżejszy puder, niż uwielbiany przeze mnie Stay Matte. W upalne dni, kiedy jednak zdecydowałam się umalować, to właśnie on lądował na mojej twarzy najczęściej. Jest lekki, a zarazem dobrze matuje! Świetnie spisywał się w tej roli przez większość dnia - jestem na prawdę bardzo zaskoczona jego dobrą trwałością!

Przez długi czas podstawę makijażu stanowił u mnie jedynie podkład i puder. W zdecydowanie późniejszym czasie przekonałam się do różu i bronzera, natomiast o rozświetlaczu ciągle nie było mowy. Do czasu, kiedy sięgnęłam po pierwszy rozświetlacz Lovely Silver highlighter. Musi być na prawdę dobry, że przekonałam się do tego typu kosmetyku i niemal zawsze, chociaż niewielka ilość znajduje się na szczycie kości policzkowych, na nosie i niekiedy w kąciku oka i pod brwią. Polubiłam go, bo jest delikatny i daje ładną taflę. Może w końcu sięgnę po Mary Lou, która nigdy nie robiła na mnie wrażenia?!

W okresie wiosennym przeżywałam 'fazę' na podkreślanie brwi. Spędzałam sporo czasu przed lustrem, aby cieniem, bądź kredką dokładnie odwzorować obie brwi. Do tej pory wzdycham zresztą przeglądając na instagramie profil browgame. Latem w 40 stopniowy upał dałam sobie jednak spokój z rysowaniem brwi, a wystarczający efekt zapewniał mi Brow Artist marki Loreal! Serio, jest doskonały! Gdyby nie to, że brakuje mi kilku brwi na początku i zwyczajnie nie ma czego podkreślić używałabym tylko jego! Dzięki fajnej konsystencji i szczoteczce brwi są ładnie ułożone, a kolor medium/dark nadaje im bardzo ładny, konkretny, aczkolwiek dość naturalny kolor. 

Jeśli jesteście ciekawe tych produktów zaglądajcie na mojego bloga, bo w najbliższym czasie pojawią się na pewno ich rozszerzone recenzje. Ja natomiast, jestem ciekawa jacy są Wasi letni - lipcowo/sierpniowi ulubieńcy? :) Piszcie w komentarzach, a jeśli stworzyłyście taki post na swoim blogu podsyłajcie link! 

30.08.2015

RIMMEL | LASTING FINISH NUDE | 100 IVORY

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją podkładu Rimmel Lasting Finish Nude, który zamiennie z kremem CC Bourjois {recenzja klik}, stosowałam tego lata najczęściej. Bardzo lubię kosmetyki Rimmel, bo są łatwo dostępne, należą do średniej półki cenowej i bardzo często się u mnie sprawdzają. Zdarzają się jednak kosmetyki tej marki, które nie przypadły mi do gustu, jednak dzisiejszy bohater posta, do nich nie należy. Zapraszam zatem na tekst, w którym opiszę Wam pokrótce zalety tego podkładu ;)


Zacznę może od koloru, który w przypadku podkładów, dla osób z dość jasną karnacją, ma bardzo duże znaczenie. Warto wspomnieć że seria NUDE podkładu Lasting Finish zawiera dwie jasne wersje kolorystyczne - 010 Light Porcelain i 100 Ivory . Obie z nich wypróbowałam, z tego względu, że pierwszy raz sięgnęłam po tę pierwszą wersję, która okazała się rzeczywiście bardzo jasna - na okres letni, aż za bardzo. Z niepokojem sięgnęłam więc po kolor 100 Ivory. Miałam obawy, czy tym razem kolor nie okaże się za ciemny, z tego względu że w wersji Lasting Finish w szklanej buteleczce bardzo się na tym kolorze zawiodłam. Kolor 100 Ivory podkładu w tubce Nude okazał się jednak strzałem w dziesiątkę! Jest to jasny kolor z żółtym pigmentem, ładnie wpasowujący się w koloryt mojej cery! Co ważne, nie ciemnieje!


Konsystencja podkładu jest dość rzadka, zatem już niewielka ilość podkładu wystarczy na pokrycie całej twarzy. Bardzo przyjemnie się go aplikuje, ponieważ nie ma tendencji do robienia smug. Mnie podoba się najbardziej zaaplikowany Miracle Sponge z Real Techniques, bądź pędzlem do podkładu tej samej marki. Jeśli wolicie jednak aplikować podkład palcem, efekt również jest bardzo ładny. Cera jest ujednolicona, wyrównana i gładka. Przykryte są lekkie niedoskonałości, podkreślam - lekkie. Rimmel Lasting Finish Nude nie daje mocnego krycia, ale z powodzeniem można je punktowo nadbudowywać. Jest to podkład należący do tych, mających naturalny efekt i dających lekko satynowe, a zarazem lekko matowe wykończenie (to wytłumaczyłam, haha, mam nadzieje, że wiecie o co chodzi :)) Z pewnością nie jest to płaski mat. Co do efektu, nie podkreśla też suchych skórek, a wykończenie zastyga na tyle, aby nie kleił się na twarzy i nie odbijał wszędzie, gdzie tylko się da.

Sporą zaletą jest trwałość tego podkładu. Przypudrowany (np. Rimmel Stay Matte, badź Wibo Fixing Powder) trzyma się mocno niemal cały dzień. Oczywiście wiadomo, nie zawsze tak jest, bo w dużej mierze zależy to od warunków,  jednak z pewnością nie jest tak, że znika z twarzy po godzinie. Jest dość odporny nawet na 30 stopniowe upały ostatnio u Nas panujące. Mimo niewielkiej tubki podkład jest wydajny. A nawet gdyby nie był jest bardzo tani! W cenie regularnej kosztuje ok. 20 zł, natomiast bardzo często spotykam go w promocjach. 


Ja go bardzo lubię! A wy?
A więcej o podkładach które lubię - KLIK!

29.08.2015

ESSIE | AVENUE MAINTAIN



Cześć! Jako, że sierpień dobiega już końca i powoli trzeba się już żegnać z letnim okresem wakacji, przedstawiam Wam iście wakacyjny i letni lakier do paznokci Avenue Maintain marki Essie! Nieprzypadkowo na zdjęciach widnieje również batonik Bounty, z którym to kolor tego lakieru kojarzy mi się najbardziej! Morze, woda, tropikalna temperatura i kolorowe drinki - do takiego krajobrazu Avenue Maintain pasuje idealnie!


Lakiery Essie mają wiele zalet, dzięki którym przekonałam się, że za lakier warto wydać +/- 30 zł. Krok pierwszy, a zarazem pierwsza zaleta, to aplikacja. Lakier ma półpłynną konsystencję, którą w połączeniu z niewielkim pędzelkiem, łatwo operuje się po płytce paznokcia. Co ważne, konsystencja nie jest na tyle rzadka, aby rozlewała się po skórkach, co raz, że nie wystawia naszej cierpliwości na sprawdzenie, a dwa skraca czas malowania paznokci. Bardzo ważne dla mnie jest też to, że lakier bardzo szybko wysycha, dzięki temu paznokcie można bez problemu pomalować w ostatniej chwili przed wyjściem z domu i zmniejsza się ryzyko, że chwilkę po pomalowaniu coś się rozmaże. Po pomalowaniu lakiery Essie mają bardzo ładne, błyszczące wykończenie. Ważnym atutem jest także to, że lakiery tej marki długo utrzymują się na mojej płytce paznokcia +/- 4-5 dni bez odprysków, a to dłużej niż inne lakiery.


Rok temu w wakacje, królował natomiast nieco subtelniejszy, ale też uroczy kolor UNDER WERE {klik}!


A Wy lubicie lakiery Essie?
Jakie kolory najbardziej? :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka